Czas wlókł się jak nigdy dotąd. Aż do momentu, gdy zrobiło się zupełnie ciemno, siedzieliśmy w stodole, do której o dziwo nikt nie wchodził pomimo tego, że znajdowały się tam również inne zwierzęta. Widocznie tutejsi ludzie mieli wszystko gdzieś. Mając dobry widok na wejście do biblioteki z łatwością można było obserwować strażników. Byli młodzi i niedoświadczeni, na dodatek nieliczni. Czy wiedza, która stanowiła potęgę, i której źródło znajdowało się za ich plecami straciła swoją wartość? Czy oni myślą, że jedynymi istotami, jakie chciałyby się tam dostać bez pozwolenia są szczeniaki, które wystarczy tylko postraszyć a zniechęcone porzucą swoje plany zdobycia tej wiedzy? Zapomnieli o magicznych wilkach, czy co?
-Ta ignorancja ma jednak swoje zalety. -powiedziałam na głos- Wystarczy mała sztuczka... i droga wolna!
-To miałaś ten plan, czy teraz ci przyszedł do głowy? -uśmiechnął się Mirificus odrywając wzrok od starej owcy żującej siano w swoim boksie parę metrów obok nas. Jakoś nie przeszkadzała jej nasza obecność.
Westchnęłam.
-Oczywiście, że miałam plan. Wejść, wziąć co trzeba i wyjść. Reszta to tylko drobne szczegóły. -wilk na te słowa uśmiechnął się jeszcze szerzej. Nie przejmując się jego reakcją wbiłam wzrok w zwierzęta i uświadomiłam sobie, że jestem głodna. Tylko nie można ich ruszyć. Jeszcze hałasu by narobiły, a byłby to spory kłopot.
Tymczasem minęła kolejna godzina oczekiwania.
Niedługo wartownicy mieli się zmienić. Nadszedł TEN moment.
-Będzie dobrze, damy radę. -szepnął Mirificus.
Zmusiłam się do uśmiechu. Choć nie raz zdarzało mi się podczas wędrówki stawać w trudnych sytuacjach, nie przyzwyczaiłam się do tego i nadal czułam niepokój. Wzięłam parę głębokich oddechów, przymknęłam oczy i zebrałam myśli.
Po chwili nad małym placykiem zaczęły krążyć wyczarowane przeze mnie niewielkie światełka do złudzenia przypominające...
-Świetliki! -krzyknęło małe dziecko grzebiące jeszcze przed momentem w ziemi. Przerwało swoje jakże porywające zajęcie i teraz próbowało złapać światełka, podskakując i niszcząc obiekty swojej dotychczasowej uwagi - zamki z ziemi i kamyków, które były jego własnym dziełem.
Zgodnie z planem, do zabawy dołączyło parę innych dzieci. Beztrosko ganiały za wytworem czegoś, czego nawet nie były świadome.
Skierowałam drobiny prosto w oczy maluchów. Najpierw były tylko zdziwione, ale gdy oberwały jeszcze parę razy, zaczęły krzyczeć.
Strażnicy podbiegli do nich, jako że byli jedynymi starszymi osobami w pobliżu. Udało się!
Opuściliśmy prędko naszą tymczasową kryjówkę. Ostrożnie przemknęliśmy się okrężnymi, pustymi uliczkami aż pod mury biblioteki.
Zerknęłam na plac przed budynkiem. Po namyśle dołożyłam jeszcze parę świetlików, które rzuciły się na ludzi.
-Droga wolna. -szepnęłam i razem z Mirificusem wślizgnęłam się do środka.
Młody chłopak, którego nie interesowały świecące drobiny rozglądał się dookoła. Wstrzymał oddech, gdy ujrzał dwa wilki przemykające się do biblioteki zaledwie parę metrów przed nim. Uświadomił sobie o tym, że gapi się na nie już dłuższy czas gdy wpadła na niego dziewczyna. Zaraz po tym jak wygłosiła pod nosem co sądzi o jego inteligencji, również spojrzała na bibliotekę. Potem na świetliki. Natychmiast zaczęła panikować.
-Wilki! Magiczne wilki! -krzyczała. Chłopak spróbował ją uspokoić. Wiedział, co może się stać z tymi stworzeniami, jeśli strażnicy je złapią. Nie chciał, żeby spotkał je ten los.
-Cicho bądź! -szepnął jej do ucha.
-Cicho?! -oburzyła się- Naszym obowiązkiem jest poinformować odpowiednie osoby o ich istnieniu!
Zanim zdążył jeszcze coś dodać, awanturniczka uciekła, zwracając uwagę wszystkich ludzi po kolei. Wkrótce całe miasto dowiedziało się o intruzach. Łowcy otoczyli budynek.
Weszliśmy do środka biblioteki. ciepłe powietrze przesycone było zapachem drewna i papieru. Mój żywioł...
-Co teraz? -spytałam rozglądając się dookoła- Wyczuwasz tu ludzi?
-W środkowej części. Lewym korytarzem też dojdziemy.
Ruszyliśmy natychmiast. Zdałam się zupełnie na ostrzejsze niż moje zmysły Mirificusa.
Nie zawiodłam się.
Po chwili naszym oczom ukazała się ogromna sala, wysokie półki wypełnione niezliczonymi księgami sięgały sufitu. Gdyby nie okoliczności, w jakich się tu znaleźliśmy, mogłabym uznać, że jesteśmy w raju.
-Zaraz tam trafimy. -mruknął Mirificus- Już wiedzą, że jesteśmy w mieście. To tylko kwestia czasu, nim tu po nas przyjdą. Idź lepiej szukać tej przeklętej książki, a ja postoję na czatach.
Kiwnęłam głową i rozpoczęłam poszukiwania zastanawiając się, czy ja nieświadomie powiedziałam coś na głos, czy wilk potrafi czytać w myślach. Wolałam jednak tę pierwszą opcję. Nie wiedziałby wtedy o moim podenerwowaniu.
Wracając do akcji: Jak każda szanująca się biblioteka, ta również była uporządkowana. Bez większego problemu znalazłam sektor "R". Potem wypowiedziałam krótkie zaklęcie pozwalające mi odnaleźć tytuł: "Rzadkie rośliny, które często pomagają". Poczułam upływ mocy. Stosunkowo niewielki, ale jednak wyczuwalny. To nie była moja wrodzona zdolność, dlatego przy jej wykonywaniu musiałam zużywać znacznie więcej energii niż zwykle.
Parę metrów nade mną rozbłysnął delikatnym światłem grzbiet poszukiwanej księgi.
Za wysoko.
Wypatrzyłam wzrokiem donicę z drobną rośliną. Musiałam ją podsunąć bliżej, zanim użyłam kolejnych zaklęć. Tym razem moich własnych.
Uśmiechałam się patrząc, jak pod wpływem mojej mocy z ziemi wystrzeliły długie pnącza, które sięgały po przewodnik. Gliniane naczynie pękło pod naporem rozrastających się jednocześnie korzeni. W końcu gładkie końcówki pędu chwyciły księgę i opuściły ją do mojego poziomu. Chwyciłam ją w zęby i zawróciłam do Mirificusa. Nienaturalnie duża roślina usychała tymczasem, by w końcu zamienić się w zupełnie zwyczajny, rozdrobniony piasek.
Zadowolona z siebie biegłam z powrotem pod drzwi, kiedy kątem oka zauważyłam coś niesamowitego. Na drewnianej konstrukcji leżał przedmiot, o którym nawet nie śniłam. Rozszerzona wersja swojego rodzaju encyklopedii, w której znajdowały się odpowiedzi na wiele ważnych problemów. Między innymi, dlaczego ludzie tak nienawidzą magicznych wilków... Musiałam ją mieć.
Więc pod drzwiami znalazłam się taszcząc dwie księgi.
-Jesteś wreszcie! -powiedział Mirificus- Słuchaj, otoczyli już całą bibliotekę, mam nadzieję, że masz jakiś plan awaryjny, bo inaczej już po nas i... Co to właściwie jest?! -zdziwił się widząc mój drugi nabytek.
-Coś bardzo ważnego. -odpowiedziałam niezdolna już ukryć nerwów. Tkwiłam przez chwilę nieruchoma z szeroko otwartymi oczami. Zdałam sobie sprawę z beznadziejności naszej sytuacji i tego, że mamy tylko jeno wyjście. To zaklęcie, którego szczerze nienawidziłam.
-Dream! Oni tu idą! -krzyknął wilk z rozpaczą. Teraz i ja usłyszałam ludzie jak otwierają główne drzwi i jak dziesiątki ciężkich butów uderzają o podłogę.
Zdobyłam się na odwagę i wyszeptałam magiczne słowa.
-Tylko... Tylko się nie przeraź... Pamiętaj, że nie jesteśmy wilkami... -zdążyłam jeszcze powiedzieć zanim zemdlałam. Właściwie byłam pewna, że umrę. Zużyłam niemal całkowicie swoją energię. Ostatnim obrazem, jaki zapamiętałam była pochylająca się nade mną ludzka twarz.
<Mirificus? ^^ Wiem, długo to trwało, ale nie mogłam się do tego zabrać...>
piątek, 8 listopada 2013
środa, 9 października 2013
Od Mirificusa CD Dream
Nie wiedziałem, czego mam się spodziewać po niekończącej się wędrówce z samicą alfa jako towarzyszką, ale po pierwszych paru minutach przestałem się nad tym zastanawiać. Biegliśmy szybko, ale bez zbytniego zaharowywania się, dzięki czemu nie musieliśmy się zatrzymywać aż do zmierzchu. Po drodze udało nam się jeszcze upolować jelenia, który oddalił się od stada, dzięki czemu mogliśmy zostawić niesione mięso na czas, gdy trudniej nam będzie samodzielnie zdobywać pożywienie.
Na pierwszych ludzi natrafiliśmy już drugiego dnia, ale tym razem była to tylko samotna kobieta z popiskującym zawiniątkiem w ramionach. Domyślaliśmy się, że kryje się tam ludzki potomek, ale pewności nie mieliśmy przez te wszystkie kocyki i ubranka - na co ludziom tyle warstw....? Tak czy inaczej kobietę wyminęliśmy bez problemów i dalsza część dnia upłynęła na swobodnej rozmowie rozpraszającej nudę monotonnego biegu.
W pewien sposób było w tym coś niezwykłego. Było tak wiele rzeczy, których o niej nie wiedziałem i tak wiele tych, które sam ukrywałem przed światem, ale gdy kolejne tajemnice wypływały na powierzchnię w toku naszej rozmowy, żadne z nas nie czuło się skrępowane. Dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie i nawet gdy nie zauważyłem, gdy zapadł zmrok.
Trzeci dzień naszej podróży okazał się być najtrudniejszy. Weszliśmy na tereny ludzi i choć byliśmy już blisko miasta, w którym według map znajdowała się biblioteka, poruszaliśmy się dużo wolniej, ostrożnie przemykając się między kamiennymi budynkami i kryjąc się za każdym razem, gdy obok przechodził człowiek. Właściwie nie wiem, jakim cudem udało nam się dotrzeć na miejsce, ale faktem jest, że późnym wieczorem naszym oczom ukazał się zarys budynku, którego szukaliśmy.
- To jest ta biblioteka? - spytałem szeptem, rzucając Dream zaniepokojone spojrzenie - Pełno tutaj ludzi, nie przemkniemy się tak łatwo.
- Już niedługo. - odpowiedziała wilczyca - Popatrz na niebo, zrobiło się już późno. Ci wszyscy ludzie niedługo znikną w swoich domach.
- W takim razie jaki jest plan?
< no właśnie, Dream, jaki jest plan?
>
Na pierwszych ludzi natrafiliśmy już drugiego dnia, ale tym razem była to tylko samotna kobieta z popiskującym zawiniątkiem w ramionach. Domyślaliśmy się, że kryje się tam ludzki potomek, ale pewności nie mieliśmy przez te wszystkie kocyki i ubranka - na co ludziom tyle warstw....? Tak czy inaczej kobietę wyminęliśmy bez problemów i dalsza część dnia upłynęła na swobodnej rozmowie rozpraszającej nudę monotonnego biegu.
W pewien sposób było w tym coś niezwykłego. Było tak wiele rzeczy, których o niej nie wiedziałem i tak wiele tych, które sam ukrywałem przed światem, ale gdy kolejne tajemnice wypływały na powierzchnię w toku naszej rozmowy, żadne z nas nie czuło się skrępowane. Dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie i nawet gdy nie zauważyłem, gdy zapadł zmrok.
Trzeci dzień naszej podróży okazał się być najtrudniejszy. Weszliśmy na tereny ludzi i choć byliśmy już blisko miasta, w którym według map znajdowała się biblioteka, poruszaliśmy się dużo wolniej, ostrożnie przemykając się między kamiennymi budynkami i kryjąc się za każdym razem, gdy obok przechodził człowiek. Właściwie nie wiem, jakim cudem udało nam się dotrzeć na miejsce, ale faktem jest, że późnym wieczorem naszym oczom ukazał się zarys budynku, którego szukaliśmy.
- To jest ta biblioteka? - spytałem szeptem, rzucając Dream zaniepokojone spojrzenie - Pełno tutaj ludzi, nie przemkniemy się tak łatwo.
- Już niedługo. - odpowiedziała wilczyca - Popatrz na niebo, zrobiło się już późno. Ci wszyscy ludzie niedługo znikną w swoich domach.
- W takim razie jaki jest plan?
< no właśnie, Dream, jaki jest plan?
>
niedziela, 22 września 2013
Od Dream CD Mirificusa
Popędziłam do biblioteki i spakowałam do torby parę map i książek, w tym jedną, której zawartość jest dla mnie wciąż zadziwiająca. Znalazłam ją parę dni temu podczas porządków. Mam nadzieję, że nie będziemy zmuszeni do użycia zapisanego tam zaklęcia...
Przerzuciłam torbę przez grzbiet i wymknęłam się z jaskini do chatki Taigi.
Wpadłam do środka akurat gdy szamanka piła herbatę. Upuściła filiżankę, która rozbiła się z trzaskiem o podłogę.
Taiga spojrzała na mnie wzrokiem mordercy.
-Przepraszam! -odpowiedziałam szybko zakłopotana.
Wilczyca mruknęła cos pod nosem i zaczęła sprzątać.
-Chciałaś czegoś, tak? -spytała po chwili nieco głośniej.
-No.. tak Mam tu mapę -rozłożyłam pergamin na pustym stole- Powiedz mi proszę, gdzie znajduje się ta wielka biblioteka, gdzie znajdę specjalną książkę z opisami ziół.
Taiga uśmiechnęła się.
-Tak myślałam, że będziesz chciała to zrobić. To tutaj -wskazała łapą narysowane na mapie miasto- To AvLee, największy zamek w pobliżu, jakieś 100 mil drogi stąd -przesunęła łapę nad lasy Chetwood- Musicie iść przez pustkowia...
-Zaraz zaraz, skąd wiesz, że nie idę sama? -zdziwiłam się.
-A ten wilk, który stoi przed wejściem to nie twój towarzysz? Wygląda jakby się gdzieś wybierał. I swoją drogą... Ja go dobrze znam -zmarszczyła brwi.
Obróciłam się i wyjrzałam przez okno na polanę, gdzie stał już Mirificus. Czyli czas wyruszać...
-Więc jak już mówiłam musicie iść przez pustkowia, kierując się na północny-wschód. Masz, to wam się przyda -szamanka wcisnęła mi kolejną torbę- Woda i mięso. Zabezpieczone przed zepsuciem. Możecie mieć problemy ze znalezieniem zwierzyny po drodze.
-Dziękuję... -uśmiechnęłam się- Ale dlaczego...
-Chcę mieć tę książkę -rzuciła- A wy mi ją macie przynieść. ŻYWI! -zrobiła wielkie oczy i wypchnęła mnie za drzwi- Powodzenia! -krzyknęła, gdy ja i Mirificus znikaliśmy w lesie.
Nie mogłam pozbyć się lekkiego zdenerwowania, gdy przekraczaliśmy tereny watahy. Oby wszystko poszło dobrze...
<Mirificusie?>
Przerzuciłam torbę przez grzbiet i wymknęłam się z jaskini do chatki Taigi.
Wpadłam do środka akurat gdy szamanka piła herbatę. Upuściła filiżankę, która rozbiła się z trzaskiem o podłogę.
Taiga spojrzała na mnie wzrokiem mordercy.
-Przepraszam! -odpowiedziałam szybko zakłopotana.
Wilczyca mruknęła cos pod nosem i zaczęła sprzątać.
-Chciałaś czegoś, tak? -spytała po chwili nieco głośniej.
-No.. tak Mam tu mapę -rozłożyłam pergamin na pustym stole- Powiedz mi proszę, gdzie znajduje się ta wielka biblioteka, gdzie znajdę specjalną książkę z opisami ziół.
Taiga uśmiechnęła się.
-Tak myślałam, że będziesz chciała to zrobić. To tutaj -wskazała łapą narysowane na mapie miasto- To AvLee, największy zamek w pobliżu, jakieś 100 mil drogi stąd -przesunęła łapę nad lasy Chetwood- Musicie iść przez pustkowia...
-Zaraz zaraz, skąd wiesz, że nie idę sama? -zdziwiłam się.
-A ten wilk, który stoi przed wejściem to nie twój towarzysz? Wygląda jakby się gdzieś wybierał. I swoją drogą... Ja go dobrze znam -zmarszczyła brwi.
Obróciłam się i wyjrzałam przez okno na polanę, gdzie stał już Mirificus. Czyli czas wyruszać...
-Więc jak już mówiłam musicie iść przez pustkowia, kierując się na północny-wschód. Masz, to wam się przyda -szamanka wcisnęła mi kolejną torbę- Woda i mięso. Zabezpieczone przed zepsuciem. Możecie mieć problemy ze znalezieniem zwierzyny po drodze.
-Dziękuję... -uśmiechnęłam się- Ale dlaczego...
-Chcę mieć tę książkę -rzuciła- A wy mi ją macie przynieść. ŻYWI! -zrobiła wielkie oczy i wypchnęła mnie za drzwi- Powodzenia! -krzyknęła, gdy ja i Mirificus znikaliśmy w lesie.
Nie mogłam pozbyć się lekkiego zdenerwowania, gdy przekraczaliśmy tereny watahy. Oby wszystko poszło dobrze...
<Mirificusie?>
niedziela, 15 września 2013
Od Animae CD Andrei
Obudziły mnie pierwsze promienie słońca. Wstałam cicho, starając się nie zbudzić innych wilków, po czym wyszłam na zewnątrz, ziewając lekko. Las wyglądał cudownie o tej porze dnia - krople rosy lśniły w promieniach słońca, kolorowe ptaki uwijały się wokół swoich gniazd, a błękitu nieba nie zaburzała nawet jedna chmurka.
Zrobiłam kilka kroków, rozciągając mięśnie i rozglądając się dookoła. Wydawało mi się, że wszystkie wilki jeszcze spały, ale nie miałam nic przeciwko samotnemu spacerowi.
Nie byłam jedyna. Między drzewami mignęła mi sylwetka wilczycy. Andrea? Tak, to była ona. Słabo ją znałam, właściwie ledwo dołączyła do watahy, ale wydawała się być miła, choć niewiele o sobie opowiadała.
Odwróciła się, słysząc moje kroki i zmarszczyła brwi.
- Jesteś Animae, prawda? - spytała, mierząc mnie czujnym spojrzeniem.
- Tak. Nie miałyśmy chyba jeszcze okazji porozmawiać. - odpowiedziałam, uśmiechając się do niej - Zresztą jestem w watasze niewiele dłużej niż ty.
- Naprawdę? Wydawało mi się, że wszyscy tutaj świetnie się znają...
- Zależy o kogo spytasz. Dość sporo czasu spędzam z Mirificusem, Sanguisem i Dream, kilka razy gadałam z Pumpkin i Novą, raz nawet z Akaymonem, ale poza tym słabo znam członków watahy. Nikt z nas się tu nie urodził, wszyscy zostali przygarnięci przez Dream, gdy tego potrzebowali, ale wciąż muszą borykać się ze swoją przeszłością.
- Więc jak długo istnieje wataha? - spytała wilczyca ze zdumieniem.
- Stosunkowo krótko. Właściwie nie jestem pewna, musiałabyś zapytać Sanguisa, bo on i Mirificus byli pierwszymi wilkami watahy Firefly. Poza Dream, oczywiście. Ja dość długo błąkałam się samotnie, zanim odnalazła mnie alfa, ale mam wrażenie, jakbym mieszkała tu od zawsze.
- Też uwielbiam tą okolicę. - odpowiedziała Andrea cicho - Jest tak... spokojnie.
- Gdzie mieszkałaś, zanim tu trafiłaś? - spytałam ciekawie - Oczywiście, jeśli chcesz się podzielić tą tajemnicą.
< Andrea?>
Zrobiłam kilka kroków, rozciągając mięśnie i rozglądając się dookoła. Wydawało mi się, że wszystkie wilki jeszcze spały, ale nie miałam nic przeciwko samotnemu spacerowi.
Nie byłam jedyna. Między drzewami mignęła mi sylwetka wilczycy. Andrea? Tak, to była ona. Słabo ją znałam, właściwie ledwo dołączyła do watahy, ale wydawała się być miła, choć niewiele o sobie opowiadała.
Odwróciła się, słysząc moje kroki i zmarszczyła brwi.
- Jesteś Animae, prawda? - spytała, mierząc mnie czujnym spojrzeniem.
- Tak. Nie miałyśmy chyba jeszcze okazji porozmawiać. - odpowiedziałam, uśmiechając się do niej - Zresztą jestem w watasze niewiele dłużej niż ty.
- Naprawdę? Wydawało mi się, że wszyscy tutaj świetnie się znają...
- Zależy o kogo spytasz. Dość sporo czasu spędzam z Mirificusem, Sanguisem i Dream, kilka razy gadałam z Pumpkin i Novą, raz nawet z Akaymonem, ale poza tym słabo znam członków watahy. Nikt z nas się tu nie urodził, wszyscy zostali przygarnięci przez Dream, gdy tego potrzebowali, ale wciąż muszą borykać się ze swoją przeszłością.
- Więc jak długo istnieje wataha? - spytała wilczyca ze zdumieniem.
- Stosunkowo krótko. Właściwie nie jestem pewna, musiałabyś zapytać Sanguisa, bo on i Mirificus byli pierwszymi wilkami watahy Firefly. Poza Dream, oczywiście. Ja dość długo błąkałam się samotnie, zanim odnalazła mnie alfa, ale mam wrażenie, jakbym mieszkała tu od zawsze.
- Też uwielbiam tą okolicę. - odpowiedziała Andrea cicho - Jest tak... spokojnie.
- Gdzie mieszkałaś, zanim tu trafiłaś? - spytałam ciekawie - Oczywiście, jeśli chcesz się podzielić tą tajemnicą.
< Andrea?>
Od Mirificusa CD Dream
Powstrzymanie śmiechu na widok szczerego zdumienia na pysku Sanguisa wymagało niezłej samokontroli, ale wilk szybko się opanował i kiwnął głową z powagą. Dream miała rację, doskonale nadawał się na jej zastępcę, ale sądzę, że dla kogoś o tak okrutnej przeszłości ten chwilowy awans musiał być sporym szokiem. Nie zdążyłem jednak spytać się go, co o tym myśli - kilka minut później biegliśmy już z Dream leśnymi ścieżkami.
- Jaki mamy plan? - spytałem.
- Im szybciej ruszymy, tym szybciej wrócimy. - Dream westchnęła cicho - Nie powinnam zostawiać watahy samej sobie...
- Sanguis da sobie radę.
- Wiem...
- Więc czym się martwisz? - uśmiechnąłem się zawadiacko - Nie wmówisz mi, że perspektywa wyrwania się z codzienności ani trochę cię nie ekscytuje.
Dream wyszczerzyła zęby w uśmiechu, przyspieszając lekko.
- Spotkajmy się za godzinę pod chatką szamanki, muszę załatwić ostatnie sprawy przed wyprawą.
Kiwnąłem głową. Skierowaliśmy się w kierunku góry Sāmon, biegnąc coraz szybciej. Wydaje mi się, że obojgu nam spieszyło się do wyruszenia bardziej, niż byliśmy skłonni się do tego przyznać.
- Jaki mamy plan? - spytałem.
- Im szybciej ruszymy, tym szybciej wrócimy. - Dream westchnęła cicho - Nie powinnam zostawiać watahy samej sobie...
- Sanguis da sobie radę.
- Wiem...
- Więc czym się martwisz? - uśmiechnąłem się zawadiacko - Nie wmówisz mi, że perspektywa wyrwania się z codzienności ani trochę cię nie ekscytuje.
Dream wyszczerzyła zęby w uśmiechu, przyspieszając lekko.
- Spotkajmy się za godzinę pod chatką szamanki, muszę załatwić ostatnie sprawy przed wyprawą.
Kiwnąłem głową. Skierowaliśmy się w kierunku góry Sāmon, biegnąc coraz szybciej. Wydaje mi się, że obojgu nam spieszyło się do wyruszenia bardziej, niż byliśmy skłonni się do tego przyznać.
sobota, 14 września 2013
Od Andrei
Chodziłam cicho, po terenie watahy... Jak zawsze sama, to jedyne, co kochałam... Tę ciszę, spokój, chwile kiedy byłam sam na sam ze sobą i mogłam sobie wszystko przemyśleć. W pewnym momencie usłyszałam jakieś kroki...
(Kto dokończy?)
(Kto dokończy?)
czwartek, 5 września 2013
Ogłoszenia
- Mamy nowy sojusz z Watahą Axis Mundi !
- Maksymalny czas na pisanie opowiadania został zmieniony z 1/ 2 tygodnie na 1/miesiąc.
Subskrybuj:
Posty (Atom)