piątek, 12 lipca 2013

Od Ardii CD Dream


- Praca jako młodsza zielarka mi odpowiada. - powiedziałam.
- To świetnie. - powiedziała alfa.
Cały czas zastanawiałam się co znajduje się na prawej kartce.
- Co jest na prawej kartce ?
- Później się dowiesz. Teraz powiem ci jakie są twoje obowiązki jako młodsza zielarka.
Następnie alfa długo mówiła o tym jaka to ważna jest moja praca itp. Po dobrej godzinie zapytałam.
- Czy tamten basior, którego widziałam ma już kogoś ?
- Chodzi ci o Nasira ?
- Tak.
- On nikogo jeszcze nie ma, spodobał ci się ?
- Tak, jest bardzo ładny.
Alfa uśmiechnęła się i powiedziała.

< Dream? >

Od Czaszki

Szłam przez las i nagle spotkałam dzika. Moje oczy były w niego wpatrzone. A jego przekrwione oczy we mnie. Stałam jak wryta nagle zaczęłam uciekać. Uciekałam i uciekałam ( właściwie mogłam użyć swoich mocy ale nie chciałam go skrzywdzić). Na drodze stawały mi różne gałęzie i doły. Nagle wpadłam w pułapkę byłam otoczona z trzech stron ścianami z kamienia. Wtedy powiedziałam pas muszę zaatakować tego dzika . Dzik zaczął się przybliżać chciałam dzięki mojej mocy zostać nie widzialna ale nie mogłam wtedy przypomniałam sobie że to ściany trzech kierunków i w ich pobliżu moc nie działa. Dzik ruszył teraz naprawdę z kopyta na szczęście gdy dzik był już szaleńcze blisko, wyskoczyła Nashia i go zaatakowała pomogłam jej ogłuszyć dzika.

Nashia jaki c.d?

czwartek, 11 lipca 2013

Od Dream CD Mirificusa

Przyglądałam się dwóm ilustracjom znajdującym się w książce zielarskiej. Wyjątkowo prostej i niedokładnej, jak się przekonałam. Dwie rośliny o różnych nazwach i działaniu - jedna leczy od Narcyza, druga powoduje bolesne choroby a w niektórych przypadkach nawet śmierć. Według tego przewodnika wyglądają identycznie.
-Musimy iść do Taigi - stwierdziłam chwytając zębami książkę. Przymusowa para podążyła za mną i razem wyszliśmy z biblioteki na główny korytarz a potem na zewnątrz góry.
-Coś nie tak z tą książką? -spytał Mirificus gdy znalazł się obok mnie.
Kiwnęłam głową.
-I jak się spodziewam to jedyny egzemplarz jaki mamy?
Kiwnęłam głową po raz drugi. Nie poprawiło mu to humoru.

***

Wizyta trwała krótko. 
Ciekawe, że nawet szamanka nie wie za dużo o tych roślinach. Nie mam jej tego za złe, po prostu sprawa coraz bardziej się komplikuje. 
Szliśmy w milczeniu przez całą drogę powrotną. Dopiero gdy Nashia po namowie zostawiła nas samych postanowiłam przedstawić sytuację.
-I czego się dowiedziałaś? - zaczął niecierpliwy już Mirificus.
-Taiga mówi, że to nie jest dobra książka. Problem w tym, że nie mamy nic więcej a najbliższe miejsce, gdzie znajdziemy prawdziwe informacje to... biblioteka w ludzkim mieście.  - przełknęłam ślinę - Więc albo znajdziemy sposób, żeby się tam dostać, albo pogodzisz się z tym, że Nashia nie da ci spokoju. Bo ryzykowania jej życia przez podanie niepewnej co do działania rośliny nie biorę pod uwagę. - zakończyłam spoglądając na wilka w oczekiwaniu na jego reakcję.

<Mirificus? :D >

Od Dream CD Animae

Dosłownie chwilę temu wyczułam obecność intruza na terenach watahy. Nie minęło wiele czasu a przyglądałam się owej postaci, która okazała się być wilczycą, wychodzącej zza zakrętu leśnej ścieżki. O tak, trzeba ją stosownie przywitać!
Zastąpiłam jej drogę.
-Szukasz czegoś? -spytałam - Bo jeśli tak, to chętnie ci pomogę.
Nieznajoma nic nie odpowiedziała. Wydawała się być zdezorientowana. Najwidoczniej spodziewała się po mnie nieco... innego zachowania.
-Znam te tereny całkiem dobrze, ze mną nic ci tu nie grozi -ciągnęłam dalej w nadziei, że w końcu uda mi się coś z niej wyciągnąć.

<Animae?>

Od Dream CD Nasira

-Nie potrwa to długo - zwróciłam się do wilczycy kładąc na stole księgę z informacjami o watasze - Póki co wystarczy przydzielić ci odpowiednie stanowisko.
Otworzyłam kronikę w odpowiednim miejscu. Za pomocą swoich mocy zmieniłam strukturę papieru tak, aby pojawiły się na nim widoczne napisy. Lewą stronę zostawiłam póki co pustą, zajmę się nią później. Na prawej widniało teraz imię wilczycy.
-Gdybyś mogła mi jeszcze powiedzieć z czego byłabyś zadowolona. Nie znam cię zbyt dobrze, a chciałabym żeby każdy, w miarę możliwości, robił to co lubi. Zdążyłam tylko zauważyć, że zainteresowała cię chatka szamanki.
Ardia kiwnęła głową.
-Byłam niemalże pewna, że mieszka tak ktoś taki.
-Spodziewam się, że od razu to wyczułaś - uśmiechnęłam się - Zdaje się, że Taidze przydałby by się ktoś do pomocy... Co powiesz na to, żeby zostać młodszą zielarką?

<Ardia? Przepraszam, że tak długo :c>

wtorek, 9 lipca 2013

Od Novy

Dzień był pochmurny, a ciężkie powietrze zdawało się być przepełnione żalem, który napełniał umysł i duszę. W takie dni zwykle leżę pod drzewem i śpię, ale dziś było inaczej. Zdecydowałam się przezwyciężyć lenistwo i niezbyt śpiesznym krokiem z Góry Samon skierowałam się na zachód. Od dawna chciałam zobaczyć słynny wąwóz. Słyszałam, że dalej tam jest Czarny Las, miejsce dość parszywe, jeśli się go dobrze nie zna. Czemu miałabym się z nim nie zaprzyjaźnić? Przebiegałam przez tereny watahy z czujnie nastawionymi uszami węsząc co chwila. Uniosłam pysk do góry, gdy do mych nozdrzy dobiegł niepokojący zapach. Coś jest nie tak. Ponownie wciągnęłam powietrze, a razem z nim tę woń. Dziwny zapach wilka o sierści pachnącej wilgotną glebą i pyłem. Niewiele myśląc pobiegłam w stronę… samca? Zdałam się całkowicie na mój węch. Oby mnie nie zawiódł. 
Wypadłam spomiędzy drzew przystając. Poczułam na sobie złowrogie spojrzenie złoto-czerwonych ślepi. W odległości kilku metrów od mojej osoby stał masywny, dojrzały samiec o szaro-brązowej sierści z blizną na lewym oku. Wilk wyszczerzył lekko zęby i położył po sobie uszy na znak nieufności.
Na pewno nie pochodził z tych terenów. Usiadłam z powagą na pysku widząc jego postawę. Nie mam zamiaru go zatrzymywać, może mnie zignorować, zaatakować, lub uspokoi się i pozwoli wykonać mi pierwszy krok. Wilk schował kły i cofnął się trochę, a potem przysiadł przechylając lekko głowę na bok. 
-Kim jesteś?-zapytałam łagodnie, ale bez przyjaznego tonu.
-Chyba nie powinno... Cię to interesować.-mruknął niskim głosem i uniósł dumnie głowę. Wyglądał tak, jakby walczył sam ze sobą by nie rzucić się na mnie. Jego wypłowiałą brązowo-siwą sierść rozwiał nagły podmuch wiatru. Znowu poczułam ten nietypowy zapach. 
- Niby racja.- powiedziałam mrożąc powieki.- W takim razie, po co wstępujesz na nasze tereny? - zapytałam. Kurczę, chyba go tymi pytaniami rozdrażnię. Ile osób już tak wkurzyłam zadając proste pytania?
-Praktycznie każdy teren należy do jakiejś watahy, a ja nie potrafię przefrunąć nad ,,waszymi" terenami.-mruknął z ironią.-Mutantem ze skrzydłami nie jestem... Rzeczywiście zaczynał robić się nieco rozdrażniony.
- Nie wystarczyłoby odpowiedzieć "podróżuję, nie zabawie tu długo?" - mruknęłam od niechcenia. Nieznajomy naprawdę chyba się na mnie rzuci wkrótce, nie jest to zbyt kusząca propozycja. - Chyba nie mam wyboru jak cię zostawić w spokoju. - dodałam i podniosłam się ruszając w swoja stronę. Nie wydaje mi się, by reszta wilków przywitała go tak "spokojnie", jak ja. Szkoda.
<Akaymon, kontynuuj proszę.>

niedziela, 7 lipca 2013

Od Felsarotha CD Novy

Pędziłem na oślep przez mgłę zdając się węchem i mentalną mocą odnaleźć drogę przy okazji zważając, by nie wpaść prosto na ludzi. Wreszcie wydostałem się z gęstej pary, ale z mego gardła właśnie wtedy wydobył się pisk zmieszany z warknięciem. Z mojej prawej strony, prosto na mnie zwalił się wielki, gniady koń z masywnym mężczyzną o brązowych włosach na grzbiecie. 
- Ivar! - wrzasnął brązowowłosy. 
Potem poczułem tylko potężne uderzenie i silna fala magicznej energii rąbnęła we mnie, posyłając mnie w powietrze kilkanaście metrów do tyłu. Uderzyłem o ziemię, obracając się wcześniej parę razy jak szmaciana lalka. Podniosłem się po chwili, czując nadciągające zagrożenie, a ból w klatce piersiowej sprawił, że zaparło mi dech w piersiach. Potrząsnąłem głową i dopiero wtedy zorientowałem się, kim był ten wołany przez dryblasa Ivar. Zobaczyłem tego chudego faceta z zielonymi oczyma. Odwróciłem się i począłem wiać ile sił w nogach, ale przygrzmociłem po chwili w jakąś niewidzialną barierę. Spojrzałem za siebie, ale widziałem tylko mgłę, bo wzrok po zderzeniu z magiczną barierą, którą najprawdopodobniej wytworzył Ivar, nie potrafił wrócić do normalności. Nienawidziłem ludzi właśnie za to, jacy są uparci i jak perfidnie wykorzystują magię w nas zawartą dla własnych celów. Ponownie potrząsnąłem łbem, ale czułem się dalej, jakbym był zamknięty w kuli, która skutecznie blokuje dźwięki, zapachy i obrazy z zewnętrznego świata. Nagły wybuch bólu w klatce piersiowej sprowadził mnie do rzeczywistości. Wzrok powrócił, podobnie jak słuch. Mężczyzna, który złapał mnie w pułapkę zeskoczył z czarnego, smukłego wierzchowca i spojrzał na mnie. Nasze zielone oczy spotkały się w nieprzyjaznym sobie pojedynku na wytrzymałość. Żaden z nas nie ustąpił. Dziwne wrażenie, że natrafiło się na kogoś równego sobie pod względem charakteru i zawziętości. Mężczyzna, nienaturalnie chudy, odziany w czerń pasującą do koloru jego włosów wyciągnął z pochwy miecz, w którego rękojeści tkwił bladozielony kryształ skupiający wypełniony magią. Ciekawe ile wilków ubił, by go napełnić? 
- A więc władasz ogniem, mój kudłaty przyjacielu… Świetnie. - zasyczał, odsłaniając pożółkłe zęby w szyderczym uśmiechu.
Najeżyłem się i wyszczerzyłem kły cofając do tyłu. Właśnie teraz, zdałem sobie sprawę, w jak beznadziejnej sytuacji jestem. Bezradnie tylko przykucnąłem na tylnych kończynach, gotując się do ewentualnego ataku. Aż podskoczyłem, gdy zobaczyłem pędzącą w stronę Ivara znaną mi energię. Biały blask przedarł się między drzewami i z ogłuszającym hukiem uderzył w konia. Nastąpiła eksplozja, dość potężna, by położyć zwierzę martwe. Wnętrzności i krew ogiera bryznęły na wszystkie strony. Dało mi to trochę czasu. Zaskoczony facet padł na ziemie, by uniknąć uderzenia energii, zrywając magiczny kontakt z barierą, która opadła. Rzuciłem się do dzikiego biegu jak najdalej od niego. Idiotka, po tym wybuchu może nas znaleźć reszta barbarzyńców! Byłem na nią wściekły, ale też w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób wdzięczny. Jeszcze tylko usłyszałem wrzask zielonookiego człowieka, który najwyraźniej bez konia nie miał już szans na doścignięcie mnie. Biegłem tak szybko, jak chyba jeszcze nigdy w życiu, słysząc za sobą wrzaski i krzyki zielonookiego Ivara. Reszta mężczyzn dała sobie spokój widząc, co stało się z koniem tamtego. 
- Jeszcze Cię dorwę! - wrzasnął, posyłając za mną jeszcze jakieś wstrętne przekleństwo, ale zagłuszył go mój głośny, zmęczony oddech. Chciałbyś, dorwiesz, ciekawe. Gadać też mogę. Parsknąłem pod nosem zły na siebie. Czemu akurat Nova musiała mi ratować dupę? Zrównałem z nią bieg, spoglądając na samicę kontem oka. Wyglądała na wykończoną nie tylko pod względem fizycznym, ale i magicznym. Fakt, zasłużyła sobie na odpoczynek. Głupio było mi strasznie, bo zachowałem się jak nieodpowiedzialny szczeniak i naraziłem ją na niebezpieczeństwo. Obejrzałem się za siebie i zwolniłem. Ulga, jaka na mnie napłynęła, gdy zobaczyłem, że już nas nie gonią była nie do opisania.
- To był rewanż. - rzuciła, zwracając moją uwagę na siebie.
- Rewanż? Za co, niby? - zapytałem nieprzychylnym tonem, nie wiedząc, o co jej znowu chodzi. 
- Ty nie lubisz, jak ci ktoś ratuje twoje cztery litery, ja nie lubię, gdy ktoś mi się wcina w polowanie. - uśmiechnęła się pod nosem. 
- Jesteś…dziwna - mruknąłem, nie wiedząc wciąż, co ma na myśli. 
Nova zaśmiała się rozbawiona i przyśpieszyła, kierując się pędem do watahy.
,,Dorwę Cię…”, te słowa cały czas huczały mi w głowie, jak groźba. Błysk jego zielonych oczu i wredny uśmiech Ivara były wystarczającym dowodem, by wiedzieć, że mam wroga, który szybko nie da mi spokoju.