Wędrowałem parę długich godzin, bez jedzenia i picia.
Przycupnąłem na trawie i myślałem nad tym co bym teraz robił gdyby moja rodzina jeszcze żyła. Wtem zaczął padać deszcz, skupiłem się i stworzyłem większą kule wody, a następnie ją wypiłem. Nagle plecy zaczęły mnie boleć, spojrzałem na nie i ujrzałem, że rana, którą tam miałem, znów krwawi. Jednak to nie była zwykła krew, była niebieska niczym jad którego używałem do polowań. Do mych nozdrzy dobiegł zapach ognia. Obróciłem się, a za mną podążała fala ognia. Zacząłem biec, a ona była coraz bliżej. Nie zauważyłem korzenia i potknąłem się o niego. Ogień już prawie mnie dotykał… Poczułem go i nagle zniknął.
-To wszystko były halucynacje…- Powiedziałem do siebie. Ujrzałem grotę i postanowiłem się tam schować. Kiedy przekroczyłem próg pojawił się jakiś wilk…
(Niech ktoś to dokończy, proszę)
piątek, 27 grudnia 2013
czwartek, 26 grudnia 2013
Konkurs - wyniki!
Jak widać ankieta się już skończyła i oto 300 punktów otrzymuje właścicielka pracy nr 8!
Pozostali otrzymują 100 punktów na udział :)
Brawa dla nich!
Bannery będą się znajdować od tej pory w nowej zakładce "Dodatki".
Każdy kto chce reklamować naszą watahę może teraz wstawić go na prezentację ^^
Pozostali otrzymują 100 punktów na udział :)
Brawa dla nich!
Bannery będą się znajdować od tej pory w nowej zakładce "Dodatki".
Każdy kto chce reklamować naszą watahę może teraz wstawić go na prezentację ^^
piątek, 13 grudnia 2013
Głosowanie
Zapraszam do głosowania na baner naszej watahy, macie czas do 24 grudnia :)
Wszystkie projekty znajdują się w zakładce "Konkursy".
Wszystkie projekty znajdują się w zakładce "Konkursy".
sobota, 23 listopada 2013
Konkurs!
Aż do 6 grudnia macie niepowtarzalną szansę na zdobycie 300 punktów!
Wystarczy, że wykonacie banner promujący Watahę, który spodoba się reszcie właścicieli wilków.
Nie ma ograniczeń co do ilości prac na osobę, ale tylko jedna może wygrać.
Linki do obrazków wysyłajcie o Rooo (howrse.pl).
W sobotę następnego dnia odbędzie się głosowanie.
Zapraszam do udziału!
Wystarczy, że wykonacie banner promujący Watahę, który spodoba się reszcie właścicieli wilków.
Nie ma ograniczeń co do ilości prac na osobę, ale tylko jedna może wygrać.
Linki do obrazków wysyłajcie o Rooo (howrse.pl).
W sobotę następnego dnia odbędzie się głosowanie.
Zapraszam do udziału!
Dream
piątek, 22 listopada 2013
Od Nasira CD Sanguisa
Spojrzałem kątem oka na Animae. Jak na mój gust odpowiedź była jasna.
-Polują na nas. Omal nie dorwali ostatnio Felsarotha. Fakt, głupi był i się przeliczył, dlatego dał się złapać, ale to nie zmienia faktu, że jesteśmy dla nich cennym łupem. A przynajmniej magia, którą operujemy. Dlatego warto się dowiedzieć o nich czegoś więcej. Jeśli chcemy nad nimi zdobyć przewagę musimy dopasować strategię do celów, jakie chcemy osiągnąć. A podstawą jest poznanie wroga jak najlepiej, a najlepiej znaczy od środka- uśmiechnąłem się lekko.
Sanguis zamruczał pod nosem, gdy wreszcie coś znalazł.
-Autor wspomina o pewnym miejscu… Świątynia Mrocznej Pani. Ich przywódczyni, która przywołuje w swe szeregi ludzi tkwiących w rozpaczy. Ich serca popadły w ruinę na skutek własnej, wewnętrznej katastrofy, niezdolni są do logicznego myślenia czy działania. Ogarnięci są zimnem, mrokiem, nienawiścią. Wzywa ich, a oni widząc w niej ostatnią nadzieję lgną do niej jak ćmy do światła. Otacza ich cieniem sukna swej szaty przysłaniając im oczy i oddzielając ich murem od świata. Zamyka ich na siebie, odbierając im resztki człowieczeństwa. Są narzędziami w jej dłoniach, a mają zbierać magię, która w nas tkwi, by zasilać … -urwał. –Tu brakuje kartki. Księga jest wybrakowana…
Przerzucił stronę. Dalej był tekst. Spojrzałem na księgę zza jego ramienia.
-Świątynia jest tam, gdzie panuje temperatura absolutna, a ostatnia iluzja życia ściana się w lód. Tam, gdzie panuje wieczna ciemność, a rozświetla ją tylko wielobarwne światło…-przeczytał.
-Półwysep Sumatros… Najdalej wysunięty na północ półwysep Fralronii. –rzuciłem. Dość oczywiste…-Wieczna noc rozświetlana tylko częstymi zorzami polarnymi…
-Jesteś pewien?-zapytał Sanguis.
-Jak najbardziej-uśmiechnąłem się lekko.-Więc kiedy ruszamy?-zapytałem podniecony wizją podróży w tereny, które mijałem podczas jednej ze swych wcześniejszych wypraw.
Sanguis spojrzał na mnie zdezorientowany.
< Sanguis? >
-Polują na nas. Omal nie dorwali ostatnio Felsarotha. Fakt, głupi był i się przeliczył, dlatego dał się złapać, ale to nie zmienia faktu, że jesteśmy dla nich cennym łupem. A przynajmniej magia, którą operujemy. Dlatego warto się dowiedzieć o nich czegoś więcej. Jeśli chcemy nad nimi zdobyć przewagę musimy dopasować strategię do celów, jakie chcemy osiągnąć. A podstawą jest poznanie wroga jak najlepiej, a najlepiej znaczy od środka- uśmiechnąłem się lekko.
Sanguis zamruczał pod nosem, gdy wreszcie coś znalazł.
-Autor wspomina o pewnym miejscu… Świątynia Mrocznej Pani. Ich przywódczyni, która przywołuje w swe szeregi ludzi tkwiących w rozpaczy. Ich serca popadły w ruinę na skutek własnej, wewnętrznej katastrofy, niezdolni są do logicznego myślenia czy działania. Ogarnięci są zimnem, mrokiem, nienawiścią. Wzywa ich, a oni widząc w niej ostatnią nadzieję lgną do niej jak ćmy do światła. Otacza ich cieniem sukna swej szaty przysłaniając im oczy i oddzielając ich murem od świata. Zamyka ich na siebie, odbierając im resztki człowieczeństwa. Są narzędziami w jej dłoniach, a mają zbierać magię, która w nas tkwi, by zasilać … -urwał. –Tu brakuje kartki. Księga jest wybrakowana…
Przerzucił stronę. Dalej był tekst. Spojrzałem na księgę zza jego ramienia.
-Świątynia jest tam, gdzie panuje temperatura absolutna, a ostatnia iluzja życia ściana się w lód. Tam, gdzie panuje wieczna ciemność, a rozświetla ją tylko wielobarwne światło…-przeczytał.
-Półwysep Sumatros… Najdalej wysunięty na północ półwysep Fralronii. –rzuciłem. Dość oczywiste…-Wieczna noc rozświetlana tylko częstymi zorzami polarnymi…
-Jesteś pewien?-zapytał Sanguis.
-Jak najbardziej-uśmiechnąłem się lekko.-Więc kiedy ruszamy?-zapytałem podniecony wizją podróży w tereny, które mijałem podczas jednej ze swych wcześniejszych wypraw.
Sanguis spojrzał na mnie zdezorientowany.
< Sanguis? >
czwartek, 21 listopada 2013
Od Sanguisa CD Thalii
Rzuciłem leżącej przede mną wilczycy zatroskane spojrzenie i podałem jej łapę, pomagając wstać. Nie mogła mieć więcej niż pół roku, więc skąd wzięła się sama w środku lasu?
- W porządku, Thalio. – odezwałem się łagodnie – Opowiesz mi dokładnie, co się stało?
- W mojej watasze wybuchła epidemia. – wyjąkała wilczyca, patrząc w ziemię – Zdaje się, że moja mama się zaraziła, a potem zaatakowała tatę i… ja właściwie nie wiem co się stało, ale bałam się, a tata kazał mi uciekać… i właściwie nawet nie wiem jak długo biegłam, wiem tylko, że tak bardzo się bałam…
Spojrzałem na nią z troską. Była taka młoda, a tak wiele przeszła… Słyszałem już o różnych wirusach dziesiątkujących wilcze watahy, ale skoro ten rozprzestrzenił się tak szybko, prawdopodobnie nie miałem już czego szukać na terenie rodziny Thalii. Trzeba było jak najszybciej zabrać ją do jaskiń.
- Chodź ze mną. – odezwałem się – Należę do watahy mieszkającej na tym terenie. Zabiorę cię do naszej siedziby, żebyś mogła się uspokoić, wysuszyć i najeść, a sam sprawdzę, jak wygląda sytuacja. Poproszę moją przyjaciółkę, żeby się tobą zaopiekowała; jest bardzo miła i ma śliczne, białe futerko, na pewno ją polubisz. Chodź, nie możesz tu zostać tak sama.
- Jest pan alfą tej watahy? – spytała Thalia, patrząc na mnie z przestrachem.
- Mów mi Sanguis. I nie, nie jestem alfą, ale chwilowo zastępuję prawdziwą przywódczynię. Ma na imię Dream i na pewno nie miałaby nic przeciwko, żebym zabrał cię do nas. Chodź młoda, wszystko będzie dobrze.
Wilczątko otrzepało się lekko i otarło łzy, po czym posłusznie podreptało moim śladem. Wydawała się być zaskakująco spokojna i czułem, że oprócz współczucia czuję do niej rosnącą sympatię.
Wyszedłem na zewnątrz, wyostrzając zmysły i skupiając się na czekającym mnie zadaniu. Zdałem się na węch, podążając w kierunku, z którego przywlokła się Thalia. Biegła niemalże w prostej linii, ale odszukanie pierwszych śladów jej watahy zajęło mi kilka godzin – byłem pełen podziwu, że wilczyca samodzielnie przebyła taką trasę. Po pewnym czasie węch nie był mi już potrzebny; wszędzie wokół widać było ślady obecności innej grupy, ale nigdzie nie dostrzegłem ani jednego wilka.
W chwili, w której dotarłem do polany pożałowałem, że nie zrezygnowałem z dzisiejszego obiadu. Pierwszy wilk, jakiego zobaczyłem, leżał na plecach z pianą wyciekającą z pyska i martwymi, lśniącymi obłędem oczami. Dalej nie było lepiej. Kilka kolejnych trupów utwierdziło mnie w przekonaniu, że jakakolwiek zaraza dotknęła watahę, teraz nie było już komu pomagać. Ostatnie żywe wilki, jakie spotkałem, były w niewiele lepszym stanie niż ich martwi towarzysze – ze zmierzwioną sierścią, śliniące się i toczące pianę z pyska, walczyły ze sobą, na przemian skacząc sobie do gardeł i odskakując z niebywałą prędkością. Powietrze przeszył skowyt tego, który zauważył mnie jako pierwszy, ale zęby drugiego zatopione w jego karku urwały drażniący dźwięk. Nie czekałem, by zobaczyć koniec pojedynku – biegiem rzuciłem się w kierunku domu, czujnie rozglądając się dookoła w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak życia.
- Gdzie jest Thalia?
- Zasnęła. Przygotowałam jej posłanie niedaleko mojego.
- To dobrze. Wygląda na to, że zostanie tu na dłużej.
- Co z jej rodziną?
- Nie znalazłem nikogo ocalałego. Ci, którzy nie zarazili się tą tajemniczą chorobą, zginęli zamordowani przez własnych, zakażonych towarzyszy i naprawdę nie wiem, kto wyszedł na tym gorzej.
- Tak szybko…? – wyszeptała wilczyca – Co za choroba działa w ten sposób?
- Nie mam pojęcia. – pokręciłem głową – Ale Thalia nie może tam wrócić.
- Więc zostanie z nami.
- Zdecydowanie. Najgorsze ma już za sobą.
- Co to znaczy? – usłyszeliśmy cichy głosik zaspanego wilczątka. Thalia wyjrzała z głównej sypialni, wpatrując się w nas swoimi wielkimi oczami – Sanguisie, wróciłeś?
- Oczywiście, młoda. – odpowiedziałem – Jak się czujesz?
- Lepiej. – wilczyca ziewnęła, podchodząc do nas i wtulając się w Animae – Wiesz coś o moich rodzicach?
- Obawiam się, że nie mam dobrych wiadomości. – wymamrotałem cicho, patrząc w ziemię.
- Więc powiedz mi te złe.
- Twoją watahę zaatakowała nieznana nam zaraza. – odpowiedziałem, podnosząc wzrok – Teraz nic nie możemy już dla nich zrobić, ale ty możesz zostać. Mamy tu dość miejsca.
- Możesz na nas liczyć, nieważne, co się stanie. – dodała Animae, przyciskając ją mocniej do siebie.
Wilczątko opuściło głowę, a z jej oczu pociekły łzy. Delikatnie wyswobodziła się z objęć opiekunki i dwoma długimi susami dopadła swojego legowiska, chowając głowę między łapami. Jej ciałem wstrząsnął szloch.
- Myślisz, że da radę? – spytała moja towarzyszka.
- Jest silna. – odpowiedziałem cicho – Musi dać radę.
- W porządku, Thalio. – odezwałem się łagodnie – Opowiesz mi dokładnie, co się stało?
- W mojej watasze wybuchła epidemia. – wyjąkała wilczyca, patrząc w ziemię – Zdaje się, że moja mama się zaraziła, a potem zaatakowała tatę i… ja właściwie nie wiem co się stało, ale bałam się, a tata kazał mi uciekać… i właściwie nawet nie wiem jak długo biegłam, wiem tylko, że tak bardzo się bałam…
Spojrzałem na nią z troską. Była taka młoda, a tak wiele przeszła… Słyszałem już o różnych wirusach dziesiątkujących wilcze watahy, ale skoro ten rozprzestrzenił się tak szybko, prawdopodobnie nie miałem już czego szukać na terenie rodziny Thalii. Trzeba było jak najszybciej zabrać ją do jaskiń.
- Chodź ze mną. – odezwałem się – Należę do watahy mieszkającej na tym terenie. Zabiorę cię do naszej siedziby, żebyś mogła się uspokoić, wysuszyć i najeść, a sam sprawdzę, jak wygląda sytuacja. Poproszę moją przyjaciółkę, żeby się tobą zaopiekowała; jest bardzo miła i ma śliczne, białe futerko, na pewno ją polubisz. Chodź, nie możesz tu zostać tak sama.
- Jest pan alfą tej watahy? – spytała Thalia, patrząc na mnie z przestrachem.
- Mów mi Sanguis. I nie, nie jestem alfą, ale chwilowo zastępuję prawdziwą przywódczynię. Ma na imię Dream i na pewno nie miałaby nic przeciwko, żebym zabrał cię do nas. Chodź młoda, wszystko będzie dobrze.
Wilczątko otrzepało się lekko i otarło łzy, po czym posłusznie podreptało moim śladem. Wydawała się być zaskakująco spokojna i czułem, że oprócz współczucia czuję do niej rosnącą sympatię.
***
Animae była idealną osobą do zajęcia się małą Thalią – nie pytając o nic przytuliła ją mocno i zaprowadziła do ogniska, podsuwając jej najlepsze kąski, jakie miała pod ręką. Szczeniak rzucił się na jedzenie i gdy wychodziłem, jego uwaga była całkowicie pochłonięta przez udziec świeżo upolowanego jelenia. Wyszedłem na zewnątrz, wyostrzając zmysły i skupiając się na czekającym mnie zadaniu. Zdałem się na węch, podążając w kierunku, z którego przywlokła się Thalia. Biegła niemalże w prostej linii, ale odszukanie pierwszych śladów jej watahy zajęło mi kilka godzin – byłem pełen podziwu, że wilczyca samodzielnie przebyła taką trasę. Po pewnym czasie węch nie był mi już potrzebny; wszędzie wokół widać było ślady obecności innej grupy, ale nigdzie nie dostrzegłem ani jednego wilka.
W chwili, w której dotarłem do polany pożałowałem, że nie zrezygnowałem z dzisiejszego obiadu. Pierwszy wilk, jakiego zobaczyłem, leżał na plecach z pianą wyciekającą z pyska i martwymi, lśniącymi obłędem oczami. Dalej nie było lepiej. Kilka kolejnych trupów utwierdziło mnie w przekonaniu, że jakakolwiek zaraza dotknęła watahę, teraz nie było już komu pomagać. Ostatnie żywe wilki, jakie spotkałem, były w niewiele lepszym stanie niż ich martwi towarzysze – ze zmierzwioną sierścią, śliniące się i toczące pianę z pyska, walczyły ze sobą, na przemian skacząc sobie do gardeł i odskakując z niebywałą prędkością. Powietrze przeszył skowyt tego, który zauważył mnie jako pierwszy, ale zęby drugiego zatopione w jego karku urwały drażniący dźwięk. Nie czekałem, by zobaczyć koniec pojedynku – biegiem rzuciłem się w kierunku domu, czujnie rozglądając się dookoła w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak życia.
***
- Sanguis. – głos Animae wyrażał zarówno ulgę, jak i niepohamowaną troskę – Wielkie nieba, wyglądasz jakbyś zobaczył ducha! Udało ci się czegoś dowiedzieć?- Gdzie jest Thalia?
- Zasnęła. Przygotowałam jej posłanie niedaleko mojego.
- To dobrze. Wygląda na to, że zostanie tu na dłużej.
- Co z jej rodziną?
- Nie znalazłem nikogo ocalałego. Ci, którzy nie zarazili się tą tajemniczą chorobą, zginęli zamordowani przez własnych, zakażonych towarzyszy i naprawdę nie wiem, kto wyszedł na tym gorzej.
- Tak szybko…? – wyszeptała wilczyca – Co za choroba działa w ten sposób?
- Nie mam pojęcia. – pokręciłem głową – Ale Thalia nie może tam wrócić.
- Więc zostanie z nami.
- Zdecydowanie. Najgorsze ma już za sobą.
- Co to znaczy? – usłyszeliśmy cichy głosik zaspanego wilczątka. Thalia wyjrzała z głównej sypialni, wpatrując się w nas swoimi wielkimi oczami – Sanguisie, wróciłeś?
- Oczywiście, młoda. – odpowiedziałem – Jak się czujesz?
- Lepiej. – wilczyca ziewnęła, podchodząc do nas i wtulając się w Animae – Wiesz coś o moich rodzicach?
- Obawiam się, że nie mam dobrych wiadomości. – wymamrotałem cicho, patrząc w ziemię.
- Więc powiedz mi te złe.
- Twoją watahę zaatakowała nieznana nam zaraza. – odpowiedziałem, podnosząc wzrok – Teraz nic nie możemy już dla nich zrobić, ale ty możesz zostać. Mamy tu dość miejsca.
- Możesz na nas liczyć, nieważne, co się stanie. – dodała Animae, przyciskając ją mocniej do siebie.
Wilczątko opuściło głowę, a z jej oczu pociekły łzy. Delikatnie wyswobodziła się z objęć opiekunki i dwoma długimi susami dopadła swojego legowiska, chowając głowę między łapami. Jej ciałem wstrząsnął szloch.
- Myślisz, że da radę? – spytała moja towarzyszka.
- Jest silna. – odpowiedziałem cicho – Musi dać radę.
Od Mirificusa CD Dream
- Dream? - spytałem, wpatrując się z niedowierzaniem w leżącą u moich stóp dziewczynę. Zaraz... stóp?
- Hej! - usłyszałem głos łowcy i odwróciłem się, stając przodem do wysokiego starszego mężczyzny z obnażonym mieczem w dłoni. - Co wy tu, u diabła, robicie?! To akcja dla wojowników, skąd wy się tu wzięliście?!
- Pan wybaczy, to nie było celowe. - wyjąkałem - Znaczy... Co tu się w ogóle dzieje?
- Widziano dwa magiczne wilki wchodzące do budynku biblioteki - odpowiedział mężczyzna - Trwają poszukiwania, ale dopóki ich nie znajdziemy, powinniście trzymać się z daleka od biblioteki, a nie siedzieć tu samotnie, bez żadnej ochrony. Te bestie mogą być niebezpieczne. Ale co wy tu w ogóle robicie? - dodał, odrzucając mnie podejrzliwym spojrzeniem - I co się stało twojej towarzyszce?
- Ona... Ona tak ma... - wymamrotałem niepewnie, zasłaniając dziewczynę własnym ciałem - Ekhem... Mdleje gdy zbytnio się czymś ekscytuje. Niedługo dojdzie do siebie. Mam nadzieję.
- Co do cholery? - drugi łowca wyłonił się zza regału, wpatrując się w nas ze złością wypisaną na twarzy - Andrew, pogawędki sobie urządzasz?! A gdzie wilki?!
- Przepraszam. - odezwałem się - Naprawdę nie powinno nas tu być, ale czytaliśmy najnowsze dzieło naszej ulubionej pisarki i... eee... trochę straciliśmy poczucie czasu. A teraz moja przyjaciółka gorzej się poczuła. Nie chcieliśmy przeszkadzać, nie widzieliśmy żadnych wilków, właściwie to niczego nie widzieliśmy...
- Czytaliście. - powtórzył pierwszy z łowców, wpatrując się we mnie z powątpiewaniem.
- Dobra, jakie to ma znaczenie?! - warknął drugi - Bierz lalę i spływaj stąd, mamy ważniejsze rzeczy na głowie niż ty i twoja przyjaciółeczka, czy jakkolwiek chcesz ją nazywać. Zabierz ją do medyka, to ten biały dom po lewej stronie. Może on coś pomoże. A jeśli jeszcze raz spotkam was dwoje w budynku publicznym po zamknięciu, będzie z wami źle.
- Oczywiście. - rzuciłem tylko, biorąc Dream na ręce - Więcej nas pan tu nie zobaczy.
- Ją mogę widywać. - roześmiał się pierwszy z łowców, wpatrując się w dziewczynę - Całkiem dobry masz gust, synu.
Zmroziłem go wzrokiem, ale miałem na głowie ważniejsze sprawy niż jego domysły. Wybiegłem z biblioteki, przyciskając do siebie nieprzytomną przyjaciółkę i modląc się do wszystkich znanych mi bogów, by stwierdzenie "niedługo dojdzie do siebie" nie okazało się kłamstwem.

- Hej! - usłyszałem głos łowcy i odwróciłem się, stając przodem do wysokiego starszego mężczyzny z obnażonym mieczem w dłoni. - Co wy tu, u diabła, robicie?! To akcja dla wojowników, skąd wy się tu wzięliście?!
- Pan wybaczy, to nie było celowe. - wyjąkałem - Znaczy... Co tu się w ogóle dzieje?
- Widziano dwa magiczne wilki wchodzące do budynku biblioteki - odpowiedział mężczyzna - Trwają poszukiwania, ale dopóki ich nie znajdziemy, powinniście trzymać się z daleka od biblioteki, a nie siedzieć tu samotnie, bez żadnej ochrony. Te bestie mogą być niebezpieczne. Ale co wy tu w ogóle robicie? - dodał, odrzucając mnie podejrzliwym spojrzeniem - I co się stało twojej towarzyszce?
- Ona... Ona tak ma... - wymamrotałem niepewnie, zasłaniając dziewczynę własnym ciałem - Ekhem... Mdleje gdy zbytnio się czymś ekscytuje. Niedługo dojdzie do siebie. Mam nadzieję.
- Co do cholery? - drugi łowca wyłonił się zza regału, wpatrując się w nas ze złością wypisaną na twarzy - Andrew, pogawędki sobie urządzasz?! A gdzie wilki?!
- Przepraszam. - odezwałem się - Naprawdę nie powinno nas tu być, ale czytaliśmy najnowsze dzieło naszej ulubionej pisarki i... eee... trochę straciliśmy poczucie czasu. A teraz moja przyjaciółka gorzej się poczuła. Nie chcieliśmy przeszkadzać, nie widzieliśmy żadnych wilków, właściwie to niczego nie widzieliśmy...
- Czytaliście. - powtórzył pierwszy z łowców, wpatrując się we mnie z powątpiewaniem.
- Dobra, jakie to ma znaczenie?! - warknął drugi - Bierz lalę i spływaj stąd, mamy ważniejsze rzeczy na głowie niż ty i twoja przyjaciółeczka, czy jakkolwiek chcesz ją nazywać. Zabierz ją do medyka, to ten biały dom po lewej stronie. Może on coś pomoże. A jeśli jeszcze raz spotkam was dwoje w budynku publicznym po zamknięciu, będzie z wami źle.
- Oczywiście. - rzuciłem tylko, biorąc Dream na ręce - Więcej nas pan tu nie zobaczy.
- Ją mogę widywać. - roześmiał się pierwszy z łowców, wpatrując się w dziewczynę - Całkiem dobry masz gust, synu.
Zmroziłem go wzrokiem, ale miałem na głowie ważniejsze sprawy niż jego domysły. Wybiegłem z biblioteki, przyciskając do siebie nieprzytomną przyjaciółkę i modląc się do wszystkich znanych mi bogów, by stwierdzenie "niedługo dojdzie do siebie" nie okazało się kłamstwem.


Subskrybuj:
Posty (Atom)