-Nie potrwa to długo - zwróciłam się do wilczycy kładąc na stole księgę z informacjami o watasze - Póki co wystarczy przydzielić ci odpowiednie stanowisko.
Otworzyłam kronikę w odpowiednim miejscu. Za pomocą swoich mocy zmieniłam strukturę papieru tak, aby pojawiły się na nim widoczne napisy. Lewą stronę zostawiłam póki co pustą, zajmę się nią później. Na prawej widniało teraz imię wilczycy.
-Gdybyś mogła mi jeszcze powiedzieć z czego byłabyś zadowolona. Nie znam cię zbyt dobrze, a chciałabym żeby każdy, w miarę możliwości, robił to co lubi. Zdążyłam tylko zauważyć, że zainteresowała cię chatka szamanki.
Ardia kiwnęła głową.
-Byłam niemalże pewna, że mieszka tak ktoś taki.
-Spodziewam się, że od razu to wyczułaś - uśmiechnęłam się - Zdaje się, że Taidze przydałby by się ktoś do pomocy... Co powiesz na to, żeby zostać młodszą zielarką?
<Ardia? Przepraszam, że tak długo :c>
czwartek, 11 lipca 2013
wtorek, 9 lipca 2013
Od Novy
Dzień był pochmurny, a ciężkie powietrze zdawało się być przepełnione żalem, który napełniał umysł i duszę. W takie dni zwykle leżę pod drzewem i śpię, ale dziś było inaczej. Zdecydowałam się przezwyciężyć lenistwo i niezbyt śpiesznym krokiem z Góry Samon skierowałam się na zachód. Od dawna chciałam zobaczyć słynny wąwóz. Słyszałam, że dalej tam jest Czarny Las, miejsce dość parszywe, jeśli się go dobrze nie zna. Czemu miałabym się z nim nie zaprzyjaźnić? Przebiegałam przez tereny watahy z czujnie nastawionymi uszami węsząc co chwila. Uniosłam pysk do góry, gdy do mych nozdrzy dobiegł niepokojący zapach. Coś jest nie tak. Ponownie wciągnęłam powietrze, a razem z nim tę woń. Dziwny zapach wilka o sierści pachnącej wilgotną glebą i pyłem. Niewiele myśląc pobiegłam w stronę… samca? Zdałam się całkowicie na mój węch. Oby mnie nie zawiódł.
Wypadłam spomiędzy drzew przystając. Poczułam na sobie złowrogie spojrzenie złoto-czerwonych ślepi. W odległości kilku metrów od mojej osoby stał masywny, dojrzały samiec o szaro-brązowej sierści z blizną na lewym oku. Wilk wyszczerzył lekko zęby i położył po sobie uszy na znak nieufności.
Na pewno nie pochodził z tych terenów. Usiadłam z powagą na pysku widząc jego postawę. Nie mam zamiaru go zatrzymywać, może mnie zignorować, zaatakować, lub uspokoi się i pozwoli wykonać mi pierwszy krok. Wilk schował kły i cofnął się trochę, a potem przysiadł przechylając lekko głowę na bok.
-Kim jesteś?-zapytałam łagodnie, ale bez przyjaznego tonu.
-Chyba nie powinno... Cię to interesować.-mruknął niskim głosem i uniósł dumnie głowę. Wyglądał tak, jakby walczył sam ze sobą by nie rzucić się na mnie. Jego wypłowiałą brązowo-siwą sierść rozwiał nagły podmuch wiatru. Znowu poczułam ten nietypowy zapach.
- Niby racja.- powiedziałam mrożąc powieki.- W takim razie, po co wstępujesz na nasze tereny? - zapytałam. Kurczę, chyba go tymi pytaniami rozdrażnię. Ile osób już tak wkurzyłam zadając proste pytania?
-Praktycznie każdy teren należy do jakiejś watahy, a ja nie potrafię przefrunąć nad ,,waszymi" terenami.-mruknął z ironią.-Mutantem ze skrzydłami nie jestem... Rzeczywiście zaczynał robić się nieco rozdrażniony.
- Nie wystarczyłoby odpowiedzieć "podróżuję, nie zabawie tu długo?" - mruknęłam od niechcenia. Nieznajomy naprawdę chyba się na mnie rzuci wkrótce, nie jest to zbyt kusząca propozycja. - Chyba nie mam wyboru jak cię zostawić w spokoju. - dodałam i podniosłam się ruszając w swoja stronę. Nie wydaje mi się, by reszta wilków przywitała go tak "spokojnie", jak ja. Szkoda.
<Akaymon, kontynuuj proszę.>
Wypadłam spomiędzy drzew przystając. Poczułam na sobie złowrogie spojrzenie złoto-czerwonych ślepi. W odległości kilku metrów od mojej osoby stał masywny, dojrzały samiec o szaro-brązowej sierści z blizną na lewym oku. Wilk wyszczerzył lekko zęby i położył po sobie uszy na znak nieufności.
Na pewno nie pochodził z tych terenów. Usiadłam z powagą na pysku widząc jego postawę. Nie mam zamiaru go zatrzymywać, może mnie zignorować, zaatakować, lub uspokoi się i pozwoli wykonać mi pierwszy krok. Wilk schował kły i cofnął się trochę, a potem przysiadł przechylając lekko głowę na bok.
-Kim jesteś?-zapytałam łagodnie, ale bez przyjaznego tonu.
-Chyba nie powinno... Cię to interesować.-mruknął niskim głosem i uniósł dumnie głowę. Wyglądał tak, jakby walczył sam ze sobą by nie rzucić się na mnie. Jego wypłowiałą brązowo-siwą sierść rozwiał nagły podmuch wiatru. Znowu poczułam ten nietypowy zapach.
- Niby racja.- powiedziałam mrożąc powieki.- W takim razie, po co wstępujesz na nasze tereny? - zapytałam. Kurczę, chyba go tymi pytaniami rozdrażnię. Ile osób już tak wkurzyłam zadając proste pytania?
-Praktycznie każdy teren należy do jakiejś watahy, a ja nie potrafię przefrunąć nad ,,waszymi" terenami.-mruknął z ironią.-Mutantem ze skrzydłami nie jestem... Rzeczywiście zaczynał robić się nieco rozdrażniony.
- Nie wystarczyłoby odpowiedzieć "podróżuję, nie zabawie tu długo?" - mruknęłam od niechcenia. Nieznajomy naprawdę chyba się na mnie rzuci wkrótce, nie jest to zbyt kusząca propozycja. - Chyba nie mam wyboru jak cię zostawić w spokoju. - dodałam i podniosłam się ruszając w swoja stronę. Nie wydaje mi się, by reszta wilków przywitała go tak "spokojnie", jak ja. Szkoda.
<Akaymon, kontynuuj proszę.>
niedziela, 7 lipca 2013
Od Felsarotha CD Novy
Pędziłem na oślep przez mgłę zdając się węchem i mentalną mocą odnaleźć drogę przy okazji zważając, by nie wpaść prosto na ludzi. Wreszcie wydostałem się z gęstej pary, ale z mego gardła właśnie wtedy wydobył się pisk zmieszany z warknięciem. Z mojej prawej strony, prosto na mnie zwalił się wielki, gniady koń z masywnym mężczyzną o brązowych włosach na grzbiecie.
- Ivar! - wrzasnął brązowowłosy.
Potem poczułem tylko potężne uderzenie i silna fala magicznej energii rąbnęła we mnie, posyłając mnie w powietrze kilkanaście metrów do tyłu. Uderzyłem o ziemię, obracając się wcześniej parę razy jak szmaciana lalka. Podniosłem się po chwili, czując nadciągające zagrożenie, a ból w klatce piersiowej sprawił, że zaparło mi dech w piersiach. Potrząsnąłem głową i dopiero wtedy zorientowałem się, kim był ten wołany przez dryblasa Ivar. Zobaczyłem tego chudego faceta z zielonymi oczyma. Odwróciłem się i począłem wiać ile sił w nogach, ale przygrzmociłem po chwili w jakąś niewidzialną barierę. Spojrzałem za siebie, ale widziałem tylko mgłę, bo wzrok po zderzeniu z magiczną barierą, którą najprawdopodobniej wytworzył Ivar, nie potrafił wrócić do normalności. Nienawidziłem ludzi właśnie za to, jacy są uparci i jak perfidnie wykorzystują magię w nas zawartą dla własnych celów. Ponownie potrząsnąłem łbem, ale czułem się dalej, jakbym był zamknięty w kuli, która skutecznie blokuje dźwięki, zapachy i obrazy z zewnętrznego świata. Nagły wybuch bólu w klatce piersiowej sprowadził mnie do rzeczywistości. Wzrok powrócił, podobnie jak słuch. Mężczyzna, który złapał mnie w pułapkę zeskoczył z czarnego, smukłego wierzchowca i spojrzał na mnie. Nasze zielone oczy spotkały się w nieprzyjaznym sobie pojedynku na wytrzymałość. Żaden z nas nie ustąpił. Dziwne wrażenie, że natrafiło się na kogoś równego sobie pod względem charakteru i zawziętości. Mężczyzna, nienaturalnie chudy, odziany w czerń pasującą do koloru jego włosów wyciągnął z pochwy miecz, w którego rękojeści tkwił bladozielony kryształ skupiający wypełniony magią. Ciekawe ile wilków ubił, by go napełnić?
- A więc władasz ogniem, mój kudłaty przyjacielu… Świetnie. - zasyczał, odsłaniając pożółkłe zęby w szyderczym uśmiechu.
Najeżyłem się i wyszczerzyłem kły cofając do tyłu. Właśnie teraz, zdałem sobie sprawę, w jak beznadziejnej sytuacji jestem. Bezradnie tylko przykucnąłem na tylnych kończynach, gotując się do ewentualnego ataku. Aż podskoczyłem, gdy zobaczyłem pędzącą w stronę Ivara znaną mi energię. Biały blask przedarł się między drzewami i z ogłuszającym hukiem uderzył w konia. Nastąpiła eksplozja, dość potężna, by położyć zwierzę martwe. Wnętrzności i krew ogiera bryznęły na wszystkie strony. Dało mi to trochę czasu. Zaskoczony facet padł na ziemie, by uniknąć uderzenia energii, zrywając magiczny kontakt z barierą, która opadła. Rzuciłem się do dzikiego biegu jak najdalej od niego. Idiotka, po tym wybuchu może nas znaleźć reszta barbarzyńców! Byłem na nią wściekły, ale też w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób wdzięczny. Jeszcze tylko usłyszałem wrzask zielonookiego człowieka, który najwyraźniej bez konia nie miał już szans na doścignięcie mnie. Biegłem tak szybko, jak chyba jeszcze nigdy w życiu, słysząc za sobą wrzaski i krzyki zielonookiego Ivara. Reszta mężczyzn dała sobie spokój widząc, co stało się z koniem tamtego.
- Jeszcze Cię dorwę! - wrzasnął, posyłając za mną jeszcze jakieś wstrętne przekleństwo, ale zagłuszył go mój głośny, zmęczony oddech. Chciałbyś, dorwiesz, ciekawe. Gadać też mogę. Parsknąłem pod nosem zły na siebie. Czemu akurat Nova musiała mi ratować dupę? Zrównałem z nią bieg, spoglądając na samicę kontem oka. Wyglądała na wykończoną nie tylko pod względem fizycznym, ale i magicznym. Fakt, zasłużyła sobie na odpoczynek. Głupio było mi strasznie, bo zachowałem się jak nieodpowiedzialny szczeniak i naraziłem ją na niebezpieczeństwo. Obejrzałem się za siebie i zwolniłem. Ulga, jaka na mnie napłynęła, gdy zobaczyłem, że już nas nie gonią była nie do opisania.
- To był rewanż. - rzuciła, zwracając moją uwagę na siebie.
- Rewanż? Za co, niby? - zapytałem nieprzychylnym tonem, nie wiedząc, o co jej znowu chodzi.
- Ty nie lubisz, jak ci ktoś ratuje twoje cztery litery, ja nie lubię, gdy ktoś mi się wcina w polowanie. - uśmiechnęła się pod nosem.
- Jesteś…dziwna - mruknąłem, nie wiedząc wciąż, co ma na myśli.
Nova zaśmiała się rozbawiona i przyśpieszyła, kierując się pędem do watahy.
,,Dorwę Cię…”, te słowa cały czas huczały mi w głowie, jak groźba. Błysk jego zielonych oczu i wredny uśmiech Ivara były wystarczającym dowodem, by wiedzieć, że mam wroga, który szybko nie da mi spokoju.
- Ivar! - wrzasnął brązowowłosy.
Potem poczułem tylko potężne uderzenie i silna fala magicznej energii rąbnęła we mnie, posyłając mnie w powietrze kilkanaście metrów do tyłu. Uderzyłem o ziemię, obracając się wcześniej parę razy jak szmaciana lalka. Podniosłem się po chwili, czując nadciągające zagrożenie, a ból w klatce piersiowej sprawił, że zaparło mi dech w piersiach. Potrząsnąłem głową i dopiero wtedy zorientowałem się, kim był ten wołany przez dryblasa Ivar. Zobaczyłem tego chudego faceta z zielonymi oczyma. Odwróciłem się i począłem wiać ile sił w nogach, ale przygrzmociłem po chwili w jakąś niewidzialną barierę. Spojrzałem za siebie, ale widziałem tylko mgłę, bo wzrok po zderzeniu z magiczną barierą, którą najprawdopodobniej wytworzył Ivar, nie potrafił wrócić do normalności. Nienawidziłem ludzi właśnie za to, jacy są uparci i jak perfidnie wykorzystują magię w nas zawartą dla własnych celów. Ponownie potrząsnąłem łbem, ale czułem się dalej, jakbym był zamknięty w kuli, która skutecznie blokuje dźwięki, zapachy i obrazy z zewnętrznego świata. Nagły wybuch bólu w klatce piersiowej sprowadził mnie do rzeczywistości. Wzrok powrócił, podobnie jak słuch. Mężczyzna, który złapał mnie w pułapkę zeskoczył z czarnego, smukłego wierzchowca i spojrzał na mnie. Nasze zielone oczy spotkały się w nieprzyjaznym sobie pojedynku na wytrzymałość. Żaden z nas nie ustąpił. Dziwne wrażenie, że natrafiło się na kogoś równego sobie pod względem charakteru i zawziętości. Mężczyzna, nienaturalnie chudy, odziany w czerń pasującą do koloru jego włosów wyciągnął z pochwy miecz, w którego rękojeści tkwił bladozielony kryształ skupiający wypełniony magią. Ciekawe ile wilków ubił, by go napełnić?
- A więc władasz ogniem, mój kudłaty przyjacielu… Świetnie. - zasyczał, odsłaniając pożółkłe zęby w szyderczym uśmiechu.
Najeżyłem się i wyszczerzyłem kły cofając do tyłu. Właśnie teraz, zdałem sobie sprawę, w jak beznadziejnej sytuacji jestem. Bezradnie tylko przykucnąłem na tylnych kończynach, gotując się do ewentualnego ataku. Aż podskoczyłem, gdy zobaczyłem pędzącą w stronę Ivara znaną mi energię. Biały blask przedarł się między drzewami i z ogłuszającym hukiem uderzył w konia. Nastąpiła eksplozja, dość potężna, by położyć zwierzę martwe. Wnętrzności i krew ogiera bryznęły na wszystkie strony. Dało mi to trochę czasu. Zaskoczony facet padł na ziemie, by uniknąć uderzenia energii, zrywając magiczny kontakt z barierą, która opadła. Rzuciłem się do dzikiego biegu jak najdalej od niego. Idiotka, po tym wybuchu może nas znaleźć reszta barbarzyńców! Byłem na nią wściekły, ale też w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób wdzięczny. Jeszcze tylko usłyszałem wrzask zielonookiego człowieka, który najwyraźniej bez konia nie miał już szans na doścignięcie mnie. Biegłem tak szybko, jak chyba jeszcze nigdy w życiu, słysząc za sobą wrzaski i krzyki zielonookiego Ivara. Reszta mężczyzn dała sobie spokój widząc, co stało się z koniem tamtego.
- Jeszcze Cię dorwę! - wrzasnął, posyłając za mną jeszcze jakieś wstrętne przekleństwo, ale zagłuszył go mój głośny, zmęczony oddech. Chciałbyś, dorwiesz, ciekawe. Gadać też mogę. Parsknąłem pod nosem zły na siebie. Czemu akurat Nova musiała mi ratować dupę? Zrównałem z nią bieg, spoglądając na samicę kontem oka. Wyglądała na wykończoną nie tylko pod względem fizycznym, ale i magicznym. Fakt, zasłużyła sobie na odpoczynek. Głupio było mi strasznie, bo zachowałem się jak nieodpowiedzialny szczeniak i naraziłem ją na niebezpieczeństwo. Obejrzałem się za siebie i zwolniłem. Ulga, jaka na mnie napłynęła, gdy zobaczyłem, że już nas nie gonią była nie do opisania.
- To był rewanż. - rzuciła, zwracając moją uwagę na siebie.
- Rewanż? Za co, niby? - zapytałem nieprzychylnym tonem, nie wiedząc, o co jej znowu chodzi.
- Ty nie lubisz, jak ci ktoś ratuje twoje cztery litery, ja nie lubię, gdy ktoś mi się wcina w polowanie. - uśmiechnęła się pod nosem.
- Jesteś…dziwna - mruknąłem, nie wiedząc wciąż, co ma na myśli.
Nova zaśmiała się rozbawiona i przyśpieszyła, kierując się pędem do watahy.
,,Dorwę Cię…”, te słowa cały czas huczały mi w głowie, jak groźba. Błysk jego zielonych oczu i wredny uśmiech Ivara były wystarczającym dowodem, by wiedzieć, że mam wroga, który szybko nie da mi spokoju.
środa, 3 lipca 2013
Od Larien CD Zeeka
- Jasne. Lubie wszystkie z tych rzeczy. Czemu miałabym ich nie lubić? - wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się serdecznie.
- To wspaniale. W takim razie chodźmy - mówił Zeeke, jakby był tym wszystkim zestresowany
- Zeeke...- zaczęłam
- Tak? - odwrócił się do mnie. Starałam się przybrać poważny wyraz twarzy, ale po chwili parsknęłam tylko śmiechem:
- Zeeke. Nie odzywaj się do mnie tak oficjalnie. Mów jak do serdecznego przyjaciela. Bez barier - poprosiłam go. Nie wiem na ile ta prośba zabrzmiała realistycznie, gdyż wydusiłam ją przez śmiech. Nie umiałam po prostu nie umiałam być zbyt poważna. Zeeke uśmiechnął się tylko. Ruszyliśmy na plaże. Szliśmy przez las. Postanowiłam zrobić psikusa Zeekiemu. Bezszelestnie schowałam się za bujne zarośla, które ciągnęły się wzdłuż drogi. Szłam równo z wilkiem, ale schowana. Nagle Zeeke powiedział:
- Wiesz...Larien...- chciał dokończyć, ale odwrócił się i zauważył, że mnie nie ma. Starałam się zdusić śmiech, co mi się na razie udawało.
- Larien? Larien? - zaczął panicznie szukać mnie wzrokiem Zeeke - Larien! - krzyknął przeraźliwe i pobiegł w stronę siedziby watahy. Wtedy najciszej jak potrafiłam wyskoczyłam zza zarośli i zaszłam wilka od tyłu. Przewróciłam go. Zeeke krzyknął, krótko. Pokazałam mu swoją twarz
- Zeeke, ty głuptasie - zaśmiałam się głośno.
<Zeeke, dokończysz?>
wtorek, 2 lipca 2013
Od Zeeka CD Larien
- Dzięki, ale byłbym zaszczycony gdybyś towarzyszyła mi przy posiłku. Upolowaliśmy go wspólnie - powiedziałem.
Samica zastanowiła się chwilę, po czym odrzekła:
- Skoro chcesz, to dobrze.
Wspólnie zjedliśmy sarnę. Kiedy zostały kości, Larien zaprowadziła mnie do samicy alfa.
- Witaj, Dream. Przyszedł nowy samiec. Prosi o przyjęcie do stada.
- Tak, nazywam się Zeeke - przedstawiłem się. - Czy mógłbym dołączyć do was?
Samica alfa zmierzyła mnie wzrokiem.
- Wygląda na to że można ci zaufać. Witaj w Watasze Firefly!
Ukłoniłem się nisko alfie i odszedłem.
~Następnego dnia...
Znów spotkałem Larien. Ułożyłem sobie w głowie co do niej powiedzieć i podszedłem pewnym krokiem.
- Cześć.... znaczy dzień dobry, Larien - przybrałem bardziej oficjalny ton. - Chciałabyś ze mną pójść na plażę do zatoki? O ile lubisz wodę, lub chociaż słońce i piasek - uśmiechnąłem się niepewnie.
(Larien, cd?)
Samica zastanowiła się chwilę, po czym odrzekła:
- Skoro chcesz, to dobrze.
Wspólnie zjedliśmy sarnę. Kiedy zostały kości, Larien zaprowadziła mnie do samicy alfa.
- Witaj, Dream. Przyszedł nowy samiec. Prosi o przyjęcie do stada.
- Tak, nazywam się Zeeke - przedstawiłem się. - Czy mógłbym dołączyć do was?
Samica alfa zmierzyła mnie wzrokiem.
- Wygląda na to że można ci zaufać. Witaj w Watasze Firefly!
Ukłoniłem się nisko alfie i odszedłem.
~Następnego dnia...
Znów spotkałem Larien. Ułożyłem sobie w głowie co do niej powiedzieć i podszedłem pewnym krokiem.
- Cześć.... znaczy dzień dobry, Larien - przybrałem bardziej oficjalny ton. - Chciałabyś ze mną pójść na plażę do zatoki? O ile lubisz wodę, lub chociaż słońce i piasek - uśmiechnąłem się niepewnie.
(Larien, cd?)
poniedziałek, 1 lipca 2013
Ogłoszenie
Kochani,
ponieważ bloggerka zajmująca się Watahą na co dzień nie będzie miała dostępu do internetu przez najbliższy tydzień, z przyjemnością zawiadamiam, że tymczasowo przejmuję jej obowiązki. Z tego powodu proszę o przesyłanie wszystkich opowiadań, pytań i pomysłów do Lemm na Horwse. Wiadomości, które wysłaliście dzisiaj wieczorem, a nie dostaliście odpowiedzi (lub opowiadania, których nie ma jeszcze na blogu) możecie na wszelki wypadek przesłać ponownie na to właśnie konto - zajmę się wszystkim jak najszybciej.
Całe to zamieszanie oznacza niestety, że w ciągu najbliższego tygodnia samica alfa nie będzie odpisywała na opowiadania ani pisała własnych, ale po powrocie prawowita właścicielka bloga obiecała nadrobić zaległości ;)
ponieważ bloggerka zajmująca się Watahą na co dzień nie będzie miała dostępu do internetu przez najbliższy tydzień, z przyjemnością zawiadamiam, że tymczasowo przejmuję jej obowiązki. Z tego powodu proszę o przesyłanie wszystkich opowiadań, pytań i pomysłów do Lemm na Horwse. Wiadomości, które wysłaliście dzisiaj wieczorem, a nie dostaliście odpowiedzi (lub opowiadania, których nie ma jeszcze na blogu) możecie na wszelki wypadek przesłać ponownie na to właśnie konto - zajmę się wszystkim jak najszybciej.
Całe to zamieszanie oznacza niestety, że w ciągu najbliższego tygodnia samica alfa nie będzie odpisywała na opowiadania ani pisała własnych, ale po powrocie prawowita właścicielka bloga obiecała nadrobić zaległości ;)
Pozdrawiam
Leme
Od Larien CD Zeeka
Przybłąkałam
się do watahy już pare dobrych dni temu. Wszystko działo się tak
szybko, że nawet dobrze nie zapamiętałam. Więc nie będę się nad tym
rozwodzić. Wiem tylko, że stałam się zwiadowcą. Wyszłam więc jak codzień
na zwiady. W deszczu zobaczyłam ociekającego wilka. Poprosił mnie, abym
coś mu upolowała.
- Jasne - odpowiedziałam z uśmiechem. Czemu niby nie miałabym tego robić. - Na co się skusisz? - zapytałam po chwili, gdy Zeeke wlókł się za mną - Im coś większego tym lepszego - oznajmił - Dobrze - przystałam na jego propozycję. Szłam z nosem przy ziemi. Aż nagle wyczułam sarnę. - Sarna - zakrzyknęłam i runęłam biegiem. Biegłam szybko z wiatrem. Zeeke też trochę poniuchał i zaczął biec za mną. - Mam strategię - oznajmił. Wysłuchałam i przystałam na nią. Wykonaliśmy manewr wcześniej opisany przez Zeekiego. Pobiegłam z wiatrem i skoczyłam na sarnę. Była to młoda samiczka. Najpierw osłabiłam ją, a Zeeke zabił. Zawlekliśmy ją do mojej jaskini. - Nie powinniśmy najpierw iść do alf? - spytał wilk - Najpierw się posil - odpowiedziałam < Zeeke? Proszę dokońcż. Przepraszam, ze późno odpisałam> |
|
Subskrybuj:
Posty (Atom)