poniedziałek, 10 czerwca 2013

Od Sanguisa CD Serenity

Muszę przyznać, że obrywanie w głowę dziczyzną ułożoną nie wiadomo czemu na ogromnym liściu nie jest najprzyjemniejszą pobudką. Przemknęło mi przez myśl, że jest to sposób na uświadomienie przywódcy wojowników, jak nieodpowiedzialne jest drzemanie na polance w środku dnia, ale uznałem, że moi przyjaciele wybraliby raczej jakiś bardziej subtelny sposób.
Westchnąłem cicho, przeciągając się i rozglądając wokół. Skąd u diabła wzięło się całe to mięso? Zacząłem wspinać się na pagórek, wsłuchując się w odgłosy dopływające z otoczenia. Słyszałem coś dziwnego, czego nie potrafiłem zidentyfikować i fakt ten wybitnie mi nie pasował. Chyba wciąż nie doszedłem do siebie. Musiałem się skupić.
Ostrożnie wszedłem pomiędzy drzewa, stawiając łapy najciszej, jak się dało. Nie było to potrzebne – ktokolwiek tak hałasował, z pewnością nie był w stanie mnie usłyszeć. Przyspieszyłem, coraz bardziej zaniepokojony i wreszcie zatrzymałem się gwałtownie, niemal wpadając na drzewo. Czy ja jadłem dzisiaj coś dziwnego? A może z tą wodą było coś nie tak? Trzecią opcją było, że to, co widziałem, działo się naprawdę, a w to trudno mi było uwierzyć.
Na niewielkiej polance między drzewami leżał wilk. Właściwie wilczyca, czarna i przytroczona do ziemi cienkimi linkami. Szarpała się bezskutecznie, starając się uwolnić, ale nie przeszkadzało to najwyraźniej tańczącym wokół niej dzieciom. Widziałem już w życiu wielu ludzi, ale tak komiczne przebrania były dla mnie nowością – wszyscy mieli ogromne, kolorowe pióropusze i ostre, wystrugane z drewna włócznie, a linki, którymi przywiązali wilczycę, były wbite w umocowane w ziemi kołki. Nieznajoma dała się schwytać… bawiącym się w Indian dzieciom?
Oparłem się o drzewo, z trudem powstrzymując śmiech. Takie zachowanie było kompletnie nieprofesjonalne. Przybrałem poważny wyraz twarzy i wyszedłem zza drzew, wpatrując się w wilczycę. Jednego jednak nie przewidziałem – reakcji dzieci. Trochę łatwiej było mi zrozumieć, jak złapały tamtego wilka, po tym jak z równym zaangażowaniem rzuciły się na mnie. Odskoczyłem zaskoczony, ale były szybkie, a ich włócznie miały wystarczająco ostre końce, by przebić wilczą skórę. Warknąłem zirytowany, czując ciepłą krew płynącą po moim brzuchu. Dzieci cofnęły się niepewnie, zagradzając mi dostęp do uwięzionej. Nie zamierzałem się poddać. Podszedłem bliżej, szczerząc kły i nie spuszczając wzroku z przeciwników. Najmłodsze dzieci odwróciły się, znikając błyskawicznie między drzewami, ale parę starszych zostało. Nie zwracając na nie uwagi, szarpnąłem za linki przytrzymujące ciało wilczycy i uwolniłem ją, cofając się z wciąż obnażonymi zębami. Nieznajoma zrobiła to samo. Gdy przekroczyliśmy granicę polanki, odwróciliśmy się i zaczęliśmy biec.
<Serenity, dokończysz? >

niedziela, 9 czerwca 2013

Od Nasira

Cisza. Wszędzie cisza… W ciszy serce znajduje więcej odpowiedzi niż rozum otoczony natłokiem informacji. Ta nieprzenikniona żadnym szelestem pustka daje odpowiedzi, ale również rozdziela, bardziej niż bezkresne stepy. Większość, gdy zapada milczenie od razu zabija je niepotrzebnym, chaotycznym hałasem bezkształtnych, niezrozumiałych słów. Głupie. Tylko głupcy niszczą to, co daje mądrość, której nie potrafi zaoferować żadna inna rzecz. Uchyliłem powieki rozkoszując się bladym światłem księżyca, które przywitało me spragnione blasku źrenice. Piękny. Cudowny, pełny okrąg na niebie wyróżniający się wśród ciemności srebrzystą aurą i zagadkowymi formami. Księżyc i jego wierne towarzyszki gęsto rozsypane po czarno-granatowej pościeli. W wiecznym, nienaruszonym uścisku. Podniosłem się z gęstej, ciemnej trawy i zrobiłem kilka kroków naprzód, czując pod łapami miękkość i wilgoć roślin. Mój umysł od dawna czuł obecność tutejszej watahy. Mimo to… Czy warto zakłócać spokój? Czy znajdę tam zrozumienie? Nikłe szanse, ale kto wie? Może są silniejsze sposoby na zdobycie doświadczenia niż wsłuchiwanie się w nicość? Możliwe, że to rozpaczliwy skowyt w środku nocy, nawołujący swych braci zebranych pod jednym niebem jest źródłem informacji i wiedzy. Nie są godni mądrości Ci, którzy niczym nie ryzykują. Czasami trzeba odsunąć zdrowy rozsądek na bok i dać się ponieść szaleństwu. Przykucnąłem na tylnych łapach i odgiąłem grzbiet do tyłu, a z wnętrza mego gardła poniósł się głośny, melodyjny zew. Dźwięk wilczego skowytu poniósł się po przestrzeni, tnąc ją niczym ludzki miecz przecinający ludzkie gardło, z którego już nigdy ma nie wydobyć się głos. Tylko krew. Czerwona posoka tryskająca na twarz oprawcy. Zaznacza piętno. Ja też jestem napiętnowany. Czym? Nie wie tego nikt, poza mną. Mną i kimś jeszcze. Kimś, kto nigdy nie wyda z siebie więcej skowytu. Orzechowy brąz mych oczu przyciągnięty został przez dwa wilki sunące niczym cienie przez pusty teren. Mieszkańcy tutejszej krainy. Członkowie watahy Firefly. Ci, którzy mają dać mi mądrość. Czy faktycznie ją wśród nich znajdę? Nie wiem. Nikt tego nie wie. Tylko czas.

piątek, 7 czerwca 2013

Od Serenity CD Dream

No i znowu to samo…Muszę polować, bo inaczej poumieramy z głodu! Super! Idę, bo muszę. Dream i Sanguisowi się nie udało, no cóż bywa i tak. Nie ważne. Im szybciej to zrobię tym lepiej. Biegnę trochę szybciej żeby nie opóźniać…I nagle ją widzę…. siedzi na ziemi i gada do siebie. Otacza ją tłum ludzi. Indianie? Niemożliwe, przecież już wyginęli…Dlaczego ja nigdy nie mogę normalnie czegoś upolować?! Biegnę dalej. Widzę trzy dziki, dwie sarny i…Indiankę?! I co teraz? Nie mogę jej skrzywdzić, bo mam tylko upolować coś na kolację. Ciekawe co zrobi jeśli nagle wyskoczę z krzaków i ją zaatakuję. Ile ona może mieć lat? Trzynaście? Piętnaście? Raz się żyje. Wyskakuję z krzaków i rzucam się na nią z dzikim wrzaskiem. Dziewczyna w pisk i biegnie do tej kobiety na ziemi. Nagle nadbiegają Indianie z dzidami i rzucają je w moim kierunku. Wrzeszczą coś, że takie czarny i wielki wilk jak ja to na pewno demon i wgl, ze zaraz bd na nich jakaś klątwa czy coś tam. Ech…Czarny wilk to ma zawsze pod górę. Spłoszyli mi jedzenie! Jak ja nie znoszę ludzi! Musze dogonić te dziki. Dobra mam je. Teraz sarny. Żaden wysiłek jak dla mnie. Znalazłam wielki liść, na którym położyłam dary. Złapałam końcówkę mojego „wózka” i ruszyłam z powrotem do watahy. Wtedy Indianie zagrodzili mi drogę. Co do……? Nie dam im się złapać. W ostatniej chwili pchnęłam liść, który zjechał z górki i popędził dalej w stronę polanki. Tam na pewno znajdzie go Dream. Już miałam wyrwać się tym ludziom, kiedy nagle oni mnie złapali na liny. Straszne! Zaczęli mnie ciągnąć w stronę ich obozowiska. Nie złamią mnie choćby nie wiem co!

środa, 5 czerwca 2013

Od Delii


- nowej wilczycy!

*********************************

Biedny szczeniak. Zostawiłam go tam. Nie mogę go zabrać, bo tylko mnie spowolni, ale no cóż...Jest jeszcze mały może będę mogła go wychować na łowcę? Muszę spróbować. Cofnę się po niego. Ile tu liści!
- Hej mały. Wróciłam po ciebie. Chodź. - powiedziałam do niego. Podniósł się z ziemi, radośnie pomachał ogonkiem.
- Ojej! Miałem nadzieję, że wrócisz! Cieszę się. - powiedział radośnie.
- Wiesz...Jakby ci to wytłumaczyć...? Ech....No bo widzisz...Nie mam czasu się tobą zajmować, ale, że nie umiem cię tutaj zostawić idziesz ze mną.
- Nie chcesz mnie? - spytał ze smutkiem. Ten zal w jego oczach spowodował, że od razu zechciałam go zabrać.
- No dobrze - zaczęłam - to wcale nie tak, że nie chcę cię zabrać. Po prostu obiecaj mi, że będziesz się mnie pilnował i słuchał moich poleceń.
- Jasne! - zaszczekał radośnie mały.
Ruszyliśmy do mojej jaskini w lesie, niedaleko. Usłyszeliśmy strzały i krzyki ludzi. Przeraziłam się nie na żarty.
- biegnij i schowaj się w tych krzakach. - poleciłam małemu.
Sama ruszyłam biegiem na przeciw legły koniec drogi i czekałam. Zobaczyłam ją biegnącą do mojej jaskini. Skąd ja ją znam? Nie ważne.Gdy wilczyca przebiegła chciałam wyjść, ale w ostatniej chwili zauważyłam ludzi i znowu się schowałam. Już po wszystkim.
- Wyjdź, mały. Już możemy iść. - dlaczego ja go wzięłam? a no tak... oczy.... No dobra trzeba biec, ale nie za szybko, bo dzieciak nie nadąży.
- Proszę pani, ale ja bardzo szybko biegam - odparł z uśmiechem.
Czytał w myślach?! Kolejna zdolność małego wilka jaką widzę.
- Skoro jesteś szybki to biegiem do tej jaskini. Widzisz ją? - spytałam
znalazł się tam w oka mgnieniu. ZA 5 sekund był z powrotem. schował się za mną i powiedział:
- Tam jest ta uciekająca wilczyca.
Ech jak zwykle mój dom stał się miejscem schronienia dla uciekinierów.
- Dobra, chodź. Zamieszkamy gdzie indziej.
Urządziliśmy małe polowanie w drodze do zapasowego szałasu, który kiedyś zbudowałam. Zjedliśmy po jednym zającu i sarnę za spółkę. Już chciałam iść dalej, ale nagle pojawiła się wielka, niebieska wilczyca. Przyszła w celach pokojowych. Jak się potem okazało była matką szczeniaka. Porozmawiałyśmy chwilę, a ona w podziękowaniu za opiekę nad jej dzieckiem pokazała mi drogę do "nowego domu" jak ona to ujęła. Ruszyłam wskazaną ścieżką i tak dotarłam do Watahy Firefly.

sobota, 25 maja 2013

Od Mirificusa

Patrzyłem na Dream odchodzącą z Sanguisem, a w mojej głowie łomotało się tylko jedno pytanie: czy ona naprawdę sądziła, że będę przez cały dzień siedział w miejscu?
Wstałem ostrożnie, ale moje rany szybko się goiły i prawie nie czułem już bólu. Wyszedłem na zewnątrz. Nie było sensu gonić pozostałych, ale kto powiedział, że samemu nie mogę się dobrze bawić? Lekkim truchtem wbiegłem między drzewa, czując jak w moim ciele budzi się energia zmagazynowana przez całe dnie odpoczywania - moje mięśnie rozgrzewały się, a ja mknąłem coraz szybciej, ignorując ból wciąż niezagojonych ran. Wsłuchiwałem się w odgłosy niewielkich stworzeń leśnych i szumiących liści, napawając się panującym wokół spokojem.
Po pewnym czasie zacząłem zwalniać. Biegłem teraz wolniej, ale byłem bardziej skupiony. Zaczęły docierać do mnie zapachy, które wcześniej całkowicie ignorowałem - czułem skropioną rosą roślinność, świeżą krew płynącą w żyłach mijanych zwierząt, charakterystyczny zapach wilczycy, mokrą ziemię i...
Zaraz. Wilczycy?
Zatrzymałem się gwałtownie, prawie się przewracając. Uniosłem nos, starając się wyobrazić sobie, jak zachowałby się Sanguis. Był o wiele lepszym myśliwym niż ja, ale w końcu coś tam też umiałem. Odwróciłem się, szukając zapamiętanej woni. O tak, była tu - młoda wadera, która prawdopodobnie nie zdążyła odejść na więcej niż kilka kilometrów. Rozejrzałem się uważnie i dostrzegłem ledwo widoczny odcisk łapy tuż obok dojrzałego dębu.
Podniosłem wzrok do góry. Słońce chyliło się ku zachodowi - Sanguis i Dream niedługo mieli wrócić z polowania, nie było sensu teraz szukać wilczycy. Z westchnieniem rzuciłem tropom ostatnie spojrzenie i odwróciłem się w kierunku domu.

sobota, 18 maja 2013

Od Felsaroth'a

 ...nowego wilka!
Razem z nim dołącza również Nova
 
 ********************************* 
 
Była nieprzenikniona cisza, którą nagle rozdarł głośny wilczy zew na dalekiej północy. Po wysokich górach, których ośnieżone szczyty zanikały w ciemności poniosło się głuche, mrożące krew w żyłach echo. Wbiegłem między drzewa ciemnego, gęstego lasu jak czarny cień, a moje jasne, jadowito zielone oczy błysnęły złowieszczo. Nastawiłem uszu wsłuchując się w następujące jedno po drugim wycie wilków. Mimo to milczałem… Jestem samotnikiem. Nie przyzywało mnie żadne wołanie. Mimo to, ile można być samotnym? Są różne rodzaje samotności, ale najbardziej umysł i serce trawi samotność, która otacza skazańców…Takich jak ja. Nawet nie wiadomo, jak dzielny osobnik, może odczuwać pustkę. Nie można odezwać się na wycie wilków, bo i tak nie usłyszą. Ich uszy są głuche na wołanie wygnańca. Po co komu zdrajca? Między drzewami zwolniłem trochę zwinnie wymijając grube, omszałe pnie. Z jednej strony w tym gęstym lesie czułem się bezpieczniej niż na bezkresnych równinach, które skazane były na wieczną obserwację górskich oczu, które zdawały się dostrzegać wszystko i słyszeć wszystko. Coś tak nieuchwytnego jak ciche muśnięcie trawy skrzydłami ćmy dało się wychwycić w tej przerażającej ciszy. Wypuściłem nozdrzami gorące powietrze, i przeskoczyłem zręcznie zwalony pień, a moje łapy przy ponownym dotknięciu ziemi nie wydały prawie żadnego dźwięku. Zmęczony od szybkiego biegu oddech huczał w mych płucach. Uspokoiłem go trochę i wciągnąłem zapach lasu. Wilgotna ziemia, uśpione rośliny, zapach zwierzyny łownej i… Wilk. Intensywna woń futra pachnącego lasem dosłownie oszałamiała. Zerwałem się do ponownego biegu. Moje oczy penetrowały w dzikim pędzie każdy zakamarek lasu, a łapy zaopatrzone w długie szpony ryły ziemię. Przeskakiwałem obszary oświetlone chłodnym blaskiem księżyca, który prześwitywał między koronami drzew. Zawsze mnie to intrygowało. Zdawałem sobie sprawę, że drzewo jest czymś przyziemnym, a niebo nieuchwytnym marzeniem. Nie można tego dotknąć… Jednak konary drzew patrząc od dołu zlewają się w jedną malowniczą całość, przerywając nieskończony błękit jak brązowy piorun. Uchwycone, nieruchome piękno… Z zamyślenia wyrwał mnie podmuch wiatru igrającego między drzewami, który przyniósł ze sobą jeszcze mocniejszy zapach pobliskiego wilka i sarny. Na pewno polował. Poczułem dzikie pragnienie i głód, a zdobyczy żadnej od dawna nie widziałem. To mogła być jedna z nielicznych szans na porządny posiłek. Oczywiście o ile uda się wyrwać pokarm ze szponów rywala. Czując dziwną ekstazę na myśl o zaspokojeniu głodu przyspieszyłem z trudem wymijając drzewa. Rozwarłem szczęki czując zapach zdobyczy.
Skręciłem ostro w prawo ledwo wyrabiając na zakręcie i wtedy to zobaczyłem. Drobna łania śmignęła mi przed oczyma o kilka metrów. Zmniejszyłem dystans i wtedy tuż przede mnie wybiegła piękna, biała wilczyca o złotych ślepiach. Nie wyhamowałem i uderzyłem w rozpędzoną wilczycę z warkotem spychając ją z impetem na pobliskie drzewa. Do mych uszu dotarł tylko zgłuszony trzask i jej pisk. Gó*no mnie obchodzi, co jej jest, interesuje mnie tylko zdobycz. Popędziłem za sarną wytężając wszystkie mięśnie. Moje oczy wwierciły się z łaknieniem w drobne ciało łani. Była coraz bliżej. Szponiaste łapy i wyszczerzone kły zbliżały się do niej nieubłaganie. Zwierzę przeskoczyło przez pień zwalonego drzewa, a ja za nim. Wybiłem się łapami i z góry skoczyłem na sarnę powalając ją na ziemie. Poleciałem ze zdobyczą spory kawałek dalej wbijając w jej szyję kły. Ostre zęby rozszarpały jej gardło, a krew bryznęła mi na sierść. Cudowne uczucie, móc chłeptać gorącą posokę i pożerać mięso, które cudownie wypełniało żołądek. Paciorkowate oczy sarny stały się nieruchome i martwe, jak cała reszta ciała. Wypuściłem strzępy skóry ze szczęk i stanąłem tryumfalnie nad zdobyczą. Odwróciłem gwałtownie głowę i obnażyłem zakrwawione zęby, które mocno kontrastowały z czarną sierścią i zielonymi ślepiami. Biała samica wysunęła spomiędzy drzew, warcząc zajadle i szczerząc równie białe, co futro zęby. Taka nietypowa, taka piękna i waleczna. Biała sierść, niczym śnieg okrutnie kontrastowała na tle tutejszych krain, które trzymały się w czarno-zielonych tonacjach. Jej miejsce jest między lodami i śniegami dalekich krain, a nie tutaj.
Otwarłem szerzej oczy zaskoczony jej szybkością. Jak biały grom zwaliła się na mnie odrzucając od mojej zdobyczy. Podniosłem się nim ponownie zaatakowała i zastosowałem kontratak. Walka. Dzika i wściekła, pełna furii. To lubię. Straciłem z oczu zdobycz, o którą teraz walczyliśmy. Trudno. Teraz liczy się wygrana. Na białe futro samicy bryznęła krew z rozciętej pod wpływem mego ugryzienia skóry. Samica pisnęła, ale po chwili ponownie w heroicznym ataku natarła na mnie odrzucając do tyłu. Podniosłem się na nogi i spojrzałem na waderę zirytowany. Z jej gardła wydało się głuche ujadanie. Na jej futrze wykwitały czerwone plamy, niczym szkarłatne kwiaty wychodzące spod śniegu. Natarłem na samicę i pochylając głowę kłapnąłem szczękami nie dosięgając jednak do gardła, mimo to udało mi się ją pchnąć do tyłu na plecy. Odsunąłem się czując, że tym razem to ona pragnie zatopić w mej szyi kły. Poczułem uderzenie, gdy wadera zdzieliła mnie łapą po pysku, a tylna kończyna zaopatrzona w szpony poharatała mój brzuch. Czerń i biel nas dwóch bryzgana była, co chwila krwią. Pięknie. Nie dam za wygraną. Kocham walkę, to mój żywioł. Podróże i walka o przetrwanie. Pole naszego starcia znaczone było szkarłatem, połamanymi gałęziami i zoraną ziemią.
-Gnoju!-warknęła zajadłym, ani trochę zmęczonym tonem.
Zaśmiałem się cicho i wrednie okrążając białą dookoła.
-Ciekaw jestem, czy przy kopulacji też jesteś taka waleczna… Mam ochotę wgryźć ci się od tyłu w grzbiet, s*ko.-rzuciłem bezczelnie, bez jakichkolwiek pohamowań.
Wadera spojrzała na mnie zaskoczona. Wykorzystałem sytuację i skoczyłem na nią rozkładając smukłe łapy na boki i rozwierając szczęki. Wilczyca odsunęła się do tyłu, ale przystanęła i odwróciła się widząc za sobą ogień, który pojawił się znikąd trawiąc niskie krzewy. Uśmiechnąłem się widząc, że ognista bariera nie daje jej drogi ucieczki. Samica warknęła cicho i gdy już byłem przy niej zmrużyła złote oczy, a na jej czole pojawił się nikły impuls, który wypalił w górę prosto przed mój pysk w postaci białej flary. Zaskomlałem oślepiony i zwaliłem się na bok widząc rozmazany obraz wilczycy uciekającej przed atakiem. Podniosłem się i potrząsnąłem głową, słysząc jak biały promień wybucha cicho ponad koronami drzew niczym gwiazda, która gdzieś w oddali kończy swój żywot. Mogła uciec wykorzystując moje oślepienie, ale nie zrobiła tego. Dobrze… Nie ustąpię, ona pewnie też nie.
-Wredna s*ka…-mruknąłem i zacząłem pełną furii szarżę w jej kierunku. Za mną i po mych bokach pociągnęła się ścieżka kontrolowanych płomieni, która nadała memu atakowi impetu. Wadera zaskoczona prędkością ataku nie zdążyła zrobić uniku. Zacisnąłem silne szczęki na jej karku i cisnąłem nią o drzewo rozrywając jej skórę. Samica rąbnęła o drzewo z piskiem pełnym bólu. Zaskomlała, gdy zobaczyła, że mam zamiar na nią ponownie natrzeć, mimo to z trudem podniosła się. Zatrzymałem się w pół kroku, gdy usłyszałem ostrzegawcze warknięcie o niskiej tonacji. Odwróciłem głowę w kierunku kilku drzew. Między nimi stały dwa wilki, jeden masywny samiec o brązowej sierści i złoto-pomarańczowych oczach. Drugim wilkiem była młoda samica o czarnej sierści i błękitnych oczach. Spojrzałem kątem oka na białą widząc jak się podnosi i mimo bólu z zajadłością przygotowuje się do ataku. Zatrzymała się jednak widząc żywą barierę między mną a nią. Dobrze jej tak… Niech cierpi głód… głód walki.
Tymi wilkami okazali się być Sanguis i Serenity. Członkowie tutejszej watahy o nazwie Firefly, do której po rozmowie przystąpiłem i ja i złotooka Nova. Wreszcie ta nieznośna samotność mnie opuściła, bo już ja, Felsaroth, nie jestem wygnańcem…



piątek, 17 maja 2013

Od Dream

Mirificus spojrzał na mnie z wyrzutem.
-Tak... Po prostu? -wykrzyczał- Zostawicie mnie?!
-Nie możesz się ruszać. Poradzimy sobie sami -powtórzyłam po raz kolejny.
Męczyło mnie już przekonywanie wilka, że zgodnie z poleceniem szamanki ma leżeć w jaskini. Bieganie po lesie w poszukiwaniu zwierzymy zdecydowanie nie wchodziło w grę.
-Nie ma mowy! Idę z wami! -upierał się dalej kręcąc głową- Sanguis, powiedz jej coś! -zwrócił się do wilka, który właśnie do nas dołączył.
-Nie po to cię taszczyłem przez całą drogę do szamanki, żebyś teraz z byle powodu rujnował jej pracę i narażał siebie na nieprzyjemności -powiedział stanowczo nie słuchając jęków Mirificusa.
Ten na jego słowa otworzył pysk zdumiony, powstrzymał się jednak od kolejnych uwag. Zostawiliśmy obrażonego rannego w jaskini i w spokoju udaliśmy się na łowy. Szczęście póki co nam sprzyjało, bo po niedługim czasie trafiliśmy na spore stadko jeleni. Jednak gdy już mieliśmy dopaść nasz przyszły posiłek... Zatrzymałam się niemalże tuż przed atakiem. Usłyszałam wycie. Wycie obcego wilka.
-Dream?! Co do... -krzyknął Sanguis, który również przystanął. Po krótkiej chwili spojrzał na mnie porozumiewawczo. Też to usłyszał...
-Idę to sprawdzić -powiedziałam podekscytowana po czym zaczęłam biec w stronę źródła dźwięku. Sanguis dołączył do mnie chwilę potem.
-A co z obiadem? -spytał podirytowany.
-Później się się tym zajmiemy! Wilk nam ucieknie! -krzyknęłam i przyspieszyłam tempo.
Tego dnia zyskaliśmy nową członkinię watahy. I... Zostaliśmy wyśmiani przez Mirificusa.
-Idioci -mruknął tylko na wiadomość, że polowanie nie wyszło. Sanguis wzruszył tylko ramionami.

<Serenity, może Ty wykażesz się swoimi umiejętnościami łowieckimi? :) >