Wpatrywałem się w nową wilczycę nieustępliwym wzrokiem. Taka otwarta,
pewna siebie, bezpośrednia. Ciekawa. A więc i ona postanowiła zostać
członkinią watahy. Bystre spojrzenie jej zielonych oczu zatrzymało się
na mnie. Odwróciłem głowę zmieszany. Wilczyca uśmiechnęła się lekko i
spojrzała z powrotem na Dream.
-Musimy tylko załatwić kilka spraw związanych z przyjęciem Cię do watahy
i możesz się czuć pełnomocną członkinią-rzuciła alfa i podniosła się
skinąwszy uprzednio na Ardię. Obie wadery ruszyły w kierunku głębi
jaskini. Dźwignąłem się z chłodnej ziemi i powolnym krokiem wyszedłem z
groty. Dzień był pogodny i jasny, a słońce niezbyt przyjemnie grzało w
grzbiet. To spojrzenie… Te jadowicie zielone, a zarazem spokojne oczy,
mimo iż już nie czułem na sobie ich spojrzenia wciąż przewiercały się
przez mój umysł. Jak gdyby Ardia założyła na moje myśli silną klątwę,
ale to niemożliwe. Wyczułbym to… Na razie wystarczy czekać.
<Dalej kontynuujcie, proszę, same>
środa, 12 czerwca 2013
wtorek, 11 czerwca 2013
Od Ardii
- Odchodzę! - krzyknęłam do taty
- Nie ma mowy ! Masz zostać ! - odkrzyknął
- Odchodzę i już, mam tej watahy dosyć! - uciekłam
Długo biegłam przez las Chetwood. Biegłam, biegłam i biegłam aż słońcu dobiegłam do miejsca w którym znajdowała się wielka jaskinia. Postanowiłam tam wejść. W środku były dwa wilki.
- Cześć, nazywam się Ardia. - zagadałam
- Hej, ja nazywam się Nasir. - odpowiedział jeden z wilków
- Ja nazywam się Dream i jestem alfą - odpowiedział drugi wilk
- Mam właśnie prośbę do alfy. Czy mogłabym dołączyć do twojej watahy?
- Oczywiście, ze tak. Właśnie kogoś nowego poszukujemy.
< Dream, Nasir ma ktoś z was jakiś pomysł? >
- Nie ma mowy ! Masz zostać ! - odkrzyknął
- Odchodzę i już, mam tej watahy dosyć! - uciekłam
Długo biegłam przez las Chetwood. Biegłam, biegłam i biegłam aż słońcu dobiegłam do miejsca w którym znajdowała się wielka jaskinia. Postanowiłam tam wejść. W środku były dwa wilki.
- Cześć, nazywam się Ardia. - zagadałam
- Hej, ja nazywam się Nasir. - odpowiedział jeden z wilków
- Ja nazywam się Dream i jestem alfą - odpowiedział drugi wilk
- Mam właśnie prośbę do alfy. Czy mogłabym dołączyć do twojej watahy?
- Oczywiście, ze tak. Właśnie kogoś nowego poszukujemy.
< Dream, Nasir ma ktoś z was jakiś pomysł? >
Od Nashii
Był środek lipca. Słońce grzało nie miłosiernie. Wszystkie nasze
jeziora, rzeki i stawy nagrzały się do takiej temperatury że pływanie w
nich nie dawało żadnej ulgi od gorąca a wręcz przeciwnie! Szłam
szukając miejsca do schłodzenia się, i wtedy właśnie sobie przypomniałam
że znam jedno miejsce gdzie woda zawsze jest chłodna. Jest to jezioro
które zamieszkują wodne smoki. Bałam się tam pójść ale gorąc nie dawał
mi spokoju. Dream wyraźnie zabroniła wchodzenia na to terytorium, ale ja
nie mogłam się powstrzymać i postanowiłam, że tam pójdę ale nie sama!
Chodziłam po całej watasze szukając osoby która ze mną pójdzie. Najpierw poszłam do Pumpkin. Zaczęłam rozmowę:
- Cześć!
- No cześć młoda.
-Gorąco co?
- Trudno mi zaprzeczyć.
- A wiesz że ja znam miejsce gdzie woda zawsze jest chłodna?
- Co ty?
- No naprawdę, nie ściemniam. Morze się tam wybierzemy, co?
- No raczej. A gdzie to jest?
- Yyyy.... Tu nie daleko w królestwie motyli.- powiedziałam kłamiąc bo inaczej by ze mną nie poszła.
- To super powiem całej watasze!
-Nie! Yyyyy..... To jeziorko jest za małe ale możemy też wziąć Delię.
- Ok.
Poszliśmy po Delię, zgodziła się. Wyruszyliśmy. Ja bałam się że się zorientują że nie idziemy do królestwa motyli. Po pewnym czasie Pumpkin zaczęła coś podejrzewać i zapytała:
- To na pewno tu?
-Tak, tak.- odpowiedziałam.
Doszłyśmy. Naszym oczom okazało się piękne źródełko. Widząc nie pewne miny dziewczyn wskoczyłam do wody ( udając że jest tam bezpiecznie). Dziewczyny za chwile się przyłączyły. Po godzinie zabawy i chlapaniny gdy już mieliśmy wychodzić, Pumpkin wciągnęło coś pod wodę. Przestraszyłyśmy się strasznie z Delią. Wołaliśmy:
- Pumpkin gdzie jesteś!!!!
Po chwili i Delię coś wciągnęło pod wodę. Szybko zaczęłam się kierować ku brzegowi, ale nie zdążyłam i mnie coś wciągnęło pod wodę. Uderzyłam się w łeb i straciłam przytomność.
Obudziłam się dopiero w wielkiej szklanej bańce pod wodą razem z Pumpkin i Delią. Bańka była przykuta łańcuchami do podłoża a w środku niej byłyśmy my ( cała bańka była wypełniona powietrzem). Każda z nas próbowała użyć mocy, aby się wydostać ale bezskutecznie. Bańka pożarła nasze moce tak że nie mogłyśmy ich używać, a jak próbowałyśmy raził nas prąd. Nagle zobaczyliśmy wiele smoków które kłaniały się przed nim:

Dziewczyny powiedziały:
- Ty wstrętna kłamczucho, przez ciebie zaraz zginiemy!
Smok na to:
- Witajcie wilki przepowiedni!
Ja sobie pomyślałam, że to jakiś żart i krzyknęłam:
- Ty stara kijanko wypuść nas! Po co my ci tu!
Smok zaczął krążyć wokół bańki i mówił:
- Nie wypuścimy was albowiem wtedy przepowiednia się nie spełni, a mówi ona że:
W dzień gorący,
gdy potoki wyschną,
trzy wilki pojawią się w świętym potoku.
One to będą zwiastować nadejście nowych ziem
których to smoki będą posiadaczami!
Niech zdechnie Angry Wolf!
- CO??!!!! A może to przetłumaczysz - powiedziała Pumpkin .
- Czyli że my zajmiemy ziemie waszego stada, dlatego że wy wkroczyłyście na naszą!- powiedział smok.
-A co to znaczy Niech zdechnie Angry Wolf!?- zapytałam.
- Niech zdechnie Wściekły Wilk, a tym wściekłym wilkiem według przepowiedni ma być najmłodsza z was! Która to?
Serce podskoczyło mi do gardła, ale też bałam się że ten wielki smok zabije Pumpkin albo Delię, jeśli się nie przyznam dlatego powiedziałam:
- To ja jestem ta najmłodsza.
Momentalnie wyjęli mnie z kuli i zanieśli na wielką arenę ( mimo, że nie byłam w bańce to mogłam oddychać, co było dziwne). Na arenie na wielkim tronie siedział tan sam smok z który rozmawiałam wcześniej.. Popatrzył się na mnie z pogardą i rzekł:
- Przepowiednia radzi mi żebym cię zabił. Ale ja, wspaniałomyślny, ulituje się nad tobą w taki sposób, że zostaniesz gladiatorem.
- Zrobię co zechcesz, ale powiedz mi co zrobisz z moimi przyjaciółmi?
- Uwolnię ich pod warunkiem, że zostaniesz tym gladiatorem.
-Zgadzam się, ale żądam abyś wypuścił ich na moich oczach.
- Zrobię to.
I rzeczywiście tak się stało. Smoki pogoniły Pumpkin i Delię ze swojego królestwa. A ja myślałam o tym co teraz ze mną będzie...........
Nałożyli mi kaganiec i zakuli w łańcuchy i zaprowadzili pod smoka który mi powiedział że będę gladiatorem.Powiedział:
- Od dzisiaj jesteś niewolnicą. Radzę ci, zapomnij o dawnym życiu, gdyż będziesz do walk. Czyli ja będę ciebie wystawiał do walk z innymi smokami tak dla mojej rozrywki. Niewielkie są szanse, że przeżyjesz ale przynajmniej to zobaczę.
- Ale ja nadal parę rzeczy nie rozumiem. Dlaczego oddycham pod wodą i dlaczego nie mogę używać mocy?
- Zakląłem cię tak, że oddychać pod wodą możesz, a mocy nie możesz używać bo to święte źródło, w którym żadna nadprzyrodzona moc nie istnieje.
Tymczasem u Pumpkin i Deli.....
Biegły z powrotem do watahy, i gdy już dobiegły opowiedziały o wszystkim Dream Ona powiedziała, że nie mają szans aby zaatakować smoki i walką wygrać tym bardziej, że w źródle żadna moc nie działa, cała wataha miała o mnie zapomnieć...
Ale wróćmy do mnie..
Włożyli mnie do klatki i dali parę ości na obiad, ale ja nie chciałam jeść. Przez całą noc płakałam. Od rana zaczęły się treningi. To było straszne!
Miałam biegać przez godzinę, choć łapy mi krwawiły, miałam drapać kamienie aby wyćwiczyć mocny drap i miałam ciągnąć wielki głaz żeby wyćwiczyć siłę. Kolejne uczyłam się kung- fu. I tak cały czas na okrągło. Szkolono mnie na wilczą maszynę do zabijania, która miała zmierzyć się ze smokiem dla czyjejś rozrywki!!
Cały rok minął na podobnych treningach aż w końcu nadszedł czas walki.
Wprowadzono mnie na arenę i wtedy zobaczyłam przeciwnika:

On był chyba z 1000 razy większy ode mnie!! Bałam się strasznie, choć byłam wyćwiczona. Pierwsza podjęłam krok rzuciłam się na niego ( co mogło wyglądać trochę śmiesznie, bo ja taka mała byłam w porównaniu do niego). Gryzłam i drapałam, ale to nic nie dawało. Wskoczyłam mu na ogon a on zaczął nim wymachiwać i uderzyłam w ścianę. Leżałam, nie mogłam się podnieść a on zmierzał w moją stronę

Ja nagle zauważyłam, że tam koło ściany jest dziura. Szybko w nią skoczyłam i w taki sposób wyszłam z areny. Szybko chciałam wypłynąć na powierzchnię, ale smok z którym walczyłam rozwalił ścianę i płynął za mną. Wyszłam szybko na brzeg i zaczęłam uciekać. Smok gonił mnie dalej, ale ja powierzchni już mogłam używać mocy. Więc się zatrzymałam i zaczęłam go hipnotyzować. Na moje nie szczęście hipnoza na niego nie działała i zdzielił mnie łapą. Leżałam bezradna czekając na ostateczny cios, ale nagle usłyszałam wycie wilków. I za chwilę cała moja wataha rzuciła się na smoka, smok w końcu uciekł a mnie zabrali do watahy gdzie mnie opatrzono. Byłam szczęśliwa i postanowiłam sobie że już nie będę kłamała o tak ważnych rzeczach.
Chodziłam po całej watasze szukając osoby która ze mną pójdzie. Najpierw poszłam do Pumpkin. Zaczęłam rozmowę:
- Cześć!
- No cześć młoda.
-Gorąco co?
- Trudno mi zaprzeczyć.
- A wiesz że ja znam miejsce gdzie woda zawsze jest chłodna?
- Co ty?
- No naprawdę, nie ściemniam. Morze się tam wybierzemy, co?
- No raczej. A gdzie to jest?
- Yyyy.... Tu nie daleko w królestwie motyli.- powiedziałam kłamiąc bo inaczej by ze mną nie poszła.
- To super powiem całej watasze!
-Nie! Yyyyy..... To jeziorko jest za małe ale możemy też wziąć Delię.
- Ok.
Poszliśmy po Delię, zgodziła się. Wyruszyliśmy. Ja bałam się że się zorientują że nie idziemy do królestwa motyli. Po pewnym czasie Pumpkin zaczęła coś podejrzewać i zapytała:
- To na pewno tu?
-Tak, tak.- odpowiedziałam.
Doszłyśmy. Naszym oczom okazało się piękne źródełko. Widząc nie pewne miny dziewczyn wskoczyłam do wody ( udając że jest tam bezpiecznie). Dziewczyny za chwile się przyłączyły. Po godzinie zabawy i chlapaniny gdy już mieliśmy wychodzić, Pumpkin wciągnęło coś pod wodę. Przestraszyłyśmy się strasznie z Delią. Wołaliśmy:
- Pumpkin gdzie jesteś!!!!
Po chwili i Delię coś wciągnęło pod wodę. Szybko zaczęłam się kierować ku brzegowi, ale nie zdążyłam i mnie coś wciągnęło pod wodę. Uderzyłam się w łeb i straciłam przytomność.
Obudziłam się dopiero w wielkiej szklanej bańce pod wodą razem z Pumpkin i Delią. Bańka była przykuta łańcuchami do podłoża a w środku niej byłyśmy my ( cała bańka była wypełniona powietrzem). Każda z nas próbowała użyć mocy, aby się wydostać ale bezskutecznie. Bańka pożarła nasze moce tak że nie mogłyśmy ich używać, a jak próbowałyśmy raził nas prąd. Nagle zobaczyliśmy wiele smoków które kłaniały się przed nim:

Dziewczyny powiedziały:
- Ty wstrętna kłamczucho, przez ciebie zaraz zginiemy!
Smok na to:
- Witajcie wilki przepowiedni!
Ja sobie pomyślałam, że to jakiś żart i krzyknęłam:
- Ty stara kijanko wypuść nas! Po co my ci tu!
Smok zaczął krążyć wokół bańki i mówił:
- Nie wypuścimy was albowiem wtedy przepowiednia się nie spełni, a mówi ona że:
W dzień gorący,
gdy potoki wyschną,
trzy wilki pojawią się w świętym potoku.
One to będą zwiastować nadejście nowych ziem
których to smoki będą posiadaczami!
Niech zdechnie Angry Wolf!
- CO??!!!! A może to przetłumaczysz - powiedziała Pumpkin .
- Czyli że my zajmiemy ziemie waszego stada, dlatego że wy wkroczyłyście na naszą!- powiedział smok.
-A co to znaczy Niech zdechnie Angry Wolf!?- zapytałam.
- Niech zdechnie Wściekły Wilk, a tym wściekłym wilkiem według przepowiedni ma być najmłodsza z was! Która to?
Serce podskoczyło mi do gardła, ale też bałam się że ten wielki smok zabije Pumpkin albo Delię, jeśli się nie przyznam dlatego powiedziałam:
- To ja jestem ta najmłodsza.
Momentalnie wyjęli mnie z kuli i zanieśli na wielką arenę ( mimo, że nie byłam w bańce to mogłam oddychać, co było dziwne). Na arenie na wielkim tronie siedział tan sam smok z który rozmawiałam wcześniej.. Popatrzył się na mnie z pogardą i rzekł:
- Przepowiednia radzi mi żebym cię zabił. Ale ja, wspaniałomyślny, ulituje się nad tobą w taki sposób, że zostaniesz gladiatorem.
- Zrobię co zechcesz, ale powiedz mi co zrobisz z moimi przyjaciółmi?
- Uwolnię ich pod warunkiem, że zostaniesz tym gladiatorem.
-Zgadzam się, ale żądam abyś wypuścił ich na moich oczach.
- Zrobię to.
I rzeczywiście tak się stało. Smoki pogoniły Pumpkin i Delię ze swojego królestwa. A ja myślałam o tym co teraz ze mną będzie...........
Nałożyli mi kaganiec i zakuli w łańcuchy i zaprowadzili pod smoka który mi powiedział że będę gladiatorem.Powiedział:
- Od dzisiaj jesteś niewolnicą. Radzę ci, zapomnij o dawnym życiu, gdyż będziesz do walk. Czyli ja będę ciebie wystawiał do walk z innymi smokami tak dla mojej rozrywki. Niewielkie są szanse, że przeżyjesz ale przynajmniej to zobaczę.
- Ale ja nadal parę rzeczy nie rozumiem. Dlaczego oddycham pod wodą i dlaczego nie mogę używać mocy?
- Zakląłem cię tak, że oddychać pod wodą możesz, a mocy nie możesz używać bo to święte źródło, w którym żadna nadprzyrodzona moc nie istnieje.
Tymczasem u Pumpkin i Deli.....
Biegły z powrotem do watahy, i gdy już dobiegły opowiedziały o wszystkim Dream Ona powiedziała, że nie mają szans aby zaatakować smoki i walką wygrać tym bardziej, że w źródle żadna moc nie działa, cała wataha miała o mnie zapomnieć...
Ale wróćmy do mnie..
Włożyli mnie do klatki i dali parę ości na obiad, ale ja nie chciałam jeść. Przez całą noc płakałam. Od rana zaczęły się treningi. To było straszne!
Miałam biegać przez godzinę, choć łapy mi krwawiły, miałam drapać kamienie aby wyćwiczyć mocny drap i miałam ciągnąć wielki głaz żeby wyćwiczyć siłę. Kolejne uczyłam się kung- fu. I tak cały czas na okrągło. Szkolono mnie na wilczą maszynę do zabijania, która miała zmierzyć się ze smokiem dla czyjejś rozrywki!!
Cały rok minął na podobnych treningach aż w końcu nadszedł czas walki.
Wprowadzono mnie na arenę i wtedy zobaczyłam przeciwnika:

On był chyba z 1000 razy większy ode mnie!! Bałam się strasznie, choć byłam wyćwiczona. Pierwsza podjęłam krok rzuciłam się na niego ( co mogło wyglądać trochę śmiesznie, bo ja taka mała byłam w porównaniu do niego). Gryzłam i drapałam, ale to nic nie dawało. Wskoczyłam mu na ogon a on zaczął nim wymachiwać i uderzyłam w ścianę. Leżałam, nie mogłam się podnieść a on zmierzał w moją stronę

Ja nagle zauważyłam, że tam koło ściany jest dziura. Szybko w nią skoczyłam i w taki sposób wyszłam z areny. Szybko chciałam wypłynąć na powierzchnię, ale smok z którym walczyłam rozwalił ścianę i płynął za mną. Wyszłam szybko na brzeg i zaczęłam uciekać. Smok gonił mnie dalej, ale ja powierzchni już mogłam używać mocy. Więc się zatrzymałam i zaczęłam go hipnotyzować. Na moje nie szczęście hipnoza na niego nie działała i zdzielił mnie łapą. Leżałam bezradna czekając na ostateczny cios, ale nagle usłyszałam wycie wilków. I za chwilę cała moja wataha rzuciła się na smoka, smok w końcu uciekł a mnie zabrali do watahy gdzie mnie opatrzono. Byłam szczęśliwa i postanowiłam sobie że już nie będę kłamała o tak ważnych rzeczach.
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Od Sanguisa CD Serenity
Muszę przyznać, że obrywanie w głowę dziczyzną ułożoną nie wiadomo czemu
na ogromnym liściu nie jest najprzyjemniejszą pobudką. Przemknęło mi
przez myśl, że jest to sposób na uświadomienie przywódcy wojowników, jak
nieodpowiedzialne jest drzemanie na polance w środku dnia, ale uznałem,
że moi przyjaciele wybraliby raczej jakiś bardziej subtelny sposób.
Westchnąłem cicho, przeciągając się i rozglądając wokół. Skąd u diabła wzięło się całe to mięso? Zacząłem wspinać się na pagórek, wsłuchując się w odgłosy dopływające z otoczenia. Słyszałem coś dziwnego, czego nie potrafiłem zidentyfikować i fakt ten wybitnie mi nie pasował. Chyba wciąż nie doszedłem do siebie. Musiałem się skupić.
Ostrożnie wszedłem pomiędzy drzewa, stawiając łapy najciszej, jak się dało. Nie było to potrzebne – ktokolwiek tak hałasował, z pewnością nie był w stanie mnie usłyszeć. Przyspieszyłem, coraz bardziej zaniepokojony i wreszcie zatrzymałem się gwałtownie, niemal wpadając na drzewo. Czy ja jadłem dzisiaj coś dziwnego? A może z tą wodą było coś nie tak? Trzecią opcją było, że to, co widziałem, działo się naprawdę, a w to trudno mi było uwierzyć.
Na niewielkiej polance między drzewami leżał wilk. Właściwie wilczyca, czarna i przytroczona do ziemi cienkimi linkami. Szarpała się bezskutecznie, starając się uwolnić, ale nie przeszkadzało to najwyraźniej tańczącym wokół niej dzieciom. Widziałem już w życiu wielu ludzi, ale tak komiczne przebrania były dla mnie nowością – wszyscy mieli ogromne, kolorowe pióropusze i ostre, wystrugane z drewna włócznie, a linki, którymi przywiązali wilczycę, były wbite w umocowane w ziemi kołki. Nieznajoma dała się schwytać… bawiącym się w Indian dzieciom?
Oparłem się o drzewo, z trudem powstrzymując śmiech. Takie zachowanie było kompletnie nieprofesjonalne. Przybrałem poważny wyraz twarzy i wyszedłem zza drzew, wpatrując się w wilczycę. Jednego jednak nie przewidziałem – reakcji dzieci. Trochę łatwiej było mi zrozumieć, jak złapały tamtego wilka, po tym jak z równym zaangażowaniem rzuciły się na mnie. Odskoczyłem zaskoczony, ale były szybkie, a ich włócznie miały wystarczająco ostre końce, by przebić wilczą skórę. Warknąłem zirytowany, czując ciepłą krew płynącą po moim brzuchu. Dzieci cofnęły się niepewnie, zagradzając mi dostęp do uwięzionej. Nie zamierzałem się poddać. Podszedłem bliżej, szczerząc kły i nie spuszczając wzroku z przeciwników. Najmłodsze dzieci odwróciły się, znikając błyskawicznie między drzewami, ale parę starszych zostało. Nie zwracając na nie uwagi, szarpnąłem za linki przytrzymujące ciało wilczycy i uwolniłem ją, cofając się z wciąż obnażonymi zębami. Nieznajoma zrobiła to samo. Gdy przekroczyliśmy granicę polanki, odwróciliśmy się i zaczęliśmy biec.
<Serenity, dokończysz?
>
Westchnąłem cicho, przeciągając się i rozglądając wokół. Skąd u diabła wzięło się całe to mięso? Zacząłem wspinać się na pagórek, wsłuchując się w odgłosy dopływające z otoczenia. Słyszałem coś dziwnego, czego nie potrafiłem zidentyfikować i fakt ten wybitnie mi nie pasował. Chyba wciąż nie doszedłem do siebie. Musiałem się skupić.
Ostrożnie wszedłem pomiędzy drzewa, stawiając łapy najciszej, jak się dało. Nie było to potrzebne – ktokolwiek tak hałasował, z pewnością nie był w stanie mnie usłyszeć. Przyspieszyłem, coraz bardziej zaniepokojony i wreszcie zatrzymałem się gwałtownie, niemal wpadając na drzewo. Czy ja jadłem dzisiaj coś dziwnego? A może z tą wodą było coś nie tak? Trzecią opcją było, że to, co widziałem, działo się naprawdę, a w to trudno mi było uwierzyć.
Na niewielkiej polance między drzewami leżał wilk. Właściwie wilczyca, czarna i przytroczona do ziemi cienkimi linkami. Szarpała się bezskutecznie, starając się uwolnić, ale nie przeszkadzało to najwyraźniej tańczącym wokół niej dzieciom. Widziałem już w życiu wielu ludzi, ale tak komiczne przebrania były dla mnie nowością – wszyscy mieli ogromne, kolorowe pióropusze i ostre, wystrugane z drewna włócznie, a linki, którymi przywiązali wilczycę, były wbite w umocowane w ziemi kołki. Nieznajoma dała się schwytać… bawiącym się w Indian dzieciom?
Oparłem się o drzewo, z trudem powstrzymując śmiech. Takie zachowanie było kompletnie nieprofesjonalne. Przybrałem poważny wyraz twarzy i wyszedłem zza drzew, wpatrując się w wilczycę. Jednego jednak nie przewidziałem – reakcji dzieci. Trochę łatwiej było mi zrozumieć, jak złapały tamtego wilka, po tym jak z równym zaangażowaniem rzuciły się na mnie. Odskoczyłem zaskoczony, ale były szybkie, a ich włócznie miały wystarczająco ostre końce, by przebić wilczą skórę. Warknąłem zirytowany, czując ciepłą krew płynącą po moim brzuchu. Dzieci cofnęły się niepewnie, zagradzając mi dostęp do uwięzionej. Nie zamierzałem się poddać. Podszedłem bliżej, szczerząc kły i nie spuszczając wzroku z przeciwników. Najmłodsze dzieci odwróciły się, znikając błyskawicznie między drzewami, ale parę starszych zostało. Nie zwracając na nie uwagi, szarpnąłem za linki przytrzymujące ciało wilczycy i uwolniłem ją, cofając się z wciąż obnażonymi zębami. Nieznajoma zrobiła to samo. Gdy przekroczyliśmy granicę polanki, odwróciliśmy się i zaczęliśmy biec.
<Serenity, dokończysz?
>
niedziela, 9 czerwca 2013
Od Nasira
Cisza. Wszędzie cisza… W ciszy serce znajduje więcej odpowiedzi niż
rozum otoczony natłokiem informacji. Ta nieprzenikniona żadnym szelestem
pustka daje odpowiedzi, ale również rozdziela, bardziej niż bezkresne
stepy. Większość, gdy zapada milczenie od razu zabija je niepotrzebnym,
chaotycznym hałasem bezkształtnych, niezrozumiałych słów. Głupie. Tylko
głupcy niszczą to, co daje mądrość, której nie potrafi zaoferować żadna
inna rzecz. Uchyliłem powieki rozkoszując się bladym światłem księżyca,
które przywitało me spragnione blasku źrenice. Piękny. Cudowny, pełny
okrąg na niebie wyróżniający się wśród ciemności srebrzystą aurą i
zagadkowymi formami. Księżyc i jego wierne towarzyszki gęsto rozsypane
po czarno-granatowej pościeli. W wiecznym, nienaruszonym uścisku.
Podniosłem się z gęstej, ciemnej trawy i zrobiłem kilka kroków naprzód,
czując pod łapami miękkość i wilgoć roślin. Mój umysł od dawna czuł
obecność tutejszej watahy. Mimo to… Czy warto zakłócać spokój? Czy
znajdę tam zrozumienie? Nikłe szanse, ale kto wie? Może są silniejsze
sposoby na zdobycie doświadczenia niż wsłuchiwanie się w nicość?
Możliwe, że to rozpaczliwy skowyt w środku nocy, nawołujący swych braci
zebranych pod jednym niebem jest źródłem informacji i wiedzy. Nie są
godni mądrości Ci, którzy niczym nie ryzykują. Czasami trzeba odsunąć
zdrowy rozsądek na bok i dać się ponieść szaleństwu. Przykucnąłem na
tylnych łapach i odgiąłem grzbiet do tyłu, a z wnętrza mego gardła
poniósł się głośny, melodyjny zew. Dźwięk wilczego skowytu poniósł się
po przestrzeni, tnąc ją niczym ludzki miecz przecinający ludzkie gardło,
z którego już nigdy ma nie wydobyć się głos. Tylko krew. Czerwona
posoka tryskająca na twarz oprawcy. Zaznacza piętno. Ja też jestem
napiętnowany. Czym? Nie wie tego nikt, poza mną. Mną i kimś jeszcze.
Kimś, kto nigdy nie wyda z siebie więcej skowytu. Orzechowy brąz mych
oczu przyciągnięty został przez dwa wilki sunące niczym cienie przez
pusty teren. Mieszkańcy tutejszej krainy. Członkowie watahy Firefly. Ci,
którzy mają dać mi mądrość. Czy faktycznie ją wśród nich znajdę? Nie
wiem. Nikt tego nie wie. Tylko czas.
piątek, 7 czerwca 2013
Od Serenity CD Dream
No i znowu to samo…Muszę polować, bo inaczej poumieramy z głodu! Super!
Idę, bo muszę. Dream i Sanguisowi się nie udało, no cóż bywa i tak. Nie
ważne. Im szybciej to zrobię tym lepiej. Biegnę trochę szybciej żeby
nie opóźniać…I nagle ją widzę…. siedzi na ziemi i gada do siebie. Otacza
ją tłum ludzi. Indianie? Niemożliwe, przecież już wyginęli…Dlaczego ja
nigdy nie mogę normalnie czegoś upolować?! Biegnę dalej. Widzę trzy
dziki, dwie sarny i…Indiankę?! I co teraz? Nie mogę jej skrzywdzić, bo
mam tylko upolować coś na kolację. Ciekawe co zrobi jeśli nagle wyskoczę
z krzaków i ją zaatakuję. Ile ona może mieć lat? Trzynaście?
Piętnaście? Raz się żyje. Wyskakuję z krzaków i rzucam się na nią z
dzikim wrzaskiem. Dziewczyna w pisk i biegnie do tej kobiety na ziemi.
Nagle nadbiegają Indianie z dzidami i rzucają je w moim kierunku.
Wrzeszczą coś, że takie czarny i wielki wilk jak ja to na pewno demon i
wgl, ze zaraz bd na nich jakaś klątwa czy coś tam. Ech…Czarny wilk to ma
zawsze pod górę. Spłoszyli mi jedzenie! Jak ja nie znoszę ludzi! Musze
dogonić te dziki. Dobra mam je. Teraz sarny. Żaden wysiłek jak dla
mnie. Znalazłam wielki liść, na którym położyłam dary. Złapałam końcówkę
mojego „wózka” i ruszyłam z powrotem do watahy. Wtedy Indianie
zagrodzili mi drogę. Co do……? Nie dam im się złapać. W ostatniej chwili
pchnęłam liść, który zjechał z górki i popędził dalej w stronę polanki.
Tam na pewno znajdzie go Dream. Już miałam wyrwać się tym ludziom, kiedy
nagle oni mnie złapali na liny. Straszne! Zaczęli mnie ciągnąć w stronę
ich obozowiska. Nie złamią mnie choćby nie wiem co!
środa, 5 czerwca 2013
Od Delii
- nowej wilczycy!
*********************************
Biedny szczeniak. Zostawiłam go tam. Nie mogę go zabrać, bo tylko mnie spowolni, ale no cóż...Jest jeszcze mały może będę mogła go wychować na łowcę? Muszę spróbować. Cofnę się po niego. Ile tu liści!
- Hej mały. Wróciłam po ciebie. Chodź. - powiedziałam do niego. Podniósł się z ziemi, radośnie pomachał ogonkiem.
- Ojej! Miałem nadzieję, że wrócisz! Cieszę się. - powiedział radośnie.
- Wiesz...Jakby ci to wytłumaczyć...? Ech....No bo widzisz...Nie mam czasu się tobą zajmować, ale, że nie umiem cię tutaj zostawić idziesz ze mną.
- Nie chcesz mnie? - spytał ze smutkiem. Ten zal w jego oczach spowodował, że od razu zechciałam go zabrać.
- No dobrze - zaczęłam - to wcale nie tak, że nie chcę cię zabrać. Po prostu obiecaj mi, że będziesz się mnie pilnował i słuchał moich poleceń.
- Jasne! - zaszczekał radośnie mały.
Ruszyliśmy do mojej jaskini w lesie, niedaleko. Usłyszeliśmy strzały i krzyki ludzi. Przeraziłam się nie na żarty.
- biegnij i schowaj się w tych krzakach. - poleciłam małemu.
Sama ruszyłam biegiem na przeciw legły koniec drogi i czekałam. Zobaczyłam ją biegnącą do mojej jaskini. Skąd ja ją znam? Nie ważne.Gdy wilczyca przebiegła chciałam wyjść, ale w ostatniej chwili zauważyłam ludzi i znowu się schowałam. Już po wszystkim.
- Wyjdź, mały. Już możemy iść. - dlaczego ja go wzięłam? a no tak... oczy.... No dobra trzeba biec, ale nie za szybko, bo dzieciak nie nadąży.
- Proszę pani, ale ja bardzo szybko biegam - odparł z uśmiechem.
Czytał w myślach?! Kolejna zdolność małego wilka jaką widzę.
- Skoro jesteś szybki to biegiem do tej jaskini. Widzisz ją? - spytałam
znalazł się tam w oka mgnieniu. ZA 5 sekund był z powrotem. schował się za mną i powiedział:
- Tam jest ta uciekająca wilczyca.
Ech jak zwykle mój dom stał się miejscem schronienia dla uciekinierów.
- Dobra, chodź. Zamieszkamy gdzie indziej.
Urządziliśmy małe polowanie w drodze do zapasowego szałasu, który kiedyś zbudowałam. Zjedliśmy po jednym zającu i sarnę za spółkę. Już chciałam iść dalej, ale nagle pojawiła się wielka, niebieska wilczyca. Przyszła w celach pokojowych. Jak się potem okazało była matką szczeniaka. Porozmawiałyśmy chwilę, a ona w podziękowaniu za opiekę nad jej dzieckiem pokazała mi drogę do "nowego domu" jak ona to ujęła. Ruszyłam wskazaną ścieżką i tak dotarłam do Watahy Firefly.
Subskrybuj:
Posty (Atom)