Patrzyłem na Dream odchodzącą z
Sanguisem, a w mojej głowie łomotało się tylko jedno pytanie: czy ona
naprawdę sądziła, że będę przez cały dzień siedział w miejscu?
Wstałem ostrożnie, ale moje rany szybko się goiły i prawie nie czułem
już bólu. Wyszedłem na zewnątrz. Nie było sensu gonić pozostałych, ale
kto powiedział, że samemu nie mogę się dobrze bawić? Lekkim truchtem
wbiegłem między drzewa, czując jak w moim ciele budzi się energia
zmagazynowana przez całe dnie odpoczywania - moje mięśnie rozgrzewały
się, a ja mknąłem coraz szybciej, ignorując ból wciąż niezagojonych ran.
Wsłuchiwałem się w odgłosy niewielkich stworzeń leśnych i szumiących
liści, napawając się panującym wokół spokojem.
Po pewnym czasie zacząłem zwalniać. Biegłem teraz wolniej, ale byłem
bardziej skupiony. Zaczęły docierać do mnie zapachy, które wcześniej
całkowicie ignorowałem - czułem skropioną rosą roślinność, świeżą krew
płynącą w żyłach mijanych zwierząt, charakterystyczny zapach wilczycy,
mokrą ziemię i...
Zaraz. Wilczycy?
Zatrzymałem się gwałtownie, prawie się przewracając. Uniosłem nos,
starając się wyobrazić sobie, jak zachowałby się Sanguis. Był o wiele
lepszym myśliwym niż ja, ale w końcu coś tam też umiałem. Odwróciłem
się, szukając zapamiętanej woni. O tak, była tu - młoda wadera, która
prawdopodobnie nie zdążyła odejść na więcej niż kilka kilometrów.
Rozejrzałem się uważnie i dostrzegłem ledwo widoczny odcisk łapy tuż
obok dojrzałego dębu.
Podniosłem wzrok do góry. Słońce chyliło się ku zachodowi - Sanguis i
Dream niedługo mieli wrócić z polowania, nie było sensu teraz szukać
wilczycy. Z westchnieniem rzuciłem tropom ostatnie spojrzenie i
odwróciłem się w kierunku domu.
sobota, 25 maja 2013
sobota, 18 maja 2013
Od Felsaroth'a
...nowego wilka!
Razem z nim dołącza również Nova
*********************************
Była
nieprzenikniona cisza, którą nagle rozdarł głośny wilczy zew na
dalekiej północy. Po wysokich górach, których ośnieżone szczyty zanikały
w ciemności poniosło się głuche, mrożące krew w żyłach echo. Wbiegłem
między drzewa ciemnego, gęstego lasu jak czarny cień, a moje jasne,
jadowito zielone oczy błysnęły złowieszczo. Nastawiłem uszu wsłuchując
się w następujące jedno po drugim wycie wilków. Mimo to milczałem…
Jestem samotnikiem. Nie przyzywało mnie żadne wołanie. Mimo to, ile
można być samotnym? Są różne rodzaje samotności, ale najbardziej umysł i
serce trawi samotność, która otacza skazańców…Takich jak ja. Nawet nie
wiadomo, jak dzielny osobnik, może odczuwać pustkę. Nie można odezwać
się na wycie wilków, bo i tak nie usłyszą. Ich uszy są głuche na wołanie
wygnańca. Po co komu zdrajca? Między drzewami zwolniłem trochę zwinnie
wymijając grube, omszałe pnie. Z jednej strony w tym gęstym lesie czułem
się bezpieczniej niż na bezkresnych równinach, które skazane były na
wieczną obserwację górskich oczu, które zdawały się dostrzegać wszystko i
słyszeć wszystko. Coś tak nieuchwytnego jak ciche muśnięcie trawy
skrzydłami ćmy dało się wychwycić w tej przerażającej ciszy. Wypuściłem
nozdrzami gorące powietrze, i przeskoczyłem zręcznie zwalony pień, a
moje łapy przy ponownym dotknięciu ziemi nie wydały prawie żadnego
dźwięku. Zmęczony od szybkiego biegu oddech huczał w mych płucach.
Uspokoiłem go trochę i wciągnąłem zapach lasu. Wilgotna ziemia, uśpione
rośliny, zapach zwierzyny łownej i… Wilk. Intensywna woń futra
pachnącego lasem dosłownie oszałamiała. Zerwałem się do ponownego biegu.
Moje oczy penetrowały w dzikim pędzie każdy zakamarek lasu, a łapy
zaopatrzone w długie szpony ryły ziemię. Przeskakiwałem obszary
oświetlone chłodnym blaskiem księżyca, który prześwitywał między
koronami drzew. Zawsze mnie to intrygowało. Zdawałem sobie sprawę, że
drzewo jest czymś przyziemnym, a niebo nieuchwytnym marzeniem. Nie można
tego dotknąć… Jednak konary drzew patrząc od dołu zlewają się w jedną
malowniczą całość, przerywając nieskończony błękit jak brązowy piorun.
Uchwycone, nieruchome piękno… Z zamyślenia wyrwał mnie podmuch wiatru
igrającego między drzewami, który przyniósł ze sobą jeszcze mocniejszy
zapach pobliskiego wilka i sarny. Na pewno polował. Poczułem dzikie
pragnienie i głód, a zdobyczy żadnej od dawna nie widziałem. To mogła
być jedna z nielicznych szans na porządny posiłek. Oczywiście o ile uda
się wyrwać pokarm ze szponów rywala. Czując dziwną ekstazę na myśl o
zaspokojeniu głodu przyspieszyłem z trudem wymijając drzewa. Rozwarłem
szczęki czując zapach zdobyczy.
Skręciłem ostro w prawo ledwo wyrabiając na zakręcie i wtedy to zobaczyłem. Drobna łania śmignęła mi przed oczyma o kilka metrów. Zmniejszyłem dystans i wtedy tuż przede mnie wybiegła piękna, biała wilczyca o złotych ślepiach. Nie wyhamowałem i uderzyłem w rozpędzoną wilczycę z warkotem spychając ją z impetem na pobliskie drzewa. Do mych uszu dotarł tylko zgłuszony trzask i jej pisk. Gó*no mnie obchodzi, co jej jest, interesuje mnie tylko zdobycz. Popędziłem za sarną wytężając wszystkie mięśnie. Moje oczy wwierciły się z łaknieniem w drobne ciało łani. Była coraz bliżej. Szponiaste łapy i wyszczerzone kły zbliżały się do niej nieubłaganie. Zwierzę przeskoczyło przez pień zwalonego drzewa, a ja za nim. Wybiłem się łapami i z góry skoczyłem na sarnę powalając ją na ziemie. Poleciałem ze zdobyczą spory kawałek dalej wbijając w jej szyję kły. Ostre zęby rozszarpały jej gardło, a krew bryznęła mi na sierść. Cudowne uczucie, móc chłeptać gorącą posokę i pożerać mięso, które cudownie wypełniało żołądek. Paciorkowate oczy sarny stały się nieruchome i martwe, jak cała reszta ciała. Wypuściłem strzępy skóry ze szczęk i stanąłem tryumfalnie nad zdobyczą. Odwróciłem gwałtownie głowę i obnażyłem zakrwawione zęby, które mocno kontrastowały z czarną sierścią i zielonymi ślepiami. Biała samica wysunęła spomiędzy drzew, warcząc zajadle i szczerząc równie białe, co futro zęby. Taka nietypowa, taka piękna i waleczna. Biała sierść, niczym śnieg okrutnie kontrastowała na tle tutejszych krain, które trzymały się w czarno-zielonych tonacjach. Jej miejsce jest między lodami i śniegami dalekich krain, a nie tutaj. Otwarłem szerzej oczy zaskoczony jej szybkością. Jak biały grom zwaliła się na mnie odrzucając od mojej zdobyczy. Podniosłem się nim ponownie zaatakowała i zastosowałem kontratak. Walka. Dzika i wściekła, pełna furii. To lubię. Straciłem z oczu zdobycz, o którą teraz walczyliśmy. Trudno. Teraz liczy się wygrana. Na białe futro samicy bryznęła krew z rozciętej pod wpływem mego ugryzienia skóry. Samica pisnęła, ale po chwili ponownie w heroicznym ataku natarła na mnie odrzucając do tyłu. Podniosłem się na nogi i spojrzałem na waderę zirytowany. Z jej gardła wydało się głuche ujadanie. Na jej futrze wykwitały czerwone plamy, niczym szkarłatne kwiaty wychodzące spod śniegu. Natarłem na samicę i pochylając głowę kłapnąłem szczękami nie dosięgając jednak do gardła, mimo to udało mi się ją pchnąć do tyłu na plecy. Odsunąłem się czując, że tym razem to ona pragnie zatopić w mej szyi kły. Poczułem uderzenie, gdy wadera zdzieliła mnie łapą po pysku, a tylna kończyna zaopatrzona w szpony poharatała mój brzuch. Czerń i biel nas dwóch bryzgana była, co chwila krwią. Pięknie. Nie dam za wygraną. Kocham walkę, to mój żywioł. Podróże i walka o przetrwanie. Pole naszego starcia znaczone było szkarłatem, połamanymi gałęziami i zoraną ziemią. -Gnoju!-warknęła zajadłym, ani trochę zmęczonym tonem. Zaśmiałem się cicho i wrednie okrążając białą dookoła. -Ciekaw jestem, czy przy kopulacji też jesteś taka waleczna… Mam ochotę wgryźć ci się od tyłu w grzbiet, s*ko.-rzuciłem bezczelnie, bez jakichkolwiek pohamowań. Wadera spojrzała na mnie zaskoczona. Wykorzystałem sytuację i skoczyłem na nią rozkładając smukłe łapy na boki i rozwierając szczęki. Wilczyca odsunęła się do tyłu, ale przystanęła i odwróciła się widząc za sobą ogień, który pojawił się znikąd trawiąc niskie krzewy. Uśmiechnąłem się widząc, że ognista bariera nie daje jej drogi ucieczki. Samica warknęła cicho i gdy już byłem przy niej zmrużyła złote oczy, a na jej czole pojawił się nikły impuls, który wypalił w górę prosto przed mój pysk w postaci białej flary. Zaskomlałem oślepiony i zwaliłem się na bok widząc rozmazany obraz wilczycy uciekającej przed atakiem. Podniosłem się i potrząsnąłem głową, słysząc jak biały promień wybucha cicho ponad koronami drzew niczym gwiazda, która gdzieś w oddali kończy swój żywot. Mogła uciec wykorzystując moje oślepienie, ale nie zrobiła tego. Dobrze… Nie ustąpię, ona pewnie też nie. -Wredna s*ka…-mruknąłem i zacząłem pełną furii szarżę w jej kierunku. Za mną i po mych bokach pociągnęła się ścieżka kontrolowanych płomieni, która nadała memu atakowi impetu. Wadera zaskoczona prędkością ataku nie zdążyła zrobić uniku. Zacisnąłem silne szczęki na jej karku i cisnąłem nią o drzewo rozrywając jej skórę. Samica rąbnęła o drzewo z piskiem pełnym bólu. Zaskomlała, gdy zobaczyła, że mam zamiar na nią ponownie natrzeć, mimo to z trudem podniosła się. Zatrzymałem się w pół kroku, gdy usłyszałem ostrzegawcze warknięcie o niskiej tonacji. Odwróciłem głowę w kierunku kilku drzew. Między nimi stały dwa wilki, jeden masywny samiec o brązowej sierści i złoto-pomarańczowych oczach. Drugim wilkiem była młoda samica o czarnej sierści i błękitnych oczach. Spojrzałem kątem oka na białą widząc jak się podnosi i mimo bólu z zajadłością przygotowuje się do ataku. Zatrzymała się jednak widząc żywą barierę między mną a nią. Dobrze jej tak… Niech cierpi głód… głód walki. Tymi wilkami okazali się być Sanguis i Serenity. Członkowie tutejszej watahy o nazwie Firefly, do której po rozmowie przystąpiłem i ja i złotooka Nova. Wreszcie ta nieznośna samotność mnie opuściła, bo już ja, Felsaroth, nie jestem wygnańcem… |
|
piątek, 17 maja 2013
Od Dream
Mirificus spojrzał na mnie z wyrzutem.
-Tak... Po prostu? -wykrzyczał- Zostawicie mnie?!
-Nie możesz się ruszać. Poradzimy sobie sami -powtórzyłam po raz kolejny.
Męczyło mnie już przekonywanie wilka, że zgodnie z poleceniem szamanki ma leżeć w jaskini. Bieganie po lesie w poszukiwaniu zwierzymy zdecydowanie nie wchodziło w grę.
-Nie ma mowy! Idę z wami! -upierał się dalej kręcąc głową- Sanguis, powiedz jej coś! -zwrócił się do wilka, który właśnie do nas dołączył.
-Nie po to cię taszczyłem przez całą drogę do szamanki, żebyś teraz z byle powodu rujnował jej pracę i narażał siebie na nieprzyjemności -powiedział stanowczo nie słuchając jęków Mirificusa.
Ten na jego słowa otworzył pysk zdumiony, powstrzymał się jednak od kolejnych uwag. Zostawiliśmy obrażonego rannego w jaskini i w spokoju udaliśmy się na łowy. Szczęście póki co nam sprzyjało, bo po niedługim czasie trafiliśmy na spore stadko jeleni. Jednak gdy już mieliśmy dopaść nasz przyszły posiłek... Zatrzymałam się niemalże tuż przed atakiem. Usłyszałam wycie. Wycie obcego wilka.
-Dream?! Co do... -krzyknął Sanguis, który również przystanął. Po krótkiej chwili spojrzał na mnie porozumiewawczo. Też to usłyszał...
-Idę to sprawdzić -powiedziałam podekscytowana po czym zaczęłam biec w stronę źródła dźwięku. Sanguis dołączył do mnie chwilę potem.
-A co z obiadem? -spytał podirytowany.
-Później się się tym zajmiemy! Wilk nam ucieknie! -krzyknęłam i przyspieszyłam tempo.
Tego dnia zyskaliśmy nową członkinię watahy. I... Zostaliśmy wyśmiani przez Mirificusa.
-Idioci -mruknął tylko na wiadomość, że polowanie nie wyszło. Sanguis wzruszył tylko ramionami.
<Serenity, może Ty wykażesz się swoimi umiejętnościami łowieckimi? :) >
-Tak... Po prostu? -wykrzyczał- Zostawicie mnie?!
-Nie możesz się ruszać. Poradzimy sobie sami -powtórzyłam po raz kolejny.
Męczyło mnie już przekonywanie wilka, że zgodnie z poleceniem szamanki ma leżeć w jaskini. Bieganie po lesie w poszukiwaniu zwierzymy zdecydowanie nie wchodziło w grę.
-Nie ma mowy! Idę z wami! -upierał się dalej kręcąc głową- Sanguis, powiedz jej coś! -zwrócił się do wilka, który właśnie do nas dołączył.
-Nie po to cię taszczyłem przez całą drogę do szamanki, żebyś teraz z byle powodu rujnował jej pracę i narażał siebie na nieprzyjemności -powiedział stanowczo nie słuchając jęków Mirificusa.
Ten na jego słowa otworzył pysk zdumiony, powstrzymał się jednak od kolejnych uwag. Zostawiliśmy obrażonego rannego w jaskini i w spokoju udaliśmy się na łowy. Szczęście póki co nam sprzyjało, bo po niedługim czasie trafiliśmy na spore stadko jeleni. Jednak gdy już mieliśmy dopaść nasz przyszły posiłek... Zatrzymałam się niemalże tuż przed atakiem. Usłyszałam wycie. Wycie obcego wilka.
-Dream?! Co do... -krzyknął Sanguis, który również przystanął. Po krótkiej chwili spojrzał na mnie porozumiewawczo. Też to usłyszał...
-Idę to sprawdzić -powiedziałam podekscytowana po czym zaczęłam biec w stronę źródła dźwięku. Sanguis dołączył do mnie chwilę potem.
-A co z obiadem? -spytał podirytowany.
-Później się się tym zajmiemy! Wilk nam ucieknie! -krzyknęłam i przyspieszyłam tempo.
Tego dnia zyskaliśmy nową członkinię watahy. I... Zostaliśmy wyśmiani przez Mirificusa.
-Idioci -mruknął tylko na wiadomość, że polowanie nie wyszło. Sanguis wzruszył tylko ramionami.
wtorek, 23 kwietnia 2013
Od Serenity
- nowej wilczycy!
*********************************
Biegłam. I to wcale nie tak żebym przed czymś uciekała. Wcale. No dobra…..może i uciekałam, ale nie ważne. Najistotniejsze było wtedy to, że nie miałam gdzie się schronić. Zmęczenie mnie dopadało i nagle zauważyłam jaskinię. Ciemność otoczyła mnie gdy tylko postawiłam tam jedną łapę. Nadal ich słyszałam. Tych ludzi. Chcieli mnie dopaść. Rzadko na tych terenach spotyka się czarne wilki. Schowałam się tam i przyczaiłam. Nasłuchiwałam.
- Macie ją? – to był głos człowieka z łukiem.
- Nie. Uciekła nam! I ci teraz? – tego człowieka nie widziałam. Zasłaniała mi go wysoka choinka przy wejściu do jaskini.
- Nie dajcie jej uciec… To rzadki gatunek. Dostaniemy za nią dużo forsy. Złapcie ją! Zrozumiano? – krzykną mężczyzna z bronią.
Ruszyli biegiem w stronę rzeki, a ja odetchnęłam z ulgą. Oni naprawdę chcą mnie dopaść. Zaufałam im, a oni chcieli tylko złapać mnie dla pieniędzy! Ech…ludzie…nie wolno im ufać. Tak szczerze to zawsze uciekałam. Razem z rodziną przemierzaliśmy dzikie ostępy lasu Server. Zwłaszcza zimą było nas widać, bo gdy biały śnieg się pojawiał było nas widać jak na dłoni. Najpierw zabili mi brata i ojca, a kiedy z matką próbowałyśmy im uciec strzelali z łuku i ją trafili. Kazała mi uciekać, ale nie chciałam jej zostawić. Musiałam stamtąd uciekać, bo inaczej dopadli by też mnie. Tak więc zostałam sama na świecie. Jestem chyba ostatnim czarnym wilkiem w tym lesie. No cóż, takie życie. Zaburczało mi brzuchu wiec ruszyłam na polowanie. Była zima i wciąż było trudno o pożywienie, ale jako doskonała łowczyni z klanu Dragonich umiałam sobie poradzić w każdych warunkach. Nastawiłam uszy, wyostrzyłam węch. Sarna. Dwie sarny, a może i trzy…. Puściłam się truchtem w kierunku zapachu jedzenia. Stały tam, na łące i wygrzebywały resztki trawy spod śniegu. Jedne atak dwie zdobycze. Tak więc na obiad miała młodą sarnę i jej dziecko. Mniam. Po posiłku musiałam odpocząć. Nie mogę zostać w tej jaskini, bo w końcu i tam mnie znajdą….Muszę znaleźć coś innego…O tam. Grota w sam raz. Ledwo się poruszyłam w tym kierunku, a strzała świsnęła mi koło głowy. Ludzie. Czy on nigdy nie dadzą sobie spokoju?! Kolejny szaleńczy bieg w stronę lasu. Łapy odmawiały mi posłuszeństwa, ale biegłam dalej. Najważniejsze jest przetrwanie… są blisko. Słyszę ich. Szybki skok na gałąź, potem na drugą i trzecią, a potem na czwartą. Siedzę na wysokim drzewie i wypatruję ich z góry. Pobiegli dalej. Nawet nie zwrócili uwagi na ślady moich łap na śniegu w kierunku drzewa. Ludzie to prawdziwi ślepcy. Dla nich liczą się tylko pieniądze. Noc spędziłam na tym właśnie drzewie. Obudziło mnie słońce grzejące mój nos. Zeskoczyłam z drzewa w poszukiwaniu śniadania. Tym razem udało mi się upolować łosia i jelenia. Najedzona ruszyłam w poszukiwaniu domu. Szłam cały dzień z myślą : Serenity – Uciekinierka….straszne. Nagle poczułam zapach inny wilków. Odruchowo zawyłam i oczekiwałam na odpowiedź. Usłyszałam wycie i pobiegłam w jego kierunku. Zobaczyłam ich. Wyczułam ich. To oni! Przyjaciele naszego klanu. Wataha Firefly.
*********************************
Biegłam. I to wcale nie tak żebym przed czymś uciekała. Wcale. No dobra…..może i uciekałam, ale nie ważne. Najistotniejsze było wtedy to, że nie miałam gdzie się schronić. Zmęczenie mnie dopadało i nagle zauważyłam jaskinię. Ciemność otoczyła mnie gdy tylko postawiłam tam jedną łapę. Nadal ich słyszałam. Tych ludzi. Chcieli mnie dopaść. Rzadko na tych terenach spotyka się czarne wilki. Schowałam się tam i przyczaiłam. Nasłuchiwałam.
- Macie ją? – to był głos człowieka z łukiem.
- Nie. Uciekła nam! I ci teraz? – tego człowieka nie widziałam. Zasłaniała mi go wysoka choinka przy wejściu do jaskini.
- Nie dajcie jej uciec… To rzadki gatunek. Dostaniemy za nią dużo forsy. Złapcie ją! Zrozumiano? – krzykną mężczyzna z bronią.
Ruszyli biegiem w stronę rzeki, a ja odetchnęłam z ulgą. Oni naprawdę chcą mnie dopaść. Zaufałam im, a oni chcieli tylko złapać mnie dla pieniędzy! Ech…ludzie…nie wolno im ufać. Tak szczerze to zawsze uciekałam. Razem z rodziną przemierzaliśmy dzikie ostępy lasu Server. Zwłaszcza zimą było nas widać, bo gdy biały śnieg się pojawiał było nas widać jak na dłoni. Najpierw zabili mi brata i ojca, a kiedy z matką próbowałyśmy im uciec strzelali z łuku i ją trafili. Kazała mi uciekać, ale nie chciałam jej zostawić. Musiałam stamtąd uciekać, bo inaczej dopadli by też mnie. Tak więc zostałam sama na świecie. Jestem chyba ostatnim czarnym wilkiem w tym lesie. No cóż, takie życie. Zaburczało mi brzuchu wiec ruszyłam na polowanie. Była zima i wciąż było trudno o pożywienie, ale jako doskonała łowczyni z klanu Dragonich umiałam sobie poradzić w każdych warunkach. Nastawiłam uszy, wyostrzyłam węch. Sarna. Dwie sarny, a może i trzy…. Puściłam się truchtem w kierunku zapachu jedzenia. Stały tam, na łące i wygrzebywały resztki trawy spod śniegu. Jedne atak dwie zdobycze. Tak więc na obiad miała młodą sarnę i jej dziecko. Mniam. Po posiłku musiałam odpocząć. Nie mogę zostać w tej jaskini, bo w końcu i tam mnie znajdą….Muszę znaleźć coś innego…O tam. Grota w sam raz. Ledwo się poruszyłam w tym kierunku, a strzała świsnęła mi koło głowy. Ludzie. Czy on nigdy nie dadzą sobie spokoju?! Kolejny szaleńczy bieg w stronę lasu. Łapy odmawiały mi posłuszeństwa, ale biegłam dalej. Najważniejsze jest przetrwanie… są blisko. Słyszę ich. Szybki skok na gałąź, potem na drugą i trzecią, a potem na czwartą. Siedzę na wysokim drzewie i wypatruję ich z góry. Pobiegli dalej. Nawet nie zwrócili uwagi na ślady moich łap na śniegu w kierunku drzewa. Ludzie to prawdziwi ślepcy. Dla nich liczą się tylko pieniądze. Noc spędziłam na tym właśnie drzewie. Obudziło mnie słońce grzejące mój nos. Zeskoczyłam z drzewa w poszukiwaniu śniadania. Tym razem udało mi się upolować łosia i jelenia. Najedzona ruszyłam w poszukiwaniu domu. Szłam cały dzień z myślą : Serenity – Uciekinierka….straszne. Nagle poczułam zapach inny wilków. Odruchowo zawyłam i oczekiwałam na odpowiedź. Usłyszałam wycie i pobiegłam w jego kierunku. Zobaczyłam ich. Wyczułam ich. To oni! Przyjaciele naszego klanu. Wataha Firefly.
niedziela, 21 kwietnia 2013
Od Mirificusa CD Sanguisa
Obudziłem się z potwornym bólem głowy.
- Co do…? – zacząłem mówić, ale przerwałem, sycząc z bólu,
gdy nieznajoma wilczyca przyłożyła mi do rany na głowie jakieś zielsko.
- Leż spokojnie. – powiedziała – Nic ci nie będzie, te zioła
czynią cuda.
- Co się stało? – spytałem oszołomiony.
- Mnie się pytasz? Może ten wilk, który cię tu przyniósł,
wie trochę więcej na ten temat.
- Ktoś mnie tu przyniósł?
- Przedstawia się jako Sanguis – oznajmiła szamanka – a wilczyca,
która go tu przyprowadziła, to Dream. Możesz iść ich poznać, jeśli chcesz,
tylko uważaj na szwy. Łatwo je zerwać. Rana na głowie nie jest głęboka, chociaż
zostawi bliznę, a ślady po tej drugiej, poważniejszej, niedługo zarośnie futro.
Zgłoś się do mnie za parę dni, posmaruję to wszystko jeszcze raz maściami
odkażającymi, tak dla pewności. Miałeś sporo szczęścia.
- Dziękuję. – wykrztusiłem, podnosząc się powoli. Bolało,
ale dało się przeżyć. Wyszedłem z chatki na świeże powietrze, ostrożnie
stawiając kroki.
Czekali na mnie oboje. Dream bardzo spodobało się moje imię,
ale Sanguis robił wrażenie pogrążonego we własnych myślach, choć zrobił na mnie
miłe wrażenie. Nie włączał się do rozmowy, gdy wilczyca opowiadała o swoich
planach na przyszłość.
- Co lubisz robić? – dopytywała się, gdy szliśmy przez las. Chciała
pokazać mi miejsce, w którym mieliśmy zamieszkać.
- Nie mam pojęcia. – wzruszyłem ramionami – Chyba w niczym
nie jestem jakoś szczególnie dobry.
- Uważajcie, jesteśmy na miejscu. – przerwał nam Sanguis.
Wyjrzeliśmy z zarośli. Po drugiej stronie polanki stał młody
jeleń, pochylając się nad jakimś listkiem. Zawładnął mną instynkt. Przykucnąłem
i nie zważając na rwący ból w boku, jednym susem dopadłem zwierzęcia, powalając
je na ziemię i przegryzając gardło, zanim zdążyło zdać sobie sprawę z tego, co
się dzieje. Obrzuciłem jelenia uważnym spojrzeniem i w momencie zaciągnąłem go
na drugą stronę polanki, gdzie czekały wilki, wpatrując się we mnie z podziwem.
- Zerwałeś sobie szwy, szamanka się wścieknie. - zauważył
Sanguis. Miał rację.
Dream uśmiechnęła się łagodnie.
- No to jedną rzecz mamy z głowy. – zachichotała –
Mirificusie, będziesz przywódcą łowców!
- Więc naprawdę stworzymy watahę? – spytałem z entuzjazmem.
- Tak. – odpowiedziała wilczyca z powagą. – Stworzymy watahę.
Powstań ku światłu, Firefly.
Twoja historia zaczyna się TERAZ.
Od Sanguisa CD Dream
Patrzyłem nieufnie, jak nieznana mi wilczyca układa rannego
wygodnie i sadowi się przy nim, pospiesznie wyciągając z szafek kolorowe
buteleczki.
- Jak ci na imię? – zagadnęła mnie, nie odrywając wzroku od
wilka.
- Sanguis. – wymamrotałem.
- Co stało się temu tutaj, Sanguisie?
- Nie mam pojęcia. Potknąłem się o niego w lesie i przytaszczyłem
tutaj.
Wilczyca nie odpowiedziała, zajęta przeczyszczaniem rany na
boku Mirificusa. Przyglądałem się, jak sprawnymi ruchami zszywa jej poszarpane
krawędzie i smaruje je dziwną, zieloną maścią, ale nie miałem siły dopytywać
się, co dokładnie robi.
Wyszedłem przed domek, szukając wzrokiem wilczycy, która nas
tu przyprowadziła. Leżała nieopodal. Podszedłem do niej, odruchowo wypatrując
oznak zagrożenia.
- Wypadałoby się może przedstawić. – mruknąłem, zwalając się
na ziemię koło niej – Jestem Sanguis.
- Dream. – kiwnęła głową przyjacielsko – Co z nim?
- Nie mam pojęcia.
Leżeliśmy przez chwilę w milczeniu, ale chyba tylko mi nie
przeszkadzała panująca na polance cisza.
- Skąd jesteś, Sanguisie? – spytała Dream cicho –
Zjawiliście się obaj tak nagle, że nie zdążyłam zapytać cię nawet o imię, o pochodzeniu
nie wspominając.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Skąd jesteś, Sanguisie? KIM
JESTEŚ, SANGUISIE?
Kim byłem? Wilkiem zagubionym we własnych emocjach,
zatracającym się w żalu i rozpaczy, szukającym zemsty i nie znającym jej celu?
Wiedziałem dobrze, że nieświadomie dokonałem zemsty już dawno temu, mordując,
paląc i niszcząc stado, które przed dotarciem na pole bitwy wyrżnęło moją
watahę. Co miało więc ukoić mój ból? Czy powiedzenie tego wszystkiego
kompletnie nieznajomej wilczycy miało jakikolwiek sens?
Nie zrozumiała by.
- Pochodzę zza gór północnych. – odpowiedziałem tylko.
***
- Tutaj można by zamieszkać! – ucieszyła się Dream – Popatrz,
jest idealnie! A tam, za drzewami, co za śliczna polanka, można by tam ćwiczyć!
Coraz bardziej mi się tutaj podoba!
- Naprawdę zamierzasz tu zostać? – spytałem z
powątpiewaniem.
- Założę się, że w okolicy jest więcej wałęsających się
samotnie wilków. Moglibyśmy założyć watahę!
- Zaraz, zaraz. My?
- Daj spokój, przecież ty też nie masz dokąd iść. – wilczyca
popatrzyła na mnie z przenikliwością – Co innego miałbyś zrobić? Będę świetną
alfą, zobaczysz. Może ten ranny wilk też się dołączy?
- Alfą. – powtórzyłem powoli. Nie do końca mieściło mi się
to w głowie.
- Uważasz, że nie dałabym rady? – Dream uniosła podbródek,
uśmiechając się – W czym jesteś dobry, Sanguisie?
- Jestem wojownikiem – westchnąłem cicho.
- Świetnie! Będziesz przewodzić obronie stada, jeśli zajdzie
taka potrzeba.
- Do tego trzeba by mieć stado.
- Nie marudź. My i ten ranny to już trójka. Na początek
wystarczy.
- Nawet nie wiem, czy w ogóle zostanę tu na dłużej. –
wymamrotałem.
Zostałem. Ale to już zupełnie inna historia.
<pozostaje nam jeszcze ostatnia część – Mirificus, można
Cię prosić? ;)>
środa, 10 kwietnia 2013
Od Dream CD Sanguisa
Po krótkiej wymianie zdań, dzięki którym dowiedziałam się, że przybysze
nie mają wrogich zamiarów, zaoferowałam swoją pomoc w ratowaniu wilka.
Nie minęło wiele czasu a prowadziłam nieznajomych w stronę Lecznicy,
która na moje szczęście nie znajdowała się daleko. Słabo mi się robiło
na samą myśl o stanie rannego wilka, więc chwilami przyspieszałam do
biegu, aby ta droga na reszcie się skończyła. Czy to był dobry pomysł?
Można się zastanowić, bo za każdym razem musiałam się obracać i
pilnować, czy wilk się nie zgubił. A wtedy czułam się jeszcze gorzej. Pomimo tego dotarliśmy w końcu do chatki. Po chwili natarczywego pukania, szamanka otworzyła drzwi.
-Co tym razem? -spytała zmęczonym głosem. Odsunęłam się na bok, odsłaniając rannego przybysza- Ach... Wejdźcie, szybko -powiedziała zadziwiająco spokojnie.
Nieznajomy wszedł do środka z rannym przewieszonym przez grzbiet i skierował się w wyznaczone przez szamankę miejsce w kącie chatki. Taiga spojrzała na mnie pytająco.
-N-nie, dziękuję -odpowiedziałam szybko zmuszając się na uśmiech. Wystarczyło mi emocji na dzisiaj i nie miałam zamiaru wchodzić jeszcze do środka.
-Jak chcesz -wzruszyła ramionami. Po chwili dodała- Nie martw się, zajmę się nim.
Kiwnęłam lekko głową, a potem położyłam się na nasłonecznionej, ciepłej ziemi przed chatką. Westchnęłam przewracając się na grzbiet.
-Co tym razem? -spytała zmęczonym głosem. Odsunęłam się na bok, odsłaniając rannego przybysza- Ach... Wejdźcie, szybko -powiedziała zadziwiająco spokojnie.
Nieznajomy wszedł do środka z rannym przewieszonym przez grzbiet i skierował się w wyznaczone przez szamankę miejsce w kącie chatki. Taiga spojrzała na mnie pytająco.
-N-nie, dziękuję -odpowiedziałam szybko zmuszając się na uśmiech. Wystarczyło mi emocji na dzisiaj i nie miałam zamiaru wchodzić jeszcze do środka.
-Jak chcesz -wzruszyła ramionami. Po chwili dodała- Nie martw się, zajmę się nim.
Kiwnęłam lekko głową, a potem położyłam się na nasłonecznionej, ciepłej ziemi przed chatką. Westchnęłam przewracając się na grzbiet.
<Sanguis? Reszta dla ciebie>
Subskrybuj:
Posty (Atom)