środa, 17 lipca 2013

Od Nasira

Lodowaty wiatr z północy uderzył mnie w plecy, gdy siedziałem na dość sporym wzniesieniu. Poczułem nieprzyjemne dreszcze, które przypomniały mi skąd tej nocy przybywają masy powietrza. Mimo iż z tego miejsca nie widać było północnych gór, to dało się czuć nieprzychylne spojrzenia cieni i istot żyjących w dolinach owego pasma. Spojrzałem ponownie przed siebie. Blade światło księżyca zalewało otaczające mnie tereny, tworząc malowniczy obraz smukłych, nienaturalnie wyciągniętych i przerażających cieni, które zdawały się być targane wiatrem razem z resztą roślin. Westchnąłem cicho czując natrętną ochotę udania się gdzieś daleko… w długą podróż, która pozwoli mi ponownie poczuć się jak kiedyś. Pozwoli mi pomyśleć w spokoju i samotności. W gruncie rzeczy całe nasze życie jest jedną, wielką przygodą. Nigdy się nie kończy. Nie ma początku i końca. Podróż jest w nas cały czas, mimo iż fizycznie nie ruszamy z miejsca. Tylko że w moim wypadku jest trochę gorzej. Nie lubię siedzieć w miejscu, me łapy pragną zmęczyć się długą drogą, zakurzyć się, by poczuć więź ze światem. To swego rodzaju… niedorzeczne schorzenie, które jednak, w przeciwieństwie do większości chorób, dla mnie jest czystą przyjemnością. Większą radość sprawia ciągła droga niż przebycie… Z zamyślenia wyrwała mnie zbliżająca się postać.
-Paskudny ten wiatr z północy, co?-usłyszałem za sobą znajomy głos.
-Owszem.-odparłem krótko i dość cicho.
Sanguis usiadł obok mnie i również spojrzał w kierunku, który od jakiegoś czasu obserwowałem. Spojrzałem na wilka przenikliwie.
-Nad czym tak myślisz?-zapytał.
-Wiesz… nie bez powodu wybrałem stanowisko odkrywcy. Nosi mnie, by gdzieś się udać. Tylko takie bezsensowne snucie się po świecie nie niesie żadnej korzyści dla watahy…-zwiesiłem lekko głowę.
-Niekoniecznie. Jesteś odkrywcą, Nasir… Chodzi o to, by wataha też znała trochę świata. A poza naszymi terenami kryje się wiele tajemnic. Poszperaj w księgach. Może znajdziesz coś ciekawego i postanowisz to…sprawdzić?
<Sanguis?>

Od Mirificusa CD Dream

Och, pięknie. Po prostu wspaniale.
- Nie może się tak zachowywać przez resztę wieczności! – jęknąłem.
- Więc czeka nas niezła wyprawa… - Dream obejrzała się na wilczycę i westchnęła cicho – Piszesz się na to?
- A mam inny wybór?
***
- Chcesz wybrać się do miasta pełnego ludzi, przemykać się nocami po nieznanym terenie i wkradać się do biblioteki, żeby znaleźć informację o jakimś zielsku? – głos Sanguisa wyrażał uprzejme zainteresowanie faktem, czy aby nie zwariowałem.
- Owszem. – uśmiechnąłem się szeroko. – Brzmi super, nie uważasz?
- Myślałem, że ta cała sprawa z Nashią tylko cię zirytowała.
- Musiałeś mi przypominać o Nashi…? Sanguisie, możemy wyrwać się z lasu, przeżyć coś nowego, zwiedzić teren, na który nigdy wcześniej się nie zapuszczaliśmy...! To genialne, nie uważasz?
Wilk westchnął cicho, uśmiechając się na widok mojego entuzjazmu.
- Dream mówiła ci, kiedy chce iść?
- Jeszcze nie, musi pozałatwiać parę spraw przed opuszczeniem watahy. Ale jak dla mnie możemy ruszać chociażby dzisiaj.
- Jest samicą alfa, nie zostawi tak po prostu wszystkich wilków na pastwę losu…
- Przecież ktoś może ją zastąpić! Ale będzie zabawa!
- Myślę, że jeżeli trzeba wkraść się na teren ludzi, to im mniej wilków pójdzie, tym lepiej. Nie sądzę, żeby w całym tym zamieszaniu było miejsce jeszcze dla mnie, wystarczysz ty i twój niepowtrzymany entuzjazm.
Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. Sanguis miał rację. Musiałem odnaleźć samicę alfa.
<Dream? Co robimy dalej?>

sobota, 13 lipca 2013

Od Animae CD Dream

Stanęłam jak wryta, wpatrując się w stojącą przede mną wilczycę. Czy ona właśnie zaproponowała mi... pomoc? Pochyliłam się lekko, z w pełni napiętymi mięśniami, gotowa do obrony lub ucieczki, ale moje ciało, choć przygotowane do walki, wcale tej walki się nie spodziewało.
- Jak masz na imię? - odezwała się nieznajoma, widząc moją pozycję. Jej miły ton zaskoczył mnie chyba jeszcze bardziej niż propozycja.
- Kim jesteś? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Mam na imię Dream. Mieszkam w tej okolicy z paroma innymi wilkami. Jesteś na naszym terenie.
No tak. To wiele wyjaśniało.
- Nie szukam kłopotów. - odezwałam się, lekko się prostując - Chcę tylko dojść do wodopoju i zaraz potem opuszczę wasze tereny.
Wilczyca zaśmiała się niespodziewanie.
- Nie o to mi chodziło. Nie musisz uciekać; możesz z nami zostać, jeżeli tylko masz na to ochotę. Miejsca jest dość.
- Chcesz, żebym... została na waszym terenie? - wyjąkałam.
- O co ci chodzi z tym naszym terenem? - spytała Dream z rozbawieniem - Owszem, należy do nas, ale nie mamy nic przeciwko, gdy inne wilki korzystają z wodopoju czy nawet polują. Zresztą potrzebujemy nowych członków, może jesteś zainteresowana?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Dotychczas napotkane przeze mnie watahy chciały tylko, żebym szybko opuściła ich teren i więcej nie wracała, ale ta wilczyca była inna. Nie wiedziałam, czy mogę jej zaufać, a mimo wszystko coś podpowiadało mi, że mogę przynajmniej spróbować. Patrzyła mi prosto w oczy, nie odsuwając się i nie pokazując kłów, a na jej pysku malował się szczery uśmiech. Czy to możliwe, żeby faktycznie chciała przyjąć mnie do watahy?
- Jeżeli nie chcesz z nami zostawać, to nie ma sprawy. - powiedziała Dream, którą chyba lekko speszyło moje milczenie.
- Zastanawiam się, czy mogę ci uwierzyć. - wymamrotałam z zaskakującą szczerością - Poza tym to chyba nie może być takie proste, prawda? Wasza alfa zgodziłaby się przyjąć do stada wilczycę, która nie urodziła się na jego terenie?
- Zaufaj mi, alfa na pewno nie będzie miała nic przeciwko.
Popatrzyłam na roześmianą wilczycę. Podświadomie podjęłam już decyzję i teraz wystarczyło zrobić krok do przodu.
***
Szłyśmy z Dream obok siebie, wsłuchane w szum lasu i własne oddechy. Czułam się bezpiecznie z tą dziwnie przyjacielską wilczycą i podobało mi się to uczucie - pierwszy raz od lat przebywałam w towarzystwie wilka, który nie chciał mnie tylko przegonić.
- Animae, mogę zadać ci pytanie? - odezwała się Dream.
- Właśnie to zrobiłaś. - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Więc teraz mogę zadać jeszcze jedno?
- Jeśli chcesz...
- Skąd młoda, biała wilczyca wzięła się w środku lasu, z dala od własnej watahy, bez żadnego towarzystwa i z przekonaniem, że każdy napotkany wilk jest jej wrogiem?
Westchnęłam cicho.
- Właściwie to jest dłuższa historia.
- Chętnie posłucham, jeśli tylko chcesz mi ją opowiedzieć.
Zamilkłam, po raz drugi tego dnia podejmując decyzję, która kiedyś wydawałaby mi się absurdalna. Nie wiedziałam, jak dobrać słowa, ale Dream wydawała się być godna zaufania. Chrząknęłam cicho i zaczęłam opowiadać, a ona siedziała obok mnie na mchu, słuchając uważnie historii mojego życia, mojej rodziny i przede wszystkim mojej wędrówki po nieznanych lasach, strachu, głodu i walki o zachowanie zdrowego rozsądku wśród targających mną emocji. Nie odezwała się, gdy skończyłam, ale widziałam w jej oczach, że zrozumiała.
<Dream, dokończysz?>

piątek, 12 lipca 2013

Od Nasira CD Akaymona

Ruszyłem w kierunku siedziby watahy zadowolony z siebie. Poszło dość łatwo. Akaymon… Nic się nie zmienił. Był taki sam jak go zapamiętałem, zawsze bardzo mi bliski. Może dlatego, że jego historia była podobna do mojej. Składała się z łez, krwi, wyrzeczeń i głupich nadziei. Już wyrośliśmy z dziecięcych marzeń. W tym świecie nie ma miejsca na planowanie i wyidealizowane, wręcz niemożliwe cele. Mówi się, że nie ma nic bardziej żałosnego, niż niespełnione marzenia. Widać jestem przykładem totalnego dna i beznadziei, gdyż ścieżka mego życia, którą do tej pory przebyłem jest pasmem udręk i walących się planów. Przykre… Spojrzałem kątem oka na wilka obok mnie.
-Byłeś niemiły względem Novy…-stwierdziłem.
-Novy? Kto to?-zapytał zdezorientowany.
-Ta biała wilczyca z którą rozmawiałeś nim spotkałeś mnie… To Nova. Członkini watahy. Zwykle nie pozwala tak się do siebie zwracać.
Akaymon parsknął pod nosem.
-To ona wyskoczyła z oburzeniem, że co ja niby robię na waszych terenach. Oczywiste jest chyba, że muszę na nie wstąpić, by przejść pewien odcinek trasy.
-Za bardzo się wszystkim przejmujesz…-odparłem. –Jesteś dumny… Duma to siła, która usztywnia kark, ale ty jesteś już taki sztywny, że chyba masz już nawet problem z odgięciem głowy do góry, co?-zapytałem z kpiną.
Akaymon spojrzał na mnie z wyrzutem, ale zaraz się zaśmiał.
-Nie. Raczej nie mam z tym problemu…-odparł i zamilkł widząc przed sobą sporą jaskinię, którą porastały mchy i pnącza tworząc nieziemski wręcz obraz ciemnej, tajemniczej groty spowitej zielenią.
-To siedziba watahy. Chodź, przedstawimy Cię alfie i dowiemy się, czy chcą takiego zmierzłego pryka jak ty w watasze.-zaśmiałem się.
-Nie jestem starym, zmierzłym prykiem. Też mi coś… -Akaymon udał oburzenie, a potem nieco wyraźnie zaniepokojony razem ze mną wsunął do jaskini.
Mentalnie odnalazłem Dream. Wilczyca nie była sama. A więc jeszcze załatwiała z Ardią sprawy jej przyjęcia. Weszliśmy do jednej z grot. Samice urwały rozmowę dość szybko, jak gdyby rozmawiały o czymś prywatnym. Ruda alfa spojrzała na Akaymona nieco zdziwiona.
-Dream, Ardio…-zacząłem oficjalnym tonem- To jest mój stary, dobry przyjaciel. Akaymon chciałby przyłączyć się do watahy…
Akaymon skinął waderom głową i spojrzał na Dream.
-Mam nadzieję, że nie będzie to stanowić problemu…-powiedział chyba najgrzeczniejszym tonem, jaki umiał z siebie wydobyć.
Poczułem na sobie wzrok drugiej samicy. Ardia… Nasze oczy spotkały się w długim, znaczącym spojrzeniu. Uśmiechnąłem się do niej uprzejmie, a potem ponownie zwróciłem głowę w kierunku Akaymona.
Tak bardzo bał się przywiązania, a zapomniał o najważniejszym… Nie wolno się do niczego przywiązywać, bo gdy już się to zrobi, to chciałoby się to zatrzymać na zawsze. A w życiu nie można niczego zatrzymywać na własność…
<Dream, kontynuuj proszę >

Od Zeeka CD Larien

- Eh, udało ci się - westchnąłem. - Więcej tak mnie nie oszukasz.
- Na pewno? - Larien uniosła jedną brew.
- Tak - wstałem i razem poszliśmy do zatoki. Gdy dotarliśmy na miejsce, znaleźliśmy sobie miłe miejsce na piasku i usiedliśmy.
- Ale tu pięknie - powiedziałem.
Larien nie odpowiedziała. Niespodziewanie rzuciła się na mnie i stoczyliśmy się do wody. Ja leżałem na plecach na piasku, a wadera wylądowała na mnie, lecz szybko zeszła. Ja też się podniosłem.
- Wchodzimy głębiej? - zaproponowałem.
- Jasne, jeśli mnie dogonisz! - Wilczyca wskoczyła głębiej. Ja za nią. Było super. Chlapaliśmy się wodą, nurkowaliśmy w wielkich falach nadpływających do nas.
Podpłynęliśmy do jakiejś wodnej jaskini dość daleko od brzegu i weszliśmy do niej. Schowaliśmy się przy jednym z kamieni, aby nie tryskały na nas fale. Jaskinia była dość duża i bardzo piękna.

Chwilę tam siedzieliśmy.
- Nie sądzisz że inni mogą nas już szukać? - spytała Larien.
- Nie obchodzi mnie to - odparłem. - Ja mogę tu siedzieć cały tydzień z tobą.
- Konkretnie ze mną? - spytała Larien w zamyśleniu.
Milczałem przez chwilę, ale zdecydowałem się że nie będę kłamał.
- Tak. Z tobą.
- To miłe - powiedziała wilczyca i lekko się zarumieniła.
Uśmiechnąłem się.
- Uch! Ale męczące było to pływanie - zaśmiała się Larien. - Może utniemy tu sobie małą drzemkę?
- Dobrze.
Zasnęliśmy.
Śniła mi się Larien. Leżała obok mnie. Widziałem ją. Była ze mną. Śpiąc wyglądała jak… anioł.
Obudziłem się. Larien jeszcze spała obok mnie. Wyjrzałem na morze i zobaczyłem że idzie przypływ. Minutę później jaskinię zaczęła zalewać woda, która obudziła Larien.
- Co się dzieje? – spytała.
- Przypływ. Nie bój się. Nic nam nie zrobi.
- Nie boję się.
Rozejrzałem się szukając wyjścia. Postawiłem jeden krok prawą łapą, ale pośliznąłem się i popchnąłem Larien, która z kolei wpadła na wystający ostry kryształ i rozcięła sobie łapę. Pisnęła krótko i podniosła łapkę. Na niej pojawiło się długie rozcięcie. Jej biała sierść została splamiona krwią.
- To… to nic – powiedziała nieco z bólem. – Możemy płynąć na brzeg.
- Nie możesz płynąć – zaprotestowałem. – Stracisz krew i to dużo. Czekaj – rozejrzałem się. – Tam, w głębi jaskini jest wzniesienie, woda tam nie dostanie. Chodźmy tam.
Pomogłem iść Larien i już po chwili byliśmy na wzniesieniu tej jaskini. Wilczyca położyła się.
- Przepraszam cię za to – powiedziałem przepraszającym tonem.
- Spoko – odparła.
Obejrzałem jej łapę.
- Nieciekawa rana – pokręciłem głową. – Nie mam tu nic żeby cię opatrzyć. Musisz wytrzymać.
Przybliżyłem moją łapę do jej głowy i delikatnie położyłem jej głowę na ziemi.
- Spróbuję zatrzymać krwotok, a potem wrócimy do domu.
Ścisnąłem jej łapę i trzymałem ją przez kilka minut. Powtarzałem to kilka razy. W końcu krew przestała upływać.
- Zdolny jesteś – pochwaliła Larien.
Wzruszyłem ramionami.
- Odzyskałaś siły?
- Mniej więcej.
- To właź mi na plecy. Będę cię niósł.
Larien wyglądała na bardzo zdziwioną, ale wykonała rozkaz. Poniosłem ją do wyjścia z jaskini.
- Teraz staraj się trzymać łapę nad wodą – powiedziałem i wskoczyłem z Larien na plecach do wody. Zacząłem płynąć. Było ciężej niż się spodziewałem. Co jakiś czas wpadałem całkiem pod wodę. Ale zależało mi życiu Larien. Więc się nie poddałem. W końcu wyszliśmy na brzeg. Położyłem Larien w cieniu, a sam zacząłem szukać czegoś, aby ją opatrzyć. Znalazłem kilka bawełnianych kłaczków i lecznicze zioła. Zrobiłem jej opatrunek. Larien trochę odpoczęła i usiadła.
- Przykro mi że ta rand… znaczy wycieczka tak się skończyła. Jak chcesz to wracaj do watahy. Ja nie chciałbym zostać z takim gamoniem jak ja – odwróciłem wzrok.

(Larien, Cd? Przepraszam że musiałaś długo czekać na dokończenie)

Od Nashii

Poszłam spotkać się z Larien. Gdy dotarłam w dane miejsce gdzie mieliśmy się spotkać zaczeła się rozmowa. Ja zaczęłam:
-Cześć Larien.
- Hej!- powiedziała Larien.
-Jak się masz?
- Tak jak zwykle czyli bardzo dobrze.
- Zazdroszczę ci.
- Czego?
- Podejścia do życia ty zawsze jesteś taka wesoła. Niczym się nie martwisz np. nie martwisz się że zaraz zabraknie jedzenia lub wody.
- A ty czymś się martwisz że akurat o tym rozmawiamy?- powiedziała zmartwiona Larien.
- Szczerze to tak. Ostatnio myślałam o polowaniu.
- Co jest złego w polowaniu?
-To że jemy mięso jemy swoich braci!
-Co ty wygadujesz jelenie to nasi bracia?!
- W każdym razie oni też czują. Ja też w każdym razie postanowiłam że przechodzę na wegedytarjanizm.
- Nie obraż się ale nawet 3 dni nie wytrzymasz bez mięsa.
- Nie doceniasz mnie. Umiem wytrzymać dużo więcej.
- Może mały zakładzik?- powiedziała zadowolona Larien.
-Spoczko. Jak wytrzymam 3 dni bez mięsa ty...
- ZARAZ, ZARAZ, ZARAZ! Zakładamy się tylko o satysfakcje z wygranego zakładu, nie o rzadną rzecz!- przerwała mi Larien.
-Skoro tak wolisz- powiedziałam niezadowolona.
Odeszłam bardzo pewna siebie zęczełam kierować się w stronę domu. Nagle wpadłam na Dream. Ona powiedziała:
-Nashia przecierz pora na polowanie gdzie idziesz?
-No yyy...... Wiesz co Dream?
- Nie mam zbyt dużo czasu ale co?
- No bo ja założyłam się z Larien że wytrzymam 3 dni bez mięsa.- powiedziałam nieśmiało.
- Pżecierz nie musisz jeść mięsa pomóż tylko coś upolować.
-Zgoda.- powiedziałam.
Poszłam z resztą wilków na polowanie. Gdy upolowaliśmy wyjątkowo wielkiego łosia. Wszystkie wilki zaczęły jeść a ja patrzyłam i się oblizywałam. . Po czym odwróciłam się i ruszyłam w stronę poziomkowego pola na którym rosły owoce. Dotarłam szybko. Wzięłam do buzi jagodę i odrazu ją wyplułam. Była gorzka i nie apetyczna. Spróbowałam inne owoce było tak samo. Pomyślałam co jeszcze jest do jedzenia. Wróciłam do domu zapadła noc. A ja głodna poszłam spać.
Wstałam o 4.30 rano. Głód był nie do zniesienia. Cały czas sobie powtarzałam już tylko dwa dni tylko dwa dni. Postanowiłam przespać dzień drugi. Cudem udało mi się zasnąć ale spałam tylko do 19.00. Postanowiłam że wybiorę się na spacer. Szłam i szłam i spotkałam wiewiórkę która siedziała na ziemi przed moimi łapami przestraszona .
Patrzyłyśmy na siebię. I po chwili spostrzegłam że obok wiewiórki leżą orzechy. Byłam głodna, tych orzechów było sporo. Zjadłam je wszystkie. Nie były pierwszą klasą ale zawsze coś. Orzechy tak mnie znużyły że zasnełam ogromnie twardym snem ( co mi się śniło w następnym opowiadaniu). Spałam długo bardzo długo . Ostatni dzień był dla mnie najprzyjemniejsz gdyż Larien przyznała mi że potrafię wytrzymaać bez mięsa.

Od Akaymona CD Novy

Wpatrywałem się nieustępliwym wzrokiem w odchodzącą samicę. Nadęta trochę i zdecydowanie zbyt dumna. Podniosłem się by odejść w swoją stronę wciąż wsłuchując się na coraz to odleglejsze kroki wadery. Szedłem powoli przez las kierując się okrężną drogą wokół watahy. Drgnąłem, bo dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że jestem obserwowany. Odwróciłem się gwałtownie, ale nikogo nie zobaczyłem, mimo iż wyraźnie czułem na sobie czyjś wzrok.
-Pokaż się…-syknąłem i zrobiłem kilka kroków naprzód.
Moje spojrzenie natrafiło na sylwetkę niezbyt masywnego wilka o czarnej sierści z nietypowym, brązowym znakiem na oku. Serce zabiło mi mocniej nie tyle z zaskoczenia, co dziwnej, obcej mi radości, gdy rozpoznałem samca.
-Witaj, Akaymon…-powiedział czarny samiec i ruszył powoli w moim kierunku.
-Nasir?-zapytałem stojąc jak wryty.
-Jak widać- odparł beznamiętnym tonem. Obszedł mnie raz i usiadł naprzeciwko przechylając lekko głowę na bok.-Miło Cię znowu widzieć, Akaymon.-rzucił i mimo jego powagi w brązowych oczach wilka błysnęła radość.
-Ciebie też, Nasir-powiedziałem z ulgą w głosie. Już się bałem, że samiec ani trochę nie ucieszył się na mój widok. Było wręcz przeciwnie. Nasir usiadł tuż obok i przyłożył głowę do mojej ocierając się o nią na znak przywitania. Zdębiałem. Cóż… Nasir zawsze miał dziwny, nieprzewidywalny stosunek do różnych osób. Potrafił być zimny i nieprzystępna, ale również czuły i opiekuńczy. Szkoda tylko, że nienaturalnie lepki i … uroczy był głównie w stosunku do mnie.
-Jak zwykle śmierdzisz popiołem-powiedział rozbawiony i podniósł się. –Gdzie tym razem się szwendałeś?-zapytał i nie czekając na mnie ruszył w kierunku, z którego przed chwilą przyszedłem.
Pobiegłem za nim zrównując krok.
-Trochę snułem się po Równinach Vortheimskich, potem ruszyłem na zachód… Należysz do tutejszej watahy?-zapytałem zdziwiony faktem, ze ktoś tak… niezależny jak Nasir mógł się przywiązać do stada.
-Owszem. Coś w tym dziwnego?- uśmiechnął się pod nosem.
-Trochę… zwykle byłeś introwertykiem, działającym na własną rękę… Przynajmniej takiego Cię pamiętam.
-Wszystko się zmienia. Nawet osoby, które zawsze były dla Ciebie z pozoru przejrzyste i klarowne…-wilk uśmiechnął się zagadkowo.
-Ty nigdy nie byłeś dla mnie przejrzysty i klarowny, Nasir…-przystanąłem, gdy doszliśmy do granicy lasu, który łączył się z rozległą polaną.
-No co? Czyżbyś wciąż chciał być tym… twardym, samotnym wilkiem?-czarny spojrzał na mnie pytająco wyraźnie rozbawiony.
-Znaczy… Nie mam pewności. Nie lubię być…przywiązany do kogoś bądź czegoś.-odpowiedziałem smętnym tonem.
-Ja też, ale jeśli Ci się nie spodoba, to zawsze możesz odejść. Ja tutaj nie czuję się ani trochę jak na uwięzi. Wręcz przeciwnie.-wbił spojrzenie migdałowych oczu w dal. –Poza tym… Nie widzieliśmy się tyle czasu. Może warto trochę… powspominać dawne czasy?-spojrzał na mnie znacząco.
-Nasir…-zacząłem trochę zmieszany.-Ja wolałbym zacząć wszystko od nowa…
-Czy ja Ci bronię?-rzucił z ironią.
-Oczywiście, że nie… No więc dobrze. Zobaczymy, co z tego będzie…-wyszedłem razem z nim spomiędzy drzew. Robiłem to głównie… dla niego. Przyjaciół sprzed lat nie spotyka się przypadkowo, a może i faktycznie ma rację. Może da się przywiązać do watahy, a jednocześnie czuć się wolnym w stu procentach?
<Nasir, kontynuuj, proszę>