Pierwsze dni po powrocie Sanguisa pamiętam jako niekończący się ciąg tych samych czynności wykonywanych w kółko i w kółko. Moje główne zadanie polegało na przynoszeniu jedzenia do chatki Taigi, by szamanka nie musiała odchodzić od posłania rannego. Siłą rzeczy nosiłem też porcję dla Animae, której Taiga nie potrafiła żadnymi sposobami skłonić do wyjścia za próg jej domku. Szczerze powiedziawszy to szamanka też robiła głównie dwie rzeczy - doglądała Sanguisa i narzekała, że kręcimy się jej pod nogami.
Stan wilka nie był najlepszy i choć nikt nie powiedział tego otwarcie, wszyscy woleliśmy unikać zastanawiania się na tym, ile jeszcze wytrzyma jego organizm. Rana na szyi okazała się być najgłębsza, ale Taigę dużo bardziej martwiło jedno z zadrapań na barku, w które wdała się infekcja. Półeczka nad posłaniem naszego przyjaciela cała zastawiona była buteleczkami z miksturami leczniczymi i kłębami bandaża, którego zmiany były jedyną rzeczą, do jakiej szamanka dopuszczała Animae. Od czasu do czasu w chatce pojawiała się Dream albo szczeniaki, które pozbawione towarzystwa swojej opiekunki całymi dniami szlajały się po lesie bez celu. Życie watahy, na której przyszłość staraliśmy się patrzeć optymistycznie od czasu zakończenia epidemii, nieznośnie się wlokło i nawet zwierzyna zdawała się być rozkojarzona.
Po upływie tygodnia wszyscy byli już na tyle zdesperowani, że Dream zaczęła wymyślać nam dodatkowe zadania, byleby tylko oderwać nas od depresyjnych myśli, ale wtedy właśnie nadszedł ten długo oczekiwany przełom i nasz przyjaciel po raz pierwszy obudził się z jasnym umysłem, strząsając z czoła mokrą szmatkę nasączoną wywarem z ziół. Pierwszym sensownym słowem, jakie powiedział, było przekleństwo, co w połączeniu z jego poważnym tonem doprowadziło mnie i Animae do takiego śmiechu, że gdy zwabiona tym nietypowym odgłosem Dream wpadła do chatki, oboje leżeliśmy na podłodze, starając się uspokoić. Okazało się to trudniejsze, niż by się wydawało i gdy Sanguis powtórzył alfie, co nas tak rozbawiło, wilczyca zareagowała tak samo jak my, wprawiając Taigę w oburzenie pomieszane z irytacją.
Od tego dnia eliksiry i zaklęcia szamanki zaczęły faktycznie działać i rany naszego przyjaciela goiły się w niesamowitym tempie. Gdy po kolejnym tygodniu wyszedł przed chatkę o własnych siłach, nikt z nas nie chciał uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno był tylko masą skłębionego futra leżącego na posłaniu w otoczeniu zakrwawionych bandaży i dziwnych mikstur.
- Jest silniejszy, niż nam się wydaje. - mruknęła Taiga, obserwując swojego pacjenta leżącego na trawie z Animae i zaśmiewającego się do rozpuku z jej min.
- To wojownik. - uśmiechnąłem się lekko - Musi być silny.
- Nie to miałam na myśli. - odpowiedziała Taiga cicho, po czym odwróciła się na pięcie i weszła z powrotem do chatki.
sobota, 6 września 2014
piątek, 5 września 2014
Od Animae
- SANGUIS!
Minęła dłuższa chwila zanim dotarło do mnie, że krzyk dobiegał z mojego własnego gardła. Rzuciłam się w kierunku słaniającego się na nogach wilka i podparłam go barkiem, prowadząc go pod drzewa, gdzie zwalił się na ziemię bez najmniejszego jęku. Jego lśniąca niegdyś sierść była teraz pełna liści, gałązek i zakrzepłej krwi, a szyję zdobił głęboki ślad po wilczych zębach.
- Animae? - usłyszałam głos Mirificusa w tej samej chwili, w której mój nos wyłapał jego zapach w powietrzu.
- Tutaj! - odkrzyknęłam.
Wilk przemknął koło mnie z zadziwiającą prędkością, odsuwając mnie lekko i obrzucając rany Sanguisa czujnym spojrzeniem.
- Stracił dużo krwi. Nie jestem pewien, jakim cudem się tu doczołgał, ale ktokolwiek go tak urządził, jest w poważnych tarapatach. Animae, pomóż mi go zanieść do Taigi. Jeśli ktoś ma mu pomóc, to właśnie ona.
Skinęłam głową w milczeniu. Wspólnymi siłami dźwignęliśmy przyjaciela i skierowaliśmy się w kierunku chatki szamanki, nie odzywając się ani słowem.
Minęła dłuższa chwila zanim dotarło do mnie, że krzyk dobiegał z mojego własnego gardła. Rzuciłam się w kierunku słaniającego się na nogach wilka i podparłam go barkiem, prowadząc go pod drzewa, gdzie zwalił się na ziemię bez najmniejszego jęku. Jego lśniąca niegdyś sierść była teraz pełna liści, gałązek i zakrzepłej krwi, a szyję zdobił głęboki ślad po wilczych zębach.
- Animae? - usłyszałam głos Mirificusa w tej samej chwili, w której mój nos wyłapał jego zapach w powietrzu.
- Tutaj! - odkrzyknęłam.
Wilk przemknął koło mnie z zadziwiającą prędkością, odsuwając mnie lekko i obrzucając rany Sanguisa czujnym spojrzeniem.
- Stracił dużo krwi. Nie jestem pewien, jakim cudem się tu doczołgał, ale ktokolwiek go tak urządził, jest w poważnych tarapatach. Animae, pomóż mi go zanieść do Taigi. Jeśli ktoś ma mu pomóc, to właśnie ona.
Skinęłam głową w milczeniu. Wspólnymi siłami dźwignęliśmy przyjaciela i skierowaliśmy się w kierunku chatki szamanki, nie odzywając się ani słowem.
Od Sanguisa CD
Pojawił się znikąd, ale to, czego nie widziały moje oczy, nie mogło się ukryć przed uszami i nosem. Maksymalnie wyostrzone zmysły ostrzegły mnie w porę, a moje ciało zareagowało instynktownie, gdy tylko wyczułem zagrożenie.
Cios. Unik. Skok. Pojedyncze spojrzenie oceniające odległość między nami a skałą, półobrót i znów cios. Unik. Cios. Skok. Prawdopodobnie wyglądaliśmy, jakbyśmy w absolutnym milczeniu odgrywali zaplanowaną scenę, jakbyśmy przez lata ćwiczyli nie walkę jako umiejętność, lecz walkę jako ten jeden konkretny pojedynek. Wilk przeciwko wilkowi. Morderca tysięcy i syn, brat, kuzyn, przyjaciel zamordowanych.
Warczeliśmy oboje, rzucając się na siebie nawzajem i odskakując w trudnym do przewidzenia rytmie, ale żaden z nas nie był w stanie powalić drugiego na ziemię. Z jego barku ciekła krew, mieszając się na ziemistym podłożu z moją własną, chociaż konkretnego pochodzenia tej ostatniej nie byłem do końca pewien.
- Możesz próbować mnie zranić. - wycharczał, stając naprzeciwko mnie - Ale oboje wiemy doskonale, że skończysz jak twoja słodka rodzinka.
Nie odpowiedziałem, nie miałem czasu. Gdy tylko skończył mówić, rzuciłem mu się do gardła.
Cios. Unik. Skok. Pojedyncze spojrzenie oceniające odległość między nami a skałą, półobrót i znów cios. Unik. Cios. Skok. Prawdopodobnie wyglądaliśmy, jakbyśmy w absolutnym milczeniu odgrywali zaplanowaną scenę, jakbyśmy przez lata ćwiczyli nie walkę jako umiejętność, lecz walkę jako ten jeden konkretny pojedynek. Wilk przeciwko wilkowi. Morderca tysięcy i syn, brat, kuzyn, przyjaciel zamordowanych.
Warczeliśmy oboje, rzucając się na siebie nawzajem i odskakując w trudnym do przewidzenia rytmie, ale żaden z nas nie był w stanie powalić drugiego na ziemię. Z jego barku ciekła krew, mieszając się na ziemistym podłożu z moją własną, chociaż konkretnego pochodzenia tej ostatniej nie byłem do końca pewien.
- Możesz próbować mnie zranić. - wycharczał, stając naprzeciwko mnie - Ale oboje wiemy doskonale, że skończysz jak twoja słodka rodzinka.
Nie odpowiedziałem, nie miałem czasu. Gdy tylko skończył mówić, rzuciłem mu się do gardła.
środa, 20 sierpnia 2014
Od Farlilla cz. 3
Kiedy powróciłem do poszukiwań przejścia na drugą stronę kątem oka zauważyłem coś co przypominało mi biegnącego wilka. Postanowiłem nie zwracać na to uwagi. Znalazłem przewrócony pień. Deszcz lał niemiłosiernie, więc był on śliski, a na dnie wąwozu utworzyła się nie mała rzeczka. Miałem przeczucie, że gdzieś tam jest wataha. Pierwsze kroki były niepewne. Mniej więcej w połowie usłyszałem trzask. Drzewo pękało, a ja nie wiedziałem co robić. Zacząłem biec. Jedną łapą byłem po drugiej stronie, lecz spadłem. Woda okazała się głębsza niż myślałem. Targała mną na wszystkie strony, a ja próbowałem się czegoś uchwycić. Rąbnąłem głową w kamień i straciłem przytomność. Kiedy się obudziłem rana na mych plecach krwawiła, zaś w mej głowie dudniło „Przychodzą z deszczem”…
niedziela, 17 sierpnia 2014
Od Sanguisa
Pierwsze parę dni mojej wyprawy pamiętam jak przez mgłę. Zaczęło się od pojedynczego tropu, który odnalazłem w czasie polowania, a potem wszystko potoczyło się błyskawicznie - powrót na tereny watahy, rozmowa z Dream na temat moich planów, pożegnanie z Mirificusem i Animae, na których wpadłem po drodze, a potem szalony bieg przez las, który zapoczątkował wszystkie następne wydarzenia. Nie pamiętam, żeby przez te parę dni jadł czy odpoczywał; wiem tylko, że moje łapy same niosły mnie do przodu, a wszystkie zmysły pochłonął ten jeden, jedyny cel, któremu poświęciłem się całkowicie i który wypełnił mój umysł, wypychając z niego wszystkie inne pragnienia. Ścigałem mordercę zbyt dobrze wyszkolonego, bym mógł sobie pozwolić na najmniejsze choćby potknięcie.
Z czasem tropy były coraz wyraźniejsze. Po tygodniu podróży wszedłem na tereny, na których zapach ściganego przeze mnie wilka był obecny niemalże wszędzie. Sam też zostawiałem za sobą wyraźne ślady, ale nie dbałem o to, czy to ja odnajdę jego, czy on mnie - ważne było jedynie, by go w końcu dopaść. Mogłem być członkiem nowej watahy, pomagać wszystkim dookoła i spędzać miło czas z przyjaciółmi, ale nie zapomniałem jeszcze, jak to jest być wojownikiem. I teraz ta wiedza miała mi się przydać.
CDN
Z czasem tropy były coraz wyraźniejsze. Po tygodniu podróży wszedłem na tereny, na których zapach ściganego przeze mnie wilka był obecny niemalże wszędzie. Sam też zostawiałem za sobą wyraźne ślady, ale nie dbałem o to, czy to ja odnajdę jego, czy on mnie - ważne było jedynie, by go w końcu dopaść. Mogłem być członkiem nowej watahy, pomagać wszystkim dookoła i spędzać miło czas z przyjaciółmi, ale nie zapomniałem jeszcze, jak to jest być wojownikiem. I teraz ta wiedza miała mi się przydać.
CDN
środa, 13 sierpnia 2014
Od Animae
- Oddawaj!
- Nie, to moje! Znajdź sobie własne!
- Zostaw to!
- Puść!
- Nie ma nawet mowy, oddaj!
- Au!
- ANIMAE!
Westchnęłam głęboko, lustrując wzrokiem kotłujące się na podłodze wilczki. Morphine była już na tyle dorosła, żebym mogła choć na chwilę posadzić ją w kącie i kazać się sobą zająć, ale Euphoria i Thalia były nie do zniesienia, gdy nie pozwalało im się wychodzić. Chyba nam wszystkim przydałaby się przerwa od leśnej nory, w której ukryłam się ze szczeniakami, gdy nastała zaraza.
Wstałam powoli i podeszłam do swoich podopiecznych. Jednym ruchem wyrwałam im będący przyczyną sporu patyk i z cichym chrupnięciem przełamałam go na pół, oddając każdej po kawałku. Odeszłam kawałek i wychyliłam się przez otwór wejściowy, lustrując otaczający nas las. Krzaki tuż koło mnie poruszyły się i wyłonił się z nich Mirificus, trzymający w pysku kilka świeżo zabitych królików.
- Nareszcie, - westchnęłam z ulgą - Już myślałam, że nigdy nie przyjdziesz. Zwariuję tu z tymi szczeniakami.
- Tym razem wracasz ze mną do domu. - odpowiedział wilk z zawadiackim uśmiechem, rzucając mi króliki prosto pod przednie łapy - Dream stwierdziła, że zaklęcia ochronne są wystarczające i nic więcej nam nie grozi.
- Jakieś wieści od Sanguisa?
- Na razie nie.
Odwróciłam się i napotkałam badawczy wzrok Morphine. Skinęłam lekko głową, by wstała i podeszła do bawiących się towarzyszek, po czym zostawiłam jej pozbieranie młodszej siostry i jej koleżanki, a sama wyszłam z Mirificusem na zewnątrz, z ulgą napełniając płuca świeżym powietrzem.
- Będzie tak jak dawniej? - spytałam z nadzieją, przełamując milczenie.
Wilk pokręcił głową.
- Na pewno nie. - odpowiedział cicho - Ale będzie dobrze.
- Nie, to moje! Znajdź sobie własne!
- Zostaw to!
- Puść!
- Nie ma nawet mowy, oddaj!
- Au!
- ANIMAE!
Westchnęłam głęboko, lustrując wzrokiem kotłujące się na podłodze wilczki. Morphine była już na tyle dorosła, żebym mogła choć na chwilę posadzić ją w kącie i kazać się sobą zająć, ale Euphoria i Thalia były nie do zniesienia, gdy nie pozwalało im się wychodzić. Chyba nam wszystkim przydałaby się przerwa od leśnej nory, w której ukryłam się ze szczeniakami, gdy nastała zaraza.
Wstałam powoli i podeszłam do swoich podopiecznych. Jednym ruchem wyrwałam im będący przyczyną sporu patyk i z cichym chrupnięciem przełamałam go na pół, oddając każdej po kawałku. Odeszłam kawałek i wychyliłam się przez otwór wejściowy, lustrując otaczający nas las. Krzaki tuż koło mnie poruszyły się i wyłonił się z nich Mirificus, trzymający w pysku kilka świeżo zabitych królików.
- Nareszcie, - westchnęłam z ulgą - Już myślałam, że nigdy nie przyjdziesz. Zwariuję tu z tymi szczeniakami.
- Tym razem wracasz ze mną do domu. - odpowiedział wilk z zawadiackim uśmiechem, rzucając mi króliki prosto pod przednie łapy - Dream stwierdziła, że zaklęcia ochronne są wystarczające i nic więcej nam nie grozi.
- Jakieś wieści od Sanguisa?
- Na razie nie.
Odwróciłam się i napotkałam badawczy wzrok Morphine. Skinęłam lekko głową, by wstała i podeszła do bawiących się towarzyszek, po czym zostawiłam jej pozbieranie młodszej siostry i jej koleżanki, a sama wyszłam z Mirificusem na zewnątrz, z ulgą napełniając płuca świeżym powietrzem.
- Będzie tak jak dawniej? - spytałam z nadzieją, przełamując milczenie.
Wilk pokręcił głową.
- Na pewno nie. - odpowiedział cicho - Ale będzie dobrze.
Od Mirificusa
Ciężkie chmury zwiastowały popołudniowy deszcz i naprawdę chciałbym posłuchać ich wskazówek i ukryć się gdzieś w ciepłych korytarzach watahy, ale miałem robotę do wykonania. W pewnym sensie nawet się cieszyłem, że mogę wyrwać się do lasu, bo widok szalejących w zarazie wilków wciąż prześladował mnie na każdym kroku. Nawet po opanowaniu plagi wszędzie zostały jej wspomnienia - ślady zakrwawionych pazurów na ścianach, rozkopane wejścia, zniszczone meble, młode drzewka powyrywane razem z korzeniami... Ziemia nasiąkła krwią, ale las pozostał spokojny, jeżeli tylko potrafiło się wyrzucić z pamięci głosy wyjących w opętaniu towarzyszy.
Biegłem szybko, by móc zakończyć polowanie przed nocą, ale wszędzie wokół czułem tylko zapach zarazy i zabitych przez nią wilków. By odnaleźć zwierzynę, musiałem zawędrować daleko od naszych terenów, a i wtedy nie miałem gwarancji powodzenia. Bez towarzystwa Sanguisa polowanie wydawało się męczarnią, choć kiedyś lubiłem przecież samotne wyprawy. Miałem nadzieję, że gdziekolwiek jest mój przyjaciel, niedługo wróci do domu... albo raczej tego, co z niego pozostało.
Biegłem szybko, by móc zakończyć polowanie przed nocą, ale wszędzie wokół czułem tylko zapach zarazy i zabitych przez nią wilków. By odnaleźć zwierzynę, musiałem zawędrować daleko od naszych terenów, a i wtedy nie miałem gwarancji powodzenia. Bez towarzystwa Sanguisa polowanie wydawało się męczarnią, choć kiedyś lubiłem przecież samotne wyprawy. Miałem nadzieję, że gdziekolwiek jest mój przyjaciel, niedługo wróci do domu... albo raczej tego, co z niego pozostało.
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Od Farilla cz. 2
Zanim wyruszyłem zjadłem to co upolowałem wcześniej i napoiłem się w pobliskim źródle. Przekroczyłem próg jaskini i w mej głowie pojawiło się pytanie o kierunek w którym powinienem pójść. Postanowiłem iść prosto.
Po paru godzinach drogi stanąłem nad wąwozem. Ściana była za stroma, aby zejść. Musiałem przedostać się na drugą stronę. Postanowiłem poszukać mostu, albo czegoś takiego. Niestety nie mogłem niczego takiego znaleźć, więc postanowiłem upolować coś w pobliskim lesie i znaleźć jakąś kryjówkę.
Po udanym polowaniu udałem się na spoczynek do dziury pod obalonym drzewem.
CDN
Po paru godzinach drogi stanąłem nad wąwozem. Ściana była za stroma, aby zejść. Musiałem przedostać się na drugą stronę. Postanowiłem poszukać mostu, albo czegoś takiego. Niestety nie mogłem niczego takiego znaleźć, więc postanowiłem upolować coś w pobliskim lesie i znaleźć jakąś kryjówkę.
Po udanym polowaniu udałem się na spoczynek do dziury pod obalonym drzewem.
CDN
piątek, 8 sierpnia 2014
Od Farilla
Kiedy nadeszła zaraza uciekłem. Śmierć pierwszych wilków przypomniała mi rodzinę. Stchórzyłem. Uciekłem w nocy, gdy starsze wilki wynosiły martwe ciała.
Siedziałem w jaskini, a deszcz odgradzał mnie od świata. Myślałem o rodzinie, o ich śmierci i chęci zabicia mnie. Po pewnym czasie naszła mnie fala myśli o watasze, o tym jak mi pomogli nie zwariować. Poczułem się podle, że ich tak zostawiłem. Powinienem im pomagać. Pewnie teraz o mnie zapomnieli i stwierdzili, że nie żyje. Postanowiłem wrócić…
CDN
Siedziałem w jaskini, a deszcz odgradzał mnie od świata. Myślałem o rodzinie, o ich śmierci i chęci zabicia mnie. Po pewnym czasie naszła mnie fala myśli o watasze, o tym jak mi pomogli nie zwariować. Poczułem się podle, że ich tak zostawiłem. Powinienem im pomagać. Pewnie teraz o mnie zapomnieli i stwierdzili, że nie żyje. Postanowiłem wrócić…
CDN
Crystal - nowa członkini!

Wiek: 3 lata
Płeć: Samica
Zdolności:
-Iluzja - użytkownik potrafi utworzyć iluzję
-Klątwa
-Hipnoza - Polega on na zahipnotyzowaniu przeciwnika
Poziom mocy: I
Charakter: Crystal to odważna i śmiała wadera. Nie lęka się niczego. Crystal często się buntuje. Jest agresywna do obcych. Jest bardzo sprytna i inteligentna. Jej motto życiowe to: Trzeba się śmiać, wariatkę grać, szczęśliwą być i z życia drwić.
Stanowisko: Szpieg
Zauroczenie: "To nie w moim stylu..."
Rodzina: Żyje po za tą watahą.
Talizman:

czwartek, 31 lipca 2014
Od Dream "Drugie otwarcie"
Zaskakujące, ile może się wydarzyć zaledwie w kilka dni. Ani się obejrzeliśmy, a w okolicy pojawiły się pierwsze oznaki nadchodzącej zarazy. Niedługo potem rozwinęła się na dobre i mogliśmy się przekonać na własne oczy, jak bardzo była niebezpieczna. Dla kogoś, kto został ugryziony przez zarażonego lub oddychał powietrzem zawierającym zarodniki dziwnego grzyba, było już za późno. W kilka godzin zamieniał się w bezrozumnego potwora, którego jedynym celem było dalsze rozprzestrzenianie choroby.
Niewielu udało się przetrwać, tylko dzięki kwarantannie i kilku nieprzyjemnym "szczepionkom". Spokojnie mogliśmy się poczuć dopiero gdy udało się wspólnie z Taigą utworzyć nowe zaklęcie ochraniające i oczyszczające. Las został przygotowany do powrotu zwierząt, a przekształcone w nienaturalny sposób ciała ofiar zakopane gdzieś na Pustkowiu.
----------
Niewielu udało się przetrwać, tylko dzięki kwarantannie i kilku nieprzyjemnym "szczepionkom". Spokojnie mogliśmy się poczuć dopiero gdy udało się wspólnie z Taigą utworzyć nowe zaklęcie ochraniające i oczyszczające. Las został przygotowany do powrotu zwierząt, a przekształcone w nienaturalny sposób ciała ofiar zakopane gdzieś na Pustkowiu.
----------
Szkoda, że muszę to zrobić, ale większość wilków zostaje uznana zaginionych. Dla ciekawych: Wataha zaczyna swoje życie od nowa, zapraszam do dołączenia :)
Wprowadzam również pewną zmianę: od teraz karta postaci każdego nowego wilka będzie publikowana również na Stronie głównej.
sobota, 28 czerwca 2014
(Nie)drobna uwaga
ALARM!
Aktywność na blogu spadła do zera, gdyby było to możliwe, pewnie i do wartości ujemnych!Niedługo starymi historiami pożywią się wirtualne książkojady! (Nie, spokojnie, tak na prawdę nie usunę niczego, historie były za ciekawe, żeby po prostu ślad po nich zaginął...)
Ale wilki wydają się być trochę jakby martwe :(
Dlatego ogłaszam, że jeśli ktokolwiek z właścicieli wilków przypadkiem czyta ten post, niech wyśle do mnie opowiadanie! Teoretycznie wszystkie wilki mogłabym uznać za zaginione, coś mnie jednak naszło, żeby dać Wam jeszcze ostatnią szansę.
Czas ostateczny: powiedzmy... 12 lipca? Tak, w zupełności wystarczy. Więc do 12 lipca.
Coś mi podpowiada, że wtedy nadejdzie straszna plaga (według Taigi co prawda my już nią jesteśmy... Ale podobno ma to być coś jeszcze gorszego. Zaraza jakaś.) Mało ruchliwe wilki zostaną zarażone na śmierć.
Dlatego powtarzam, chętni do pisania niech się odezwą :)
wtorek, 6 maja 2014
Od Dream CD Thalii
-Mówiąc "umieści" masz na myśli to, gdzie będziecie od teraz mieszkać? -poprawiłam- Wszyscy śpimy w jednej wspólnej jaskini. Jest na tyle duża, że zmieściła by się tam ponad setka wilków i nadal mogłyby one wymachiwać łapami na wszystkie strony nie trącając przy tym nikogo.
-Może będziemy sąsiadkami? -usłyszałam cichy głos Thalii.
-Czemu nie...? -mruknęła w odpowiedzi Morphine. Pomimo tego tonu czułam, że i ona cieszy się z nowego towarzystwa równie bardzo co Thalia.
Miałam nadzieję, że cała trójka będzie się dobrze dogadywać. Inaczej Animae przybyłoby więcej kłopotów niż radości.
Znalazłyśmy się w końcu przed Górą Sāmon. Młode wilki spojrzały w stronę nieba szukając jej szczytu, ukrywał się on jednak za zasłoną gęstego lasu.
-No, chodźcie do środka -popędziłam je do wejścia- Zaraz wejdziemy do biblioteki. Tam z chęcią dowiem się czegoś więcej o was, muszę uzupełnić notatki w księdze i potem będziecie już wolne.
<Euphoria? Morphine? (PS Bardzo przepraszam, że tak długo trwało pisanie na dodatek jeszcze tak krótkiego tekstu, ale jakoś wypadło mi to z głowy...)>
-Może będziemy sąsiadkami? -usłyszałam cichy głos Thalii.
-Czemu nie...? -mruknęła w odpowiedzi Morphine. Pomimo tego tonu czułam, że i ona cieszy się z nowego towarzystwa równie bardzo co Thalia.
Miałam nadzieję, że cała trójka będzie się dobrze dogadywać. Inaczej Animae przybyłoby więcej kłopotów niż radości.
Znalazłyśmy się w końcu przed Górą Sāmon. Młode wilki spojrzały w stronę nieba szukając jej szczytu, ukrywał się on jednak za zasłoną gęstego lasu.
-No, chodźcie do środka -popędziłam je do wejścia- Zaraz wejdziemy do biblioteki. Tam z chęcią dowiem się czegoś więcej o was, muszę uzupełnić notatki w księdze i potem będziecie już wolne.
<Euphoria? Morphine? (PS Bardzo przepraszam, że tak długo trwało pisanie na dodatek jeszcze tak krótkiego tekstu, ale jakoś wypadło mi to z głowy...)>
wtorek, 8 kwietnia 2014
Od Thalii CD Dream
Kiedy wracałyśmy od Tajgi dowiedziałam się, że Morphie i Euphoria są siostrami ale nie bliźniaczymi. Morphie jest rok starsza od swojej siostry ale Euphoria z kolej jest w moim wieku. ,,Fajnie-pomyślałam.-Towarzystwo niewiele starsze ode mnie."
W pewnym momencie Morphie podeszła do Alfy z zapytaniem:
-Dream, gdzie nas pani umieści?
Wytężyłam słuch bo tez byłam tego ciekawa.
Dream?
W pewnym momencie Morphie podeszła do Alfy z zapytaniem:
-Dream, gdzie nas pani umieści?
Wytężyłam słuch bo tez byłam tego ciekawa.
Dream?
czwartek, 27 marca 2014
Od Dream CD Thalii
-Niedługo je odwiedzimy -zapewniłam Thalię po czy udałam się w stronę swojego legowiska.
Przez kolejny tydzień, codziennie chodziłyśmy razem do Chatki Szamanów sprawdzać, czy szczeniaki się obudziły. Poziom szczęścia zmieniał się u Thalii według stałej zasady: wysoki przy wyjściu z Góry, malał wraz z drogą przez las, żeby znów osiągnąć szczyt gdy tylko naszym oczom ukazywał się drewniany domek i dojść do zera gdy okazywało się, że z wilki nadal się nie obudziły. Któregoś jednak dnia, po zapukaniu do drzwi zamiast głośnego "Do widzenia" usłyszałyśmy "Proszę wejść".
Thalia pierwsza wpadła do środka, ja weszłam zaraz po niej. Na środku pokoju koło Terry stała młoda wadera o szarej sierści. Zwróciła na nas swój jaskrawozielony wzrok.
-Kim jesteście? -spytała nieznajoma wilczyca zaniepokojona. Wnioskując z pytania szamanka widocznie jeszcze o nas nie wspomniała.
-Weź je stąd bo nie ręczę za siebie i wyląduje na nich coś ostrego. -warknęła Taiga przerywając jej. Podniosła z ziemi resztki potłuczonej filiżanki. Chyba powinna przestawić się na mniej delikatne naczynia, odkąd tu jestem zdarzyło się to już...- Czwarta z kolekcji -... dokładnie cztery razy.
-Kim jesteście?! -wadera nie ustępowała.
-Spokojnie. Jestem Dream, samica alfa Watahy Firefly, która zamieszkuje te tereny. -odpowiedziałam- Ja i mój przyjaciel Mirificus uratowaliśmy was z Laboratorium i przynieśliśmy tutaj.
-Niestety -prychnęła Taiga.
W tym czasie zza bliżej nieokreślonego kształtem mebla wyłoniło się drugie ze znalezionych szczeniąt. Czarna wilczyca podobnie jak towarzyszka miała intensywnie zielone oczy.
-Miło mi poznać. Jestem Euphoria -przedstawiła się i z uśmiechem spojrzała na Thalię, która do tej pory trzymała się nieco z tyłu.
-A to jest Thalia. -powiedziałam idąc za jej wzrokiem -Znalazła się tutaj niewiele przed wami -mała podeszła bliżej nowo poznanej wadery. Spojrzałam tymczasem na szarą wilczycę- Może i ty się przedstawisz?
Namyśliła się chwilę.
-Pozwolisz nam tu zostać? -odpowiedziała w końcu pytaniem.
-Jeśli nie macie dokąd wracać... To tak.
Uśmiechnęła się lekko a w jej oczach można było dostrzec ulgę.
-Morphine. Jestem Morphine. I.. dziękuję za pomoc -wydusiła z siebie zwracając się również do Taigi.
Szamanka udawała, że nie słyszy, wycierała tylko szmatką jedną z wielu i tak czystych półek. Nikt nie dostrzegł jej wyrazy twarzy.
-W takim razie chodźcie ze mną, pokażę wam okolicę i wpiszę na listę.
-Listę czego? -odezwała się Euphoria.
-Listę członków Watahy. Wtedy będziecie mogły opowiedzieć mi swoje historie.
Podczas krótkiej przechadzki cała młoda trójka zapoznawała się jednocześnie ze sobą.
<Thalia? Euphoria? Morphine?>
Przez kolejny tydzień, codziennie chodziłyśmy razem do Chatki Szamanów sprawdzać, czy szczeniaki się obudziły. Poziom szczęścia zmieniał się u Thalii według stałej zasady: wysoki przy wyjściu z Góry, malał wraz z drogą przez las, żeby znów osiągnąć szczyt gdy tylko naszym oczom ukazywał się drewniany domek i dojść do zera gdy okazywało się, że z wilki nadal się nie obudziły. Któregoś jednak dnia, po zapukaniu do drzwi zamiast głośnego "Do widzenia" usłyszałyśmy "Proszę wejść".
Thalia pierwsza wpadła do środka, ja weszłam zaraz po niej. Na środku pokoju koło Terry stała młoda wadera o szarej sierści. Zwróciła na nas swój jaskrawozielony wzrok.
-Kim jesteście? -spytała nieznajoma wilczyca zaniepokojona. Wnioskując z pytania szamanka widocznie jeszcze o nas nie wspomniała.
-Weź je stąd bo nie ręczę za siebie i wyląduje na nich coś ostrego. -warknęła Taiga przerywając jej. Podniosła z ziemi resztki potłuczonej filiżanki. Chyba powinna przestawić się na mniej delikatne naczynia, odkąd tu jestem zdarzyło się to już...- Czwarta z kolekcji -... dokładnie cztery razy.
-Kim jesteście?! -wadera nie ustępowała.
-Spokojnie. Jestem Dream, samica alfa Watahy Firefly, która zamieszkuje te tereny. -odpowiedziałam- Ja i mój przyjaciel Mirificus uratowaliśmy was z Laboratorium i przynieśliśmy tutaj.
-Niestety -prychnęła Taiga.
W tym czasie zza bliżej nieokreślonego kształtem mebla wyłoniło się drugie ze znalezionych szczeniąt. Czarna wilczyca podobnie jak towarzyszka miała intensywnie zielone oczy.
-Miło mi poznać. Jestem Euphoria -przedstawiła się i z uśmiechem spojrzała na Thalię, która do tej pory trzymała się nieco z tyłu.
-A to jest Thalia. -powiedziałam idąc za jej wzrokiem -Znalazła się tutaj niewiele przed wami -mała podeszła bliżej nowo poznanej wadery. Spojrzałam tymczasem na szarą wilczycę- Może i ty się przedstawisz?
Namyśliła się chwilę.
-Pozwolisz nam tu zostać? -odpowiedziała w końcu pytaniem.
-Jeśli nie macie dokąd wracać... To tak.
Uśmiechnęła się lekko a w jej oczach można było dostrzec ulgę.
-Morphine. Jestem Morphine. I.. dziękuję za pomoc -wydusiła z siebie zwracając się również do Taigi.
Szamanka udawała, że nie słyszy, wycierała tylko szmatką jedną z wielu i tak czystych półek. Nikt nie dostrzegł jej wyrazy twarzy.
-W takim razie chodźcie ze mną, pokażę wam okolicę i wpiszę na listę.
-Listę czego? -odezwała się Euphoria.
-Listę członków Watahy. Wtedy będziecie mogły opowiedzieć mi swoje historie.
Podczas krótkiej przechadzki cała młoda trójka zapoznawała się jednocześnie ze sobą.
<Thalia? Euphoria? Morphine?>
Od Farilla CD Loneris
Ma rana powoli się goiła, zaś ból słabł. Pośród tych wszystkich wilków czułem się nie swojo. Moja poprzednia wataha składała się wyłącznie jednej rodziny. Postanowiłem wybrać się na przechadzkę, aby wszystko sobie przemyśleć.
Po pewnym czasie usłyszałem dziwny dźwięk, jakby ktoś spadał. Pobiegłem w tamtym kierunku, lecz w połowie drogi musiałem zwolnić gdyż rana znów mnie bolała. Kiedy już byłem na miejscu spojrzałem w głąb przepaści. Na półce skalnej leżała Loneris. Jej biała sierść kontrastowała z plamą krwi pod jej ciałem. Spojrzała na mnie, a w jej wzroku widać było lekką prośbę o pomoc. Nie widziałem co zrobić. Przez mózg przeszła mi myśl, aby tam zejść, jednak nie mógłbym tam wrócić. Postanowiłem pobiec po pomoc. Pierwszym napotkanym wilkiem była Livia.
(Proszę o kontynuacje Livie)
Po pewnym czasie usłyszałem dziwny dźwięk, jakby ktoś spadał. Pobiegłem w tamtym kierunku, lecz w połowie drogi musiałem zwolnić gdyż rana znów mnie bolała. Kiedy już byłem na miejscu spojrzałem w głąb przepaści. Na półce skalnej leżała Loneris. Jej biała sierść kontrastowała z plamą krwi pod jej ciałem. Spojrzała na mnie, a w jej wzroku widać było lekką prośbę o pomoc. Nie widziałem co zrobić. Przez mózg przeszła mi myśl, aby tam zejść, jednak nie mógłbym tam wrócić. Postanowiłem pobiec po pomoc. Pierwszym napotkanym wilkiem była Livia.
(Proszę o kontynuacje Livie)
wtorek, 18 marca 2014
Od Livii
Obudziłam się, było ciemno i zimno. Tak szczerze to prawie nie pamiętam. Miałam niecałe 2 miesiące! Nigdzie nie było żadnych wilków. Byłam sama. Jeszcze nie wiecie ale jestem najsłabsza z rodzeństwa i może dla tego mnie zostawili? Parę dni temu wyschły źródła i wyruszyliśmy w daleką podróż. Zaczęłam płakać ale zaraz przestałam! Nade mną krążył straszny orzeł. Był wielki i zapewne usłyszał mój płacz. Uciekałam jak najszybciej i w końcu trafiłam na mała gromadkę wilków. Gdy mnie zobaczyły zaraz zabrały mnie ( byłam wykończona ) do siebie. Tak się tu znalazłam.
Od Thalii CD Dream
Otwarłam szeroko oczy.
-O... A mogę ich odwiedzić?-zapytałam.-Poznałabym ich i Taigę...
<Dream?>
-O... A mogę ich odwiedzić?-zapytałam.-Poznałabym ich i Taigę...
<Dream?>
piątek, 14 marca 2014
środa, 12 marca 2014
Od Loneris
Siedziałam na skraju urwiska spoglądając w dal. Nikt na mnie nie zwracał uwagi. Byłam nikim. Byłam niepotrzebna. Tam w dole ktoś był, i był nastawiony wrogo. Ale nikt mnie nie słuchał. Siedząc myślałam, jak się zabić. W końcu nikt by mnie nie opłakiwał. Postanowiłam. Skoczę, tak po prostu. Krótki upadek, a potem nic. Wieczny odpoczynek. Skoczyłam, ale upadłam na półkę skalną w stanie agonii. Nie chce cierpieć. Chcę albo śmierci, albo pomocy.
(Czy ktoś się ulituje?)
(Czy ktoś się ulituje?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)